czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 9.

Na dworze został tylko Matt i Brian. Reszta dała im chwilę i wrócili do środka. 
- Nie spodziewałem się tego po tobie… myślałem, że przyjaciele tak się nie zachowują…- powiedział gitarzysta z wyraźnym żalem w oczach i głosie.
- To tylko seks…
- No tak… to do ciebie podobne. Ale cholera ja się z nią spotykam. Sam pchałeś ją w moje ramiona! 
- Nie tylko ja jestem bez winy…
- Oczywiście, ale to z tobą w obecnej chwili stoję i rozmawiam. Powiedz mi… wtedy kiedy wpadłem do niej z kawą, a ty wychodziłeś z jakimś „materiałem” … też z nią spałeś?
- Nie…
- Mów prawdę!
- Mówię ci! Zadzwoniła do mnie w nocy. 
- Po co… jeśli jej wtedy nie przeleciałeś…
- Nieważne…
- Ważne… jeśli chcesz mieć jeszcze przyjaciela…
- Miała koszmar… 
- I zadzwoniła właśnie do ciebie…
- No mówię ci przecież!- upierał się Matt.
- Skoro łączy was tylko seks…
- Tylko seks…
- Coś mi tu śmierdzi…
- Tylko seks… zero uczuć…- wzruszył ramionami.
- Jasne…- zamachnął się i przywalił mu w szczękę, do kompletu w drugą stronę niż Tony.
- A TO KURWA ZA CO?!
- Należało ci się…a jeśli ją jeszcze tkniesz… - powiedział spokojnie, ale nie dokończył, dając mu okazję do poruszenia wyobraźnią i wszedł do studia. Rozglądał się za Sam, szukając jej wzrokiem. 
- W łazience…- burknął basista i kontynuował zmianę strun w instrumencie.


Pukanie do drzwi. Cisza. Ponowne pukanie. Znów cisza.
- Sam…
- Idź sobie…- podciągnęła nosem.
- Chcę tylko pogadać. Otwórz drzwi – mówił łagodnie.
- Nie powinnam w ogóle przyjeżdżać do tego studia… kiedykolwiek. 
- Sam, proszę… wpuść mnie- usłyszał przekręcony klucz i złapał za klamkę. Wszedł. Spojrzał w jej niebieskie oczy podkreślone jeszcze mocniej czerwienią spojówek od płaczu. Serce mu miękło. 
- Proszę… możesz mnie rugać. Nie mam gdzie uciec- siedziała na zamkniętym sedesie i wycierała nos.
- Nie chcę cię rugać. Chciałbym tylko dowiedzieć się o co chodzi… wydawało mi się, że w ostatnim czasie byliśmy blisko… że byliśmy ze sobą szczerzy.
- Bo byłam… to… to z Mattem- westchnęła- to tylko seks.
- On mówi to samo- odgarnął jej kosmyka z twarzy.
- Przepraszam… nie miało tak wyjść- podciągnęła nosem- naprawdę mi na tobie zależy. 
- Kiedy to się zaczęło?
- To, że mi na tobie zależy? Czy …
- Od kiedy sypiacie ze sobą?
- Od tej imprezy w The Brain.
- Wtedy kiedy Tony prawie co mnie nie rozkwasił? A ty poleciałaś wdzięcznie do Matta i jego fiuta?!
- N-nie mów tak…- schowała bardziej głowę miedzy ramiona, utkwiła wzrok w kolanach i poleciały jej gęste łzy. Kiedy podniósł głos przestraszyła się. Poczuła coś znajomego… to, co czuła kiedy Tony na nią wrzeszczał. Brian przyglądał się jej dłuższą chwilę, po czym zdał sobie sprawę, co wywołało w niej taką reakcję. Od razu kucnął przy niej i przytulił, lekko zadrżała.
- Jezu… Sam, przepraszam… przepraszam. Nie chciałem krzyczeć. Przepraszam- lulał ją delikatnie, tak jak dziecko- nie będę taki jak on… nigdy cię nie skrzywdzę… pozwól mi się kochać… tylko bądź ze mną szczera. Tylko o to cię proszę.
- Dobrze- chowała twarz w jego ramiona i uspokajała się- tylko mnie nie skrzywdź.
- Nigdy. Będę o ciebie dbał, zawsze- te słowa sprawiły, że odetchnęła i poczuła bezpiecznie u niego- tylko…
- Tylko?-spojrzała na niego niepewnie swoimi spuchniętymi oczami.
- Powiedz mi jedno… kiedy po naszym spotkaniu, zadzwoniłaś do niego po swoim koszmarze… czego oczekiwałaś? Czemu on, a nie ja… skoro i tak łączył cię z nim seks, nic więcej- na te słowa nie znała odpowiedzi, chciała coś odpowiedzieć, ale zapowietrzyła się. Bąknęła tylko słabe „yyy” i patrzyła niepewnie w jego oczy. On tylko posmerał jej policzek i pocałował w czoło- jak znajdziesz odpowiedź to daj znać- wstał- nie umiem dzielić się kobietą, a tym bardziej jej sercem- wyszedł.


Leżała u siebie w łóżku. Sama. Był późny wieczór. 5 minut temu wysłała smsa Dave’owi, że rezygnuje ze współpracy z zespołem, a on ciągle do niej wydzwaniał. Odrzucała połączenia, aż całkowicie wyłączyła telefon. Była kompletnie wykończona całym dniem, więc szybko udało jej się zasnąć. 


Nagle wyrwało ją coś ze snu. Walenie do drzwi. Rozpoznawała je. Serce zaczęło jej szybciej bić. Nie wiedziała co ma robić. Powinna zadzwonić po pomoc.
- Ty dziwko! Otwieraj!- głos Tony’ego był trochę inny. Był pijany. – Taka szmata jak ty pożałuje… Wiem, że tam jesteś. Widziałem samochód! Pewnie znów obciągasz fiuta temu chujowi… Ja cię oduczę! Dawno nie nurkowałaś głową wodzie…- Przestał walić, a zaczął kopać. Stała przed wejściem, które tworzyło cienką granicę między nią, kompletnie bezbronną, a nim, pijanym i silnym, który nie zawaha się przed zrobieniem krzywdy.- Sam kurwa! I tak cię dorwę wywłoko!- drzwi drżały coraz bardziej, a zawiasy powoli odrywały się od ściany. Pobiegła na palcach do kuchni, rozglądała się po niej z nadzieją na cud. Wiedziała, że to i tak nic nie da, ale sięgnęła po nóż. Zawsze lepsze coś, niż puste ręce. Nie była w stanie zrobić mu krzywdy, ale żeby chociaż odwlec to co nieuniknione z jego strony, mogła zaryzykować. Nie byłą pewna jednak, czy to go jeszcze bardziej nie rozwścieczy. 
Głośny huk i drzwi opadły na ziemię. Tony wpadł do środka i rozglądał się, zobaczył jej cień w kuchni i za chwile tam się zjawił.
- Myślisz, że uda ci się bezkarnie mnie okłamywać?- powoli zbliżał się do niej- pamiętasz, co ostatnio się stało jak mnie oszukałaś?- bała się, ale pokiwała głową, przyznając, że pamięta- No powiedz…- milczała- POWIEDZ!
- Z-zaciągnąłeś mnie d-do łazienki…
- I…? –kolejny krok w jej stronę.
- Trzymałeś mnie z-za włosy…- ściskała nóż w spoconych dłoniach za plecami coraz mocniej.
- Mów dalej!
- Nalałeś w-wody do zlewu- odzywała się coraz ciszej- i…- przymknęła oczy na wspomnienie tamtego wydarzenia- i wsadziłeś moją głowę… nie mogłam oddychać…
- Dokładnie- jego głos złagodniał- a teraz zasłużyłaś sobie na coś gorszego… -dzielił ich tylko metr, zbliżył się odrobinę i pogłaskał jej policzek- Sam, Sam, Sam… co ja z tobą pocznę… ciągle tylko stresuje się przez ciebie. Dobrze wiesz, że stres źle na mnie wpływa- uderzył ją z liścia. Odchyliła głowę i zaciskała powoli powieki, spod który leciały łzy. Policzek poróżowiał, a on złapał ją za brodę, żeby spojrzała na niego- to na pewno nie boli cię tak bardzo jak mnie serce, kiedy znalazłem te bokserki koło twojego łóżka- popchnął ja do tylu i obiła się o szafkę, a na podłogę wypadł jej nóż- chciałaś się bronic?! Ze mną nie masz szans kochana… Nie udałoby ci się mnie nawet drasnąć- kipiał złością i znów uderzył ją w twarz, tylko z zaciśniętej pięści, potem kolejny i kolejny. Złapał ją za włosy i uderzył głową o szafkę, jeszcze raz i jeszcze raz. Szumiało jej. Pociągnął ją ponownie za kitkę i odchylił głowę. Złapał drugą ręką za szyje i ścisnął. Patrzył w oczy jak ta próbuje łapać powietrze- masz coś do powiedzenia?! Hę?!?!
- P- prz….-starała się coś wydusić- szam…-rozluźnił palce i mogła zaczerpnąć powietrza- przepraszam… przepraszam… przepraszam… błagam- zalewała się łzami.
- Oj mała, mała… nic się nie uczysz…- uderzył ją w brzuch i padła obolała na ziemię trzymając rękę w okolicach żołądka. Kucnął przy niej i patrzył na to jak cierpi- Nie powtórzysz więcej tego…powiedz to- pokiwała głową zgadzając się z nim- POWIEDZ!
- Nie p-powtórzę tego…- szlochała.
- Jakoś mało przekonująco to mówisz…- pchnął ją i leżała na ziemi, usiadł na niej okrakiem i znów zacisnął dłoń na jej gardle i szarpał. Obijał głową o podłogę. Była kompletnie bezbronna. Rękoma próbowała przerwać mu, szukała ratunku, aż natchnęła się na wcześniej upuszczony nóż. Szarpał nią na tyle mocno, że dwukrotnie odsunęła go od siebie, ale walczyła. Nie poddawała się, mając nadzieję na to, że uda jej się wyswobodzić chociaż na moment. Wiedziała, że jeśli nie podejmie próby, wszystko może skończyć się znacznie gorzej. Jedna szansa. Jedno pchnięcie. Zamachnęła się i resztką siły wbiła mu ostrze w brzuch. Spojrzał zaskoczony w dół. Jego wzrok wyrażał zdziwienie. Dopiero po chwili w jego mimice zdało się wyczytać ból. Mimo wszystko nie puszczał ręki z jej gardła, tą wolną wyjął zakrwawione ostrze a krew zaczęła lecieć ciurkiem na nią. Jedyne co dalej pamiętała to dźwięk syren policyjnych i tupot nóg wbiegających po klatce schodowej. Później straciła przytomność.

5 komentarzy:

  1. Twoje ostrzeganie mnie, nie pomogło.... jestem w szkoku.... !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Idę się pociąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w takim szoku, że aż zacytuję Ewelinę: ":OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO..."
    Zajebiste od początku do samego końca! Szczególnie końca... Omg omg omg. CZEMU TY NIE PISZESZ CZĘŚCIEJ???
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  3. "nie umiem dzielić się kobietą, a tym bardziej jej sercem" *-*
    DLACZEGO ONA NIE ZADZWONIŁA PO POMOC?!?!?!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak jeszcze raz powiesz, że nie wiesz co dalej pisać to chyba skopię Ci tyłek!

    Ostro zakręciłaś akcję! Tylko dlaczego nie zadzwoniła po pomoc? Czemu ona do tego dopuszcza? Nie krzywdź jej aż tak, no kurde!

    OdpowiedzUsuń