Siedziała na seminarium i starała skupić się na tym co mówi wykładowca. Całe szczęście ogłosił przerwę przed częścią praktyczną i nie musiała już się tak wysilać. Obiecała Mattowi, że zjedzą wspólnie lunch, póki jest okazja. Wyszła przed budynek z zamiarem zadzwonienia do niego, ale kiedy minęła drzwi zobaczyła te cudowne oczy, które uwielbiała. Podeszła bliżej i z zaskakującą nieśmiałością jak na siebie, delikatnie cmoknęła go w policzek.
- Właśnie miałam do ciebie dzwonić.
- Pamiętałem, jak mówiłaś o której masz przerwę, więc postanowiłem sam cię odebrać. Wspólnie pojedziemy coś zjeść- obdarzył ją szerokim uśmiechem.
- Chętnie. W sumie tu niedaleko jest fajna knajpa. Serwują pyszne hamburgery.
- No to idziemy. Ale najpierw… - złapał ja delikatnie za szyję i przyciągnął bliżej siebie. Obdarzył ją słodkim i czułym pocałunkiem. Dopiero po chwili jego zwierzęca pasja przejęła kontrolę nad jej ustami i wdarł się zachłannie językiem. Musiała go trochę przystopować, ponieważ stali wśród całego tłumu studentów.
- Matt… nie chciałabym zrobić na środku chodnika. Cenie sobie prywatność w tej dziedzinie- pokarała go wesoło palcem i ruszyła w stronę wcześniej wspomnianej restauracji. Korzystając z okazji, całkiem niespodziewanie złapał ją za rękę. Udawał, że nie widzi jej zaskoczenia i wesoło maszerował obok niej. Spojrzała na dłonie- więc teraz jesteśmy tak jakby parą?
- No a nie?- jego radość nie schodziła z twarzy.
- Myślałam, że się będziemy na razie spokojnie spotykać.
- No i się spotykamy. Trzymamy się za ręce, całujemy. Czy tak nie robią pary?
- Nie wiem. Nie pamiętam kiedy ostatni raz z Tonym trzymaliśmy się za ręce- uśmiechnęła się smutno i za chwilę dotarli na miejsce. Zamówili to co chcieli i czekając na swoje przekąski, siedli do stolika- Matt, powiedz szczerze, jak ty to teraz widzisz?
- Nas?
- No tak…
- Przyjeżdżasz tu co dwa tygodnie w weekendy na seminarium i wtedy mamy szansę się widzieć, rozmawiać, uprawiać cudowny seks, kochać się, pieprzyć, nazwij to jak chcesz. A poza tym będziesz łaskawie odbierać w końcu telefony ode mnie i może raz kiedyś wpadnę do ciebie. Wiesz, że jesteśmy w trakcie nagrywania, więc trudno będzie mi się wyrwać. Ciebie nie będę prosił o powrót bo wiem na ile jest ta cała praca ważna. Ale dla chcącego nic trudnego- znów się wyszczerzył. Przy takim uśmiechu trudno było się martwić o cokolwiek. Kiedy dostali swoje hamburgery, zajęli się nimi. Na rozmowy przyjdzie jeszcze pora.
Kiedy zajęcia na uczelni skończyły się, spędziła noc u niego. W przerwie między jednym a drugim stosunkiem, rozmawiali. Tak jak dawniej. Powoli zaczynała żałować, że wszystko potoczyło w taki sposób, który zmusił ją do przeprowadzki. Kiedy jutro skończy zajęcia, będzie musiała pojechać z powrotem na lotnisko i do San Francisco (nie czuje, że rymuje joł). Sielanka się skończy, a kolejne dwa tygodnie w oczekiwaniu na ponowne spotkanie Matta będą ciągnęły się uparcie długo. Mimo wszystko musiała stawić czoła rozłące i ponownie zając się pracą.
Pożegnanie na lotnisku było nietypowe. Chociaż całkowicie niezaskakujące dla świeżych kochanków. Damska toaleta to może nie pierwszej jakości dyskretne miejsce, jednak szeroka kabina odpowiednio spełniała warunki do szybkiego numerku. Przy bramce poprawił jej jeszcze zwariowany kosmyk włosów, włożył go za ucho i czule ucałował.
- Zadzwoń jak dolecisz. Najlepiej na Skype. Może zabawimy się- posłał jej szelmowskie spojrzenie, a ta musiała skarcić go pacnięciem w ramię.
- Matt!!! Ty…. Ty… bezwstydniku!- Ale nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Dzięki niemu, cały weekend uśmiech nie schodził jej z twarzy. Uwielbiała ten stan. Z głośników usłyszała ogłoszenie, że zaczęto odprawę jej lotu, więc ostatni raz przytuliła się do niego. Wciągnęła nosem jego męski zapach i ucałowała w punk na jego ciele, który miała najbliżej ust- muszę iść…
- Uważaj na zakrętach i leć ostrożnie- głaskał jej plecy. Cmoknął ją w czubek głowy. Stali tak dłuższą chwilę, aż w końcu odczepiła się.
- Do zobaczenia na Skype- wysłała mu słodki uśmiech i za chwilę zniknęła wśród tłumu.
Pierwszy dzień rozłąki. Drugi dzień rozłąki. Kolejne dni również ciągnęły się okropnie. Wieczorami nie mieli dużo siły na wspólne rozmowy. Każde z nich miało swoje obowiązki, które pod koniec dnia po prostu wykańczały. Nie rezygnowali z wieczornych rozmów, nawet jeśli miałoby to być tylko przywitanie i za moment pożegnanie. Obojgu zależało aby mimo wszystko mieć bliski kontakt.
Pewnego wieczoru musiała odmówić umówionej rozmowy, ponieważ razem z zespołem i znajomymi wybrali się do klubu, świętować zakończoną pierwszą część nagrywania. Wesoła i niewinna impreza przeniosła się do domu jednego z towarzystwa.
- Ok, skoro już jesteśmy tutaj. Klasycznie czas na czarodziejską oranżadę. Kto się nie bawi, ten wie gdzie są drzwi- nikt nie wstał z poduszek, które leżały na podłodze dookoła małego, kawowego stolika. Gospodarz wyjął z szafki pudełko ze ślicznym kwiatowym wzorem. Kiedy je otworzył, łatwo było ujrzeć zawartość. Kokaina.- Mam ochotę tej nocy ujrzeć trochę magii.
- Nie gadaj tyle tylko szykuj- rozległy się niecierpliwe śmiechy. Sam delikatnie pociągnęła na bok swoją koleżankę Emmę i szeptała.
- Chyba jednak zrezygnuję…
- Oj Sam, nie bój się. Raz wciągniesz, prawie nic nie poczujesz. To tak jakbyś zjarała się ziołem. Wyluzujesz się, dobrze zabawisz.
- Tylko jeden raz…
- Pewnie!- entuzjazm dosłownie bił od niej.
Na okrągłej podstawce, która kręciła się niczym te w restauracjach z sushi, gospodarz pokreślił kilkanaście białych kresek, układających się w krótkie promienie. Swoją kartą kredytową poprawiał linie i spojrzał na Sam.
- Nowicjusze mają pierwszeństwo- obdarzył ją miłym uśmiechem i podał zwinięty, jednodolarowy banknot.
- Ale… - zerknęła na Emmę szukając pomocy.
- To proste, przykładasz banknot do nozdrza, pochylasz się i celujesz w linię- jak powiedziała, tak zrobiła. Połowę wciągnęła w jedną, a połowę w drugą dziurkę od nosa i od razu wręczyła jednodolarówkę koleżance- czaisz?
- Przykładam, wciągam… - powoli wykonała każdą czynność i wciągnęła, po pierwszym niuchu musiała wymasować sobie bok nosa, ponieważ nieznane uczucie powodowało dyskomfort. Za chwilę dokończyła kreskę i ponownie musiała potrzeć nozdrze. Niedługo później poczuła dziwny dreszcz przechodzący całe ciało. A po chwili wszystkie ciekawe historie, które opowiadali jej znajomi o spotkaniu z tym narkotykiem, działy się właśnie jej. Interesujące i fascynujące uczucie wewnątrz niej, próbowało się wydostać. A kiedy w końcu zawładnęło jej ciałem, poczuła się lekka jak pióro i wolna jak ptak. Czuła, że może latać. Czuła, że może wszystko. W międzyczasie reszta towarzystwa rozkoszowała się sobą, Sam sięgnęła po banknot i chciała wciągnąć kolejny raz. Emma zatrzymała jej rękę.
- Nie, nie. Pierwszy raz tylko jedna. Spokojnie. Jutro też jest dzień i pojutrze... Krok po kroku- uśmiechnęła się miło- a wiesz co jest w tym najważniejsze? Że nie będzie kaca- zaśmiała się i wróciła do rozmowy z kolegą.
Kiedy upragnione dwa tygodnie minęły, wysiadła z samolotu w Los Angeles i szybko ruszyła w stronę wyjścia by móc uściskać swojego ukochanego. Będzie mogła poczuć jego zapach oraz ciepło ciała. Stał z balonem, który unosił się nad jego głową. Kiedy podeszła, bez słowa objęła go w pasie.
- Hej…- słychać było ten zatroskany ton.
- Tęskniłam…
- Wiem, wiem… ja też. Kupiłem ci balona na powitanie- zaśmiał się chrypliwie- trochę tandetne, ale kwiaty by zwiędły- podał go jakiemuś przechodzącemu obok dzieciakowi- spokojny miałaś lot?
- Mhm… Matt? Jedźmy do ciebie… proszę…
- Myślałem, że wcześniej zjemy coś.
- Zamówimy później pizzę. Chcę, żebyś mnie pieprzył. Żebyś zawładnął moim ciałem. W jakikolwiek sposób zechcesz. Tak mi tego brakuje…
- Więc będzie pizza- złapał ją za rękę, poszli na parking do jego auta i ruszył. Długo nie mogąc wytrzymać, siedząc obok rozpięła mu spodnie i sięgnęła do krocza. Delikatnie masowała.
- Cały lot myślałam o tym jak smakuje. Przypominałam sobie jego smak i fakturę. Chciałam czym prędzej mieć go w ustach- nie czekając dłużej, odpięła pas i pochyliła się koło kierownicy. Wzięła do ust rosnący członek i delikatnie ssała. A kiedy był duży i twardy jak skała, przyspieszyła. Usłyszała, że jego oddech przyspieszył i wydawał z siebie pojedyncze jęki.
- Musisz… cholera… musisz zwolnić tempo. Nie chce.. och… nie chce spowodować wypadku…- grzecznie zelżyła ssanie i poczekała, aż zatrzyma samochód. A kiedy czekali na światłach. Ponownie podkręcała ruchy i ostatecznie kiedy zatrzymał się na podjeździe, wylał się do jej ust. Przełknęła wszystko i podniosła się. Poprawiła mu spodnie i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się widząc jego reakcję na ten niespodziewany przypływ namiętności. Siedział z zamkniętymi oczami i odchyloną głową. Jego klatka piersiowa unosiła się szybko i opadała.
- Dasz radę wysiąść?- była całkowicie zadowolona z siebie.
- Moment… daj mi minutę.
- Będę czekać w mieszkaniu i zamówię pizzę. Nie śpiesz się- odpięła kluczyki do mieszkania od tych samochodowych i wysiadła. Wzięła torbę i poszła do środka. Zjawił się za nią dopiero po 10 minutach.
- Zamówiłaś?
- Mhm- uśmiechnęła się i pogłaskała jego policzek.
- Za ile będzie?
- Za jakieś pół godziny. Tak mówił pan przez telefon.
- Więc mamy pół godziny- złapał ją za rękę i zaprowadził do sypialni.
Te weekendy trwają zdecydowanie za krótko. Odejmując czas jaki musiała spędzać na uczelni, zostawało jej naprawdę niewiele, żeby cieszyć się towarzystwem Matta. Ostatecznie większość tego okresu i tak spędzali w sypialni, albo na blacie kuchennym, albo kanapie czy podłodze w łazience. W końcu nagadać mogą się na Skype.
Nim się obejrzała, a od momentu wyprowadzki do San Francisco minęły 3 miesiące. Wszystko wyglądało tak samo. Co drugi weekend spędzała w LA z Mattem i na uczelni, a resztę czasu poświęcała na studio oraz wspólne czarowanie ze znajomymi. Zapowiadało się niewinnie. Emma krok po kroku tłumaczyła jej jak wygląda ich zabawa i pomagała dojść do takiego etapu, na jakim znajdowała się reszta. Oni robili to od dawna i nikt nigdy nie przegiął. W dobrych rękach nic jej się nie stanie.
Jednego wieczoru postanowiła odpuścić sobie zabawę, żeby spędzić więcej czasu z Mattem. Rozmowa przez komunikator to nie to samo co na żywo, ale musiało wystarczyć. Opowiadał jej o tym jak idzie im w studiu. Co nagrali i wysyłał jej dema piosenek. Ona zdawała relacje z jej dnia i planów na kolejne.
- Za tydzień przylatuje i mam egzaminy. Trochę się denerwuje, bo zamiast poświęcić czas na naukę, siedzę od rana do wieczora w studiu. Jak obleję to, to będę musiała powtarzać semestr. Ne mogę ciągnąć od rodziców więcej pieniędzy. Dopiero co wyszli z długów, chcę m ulżyć.
- Zdasz. Przecież zajmujesz się tym na co dzień. Przelejesz na papier swoją praktykę i masz gwarantowane ukończenie studiów.
- To nie jest takie łatwe- westchnęła- po prostu czuję presję, żeby odciążyć ich…
- Jeśli oni nie będą mogli ci pomóc, to wiesz, że ja zawsze…
- Matt, nie możesz… nie chcę być tobie winna…
- Nie byłabyś nic winna… po prostu to byłaby inwestycja w jednego z najlepszych dźwiękowców jakich znam. Twoi rodzice też tak uważają- uśmiechał się.
- Moi… skąd wiesz…?
- No… wydaje mi się, że tak by uważali- zaczynał się plątać.
- Matt…? Coś kręcisz…
- Oj zdaje ci się…
- Umiem poznać kiedy ktoś kłamie.
- Nie kłamię… ja … no ok, poznałem twoich rodziców.
- Kiedy- zmarszczyła brwi, próbując skojarzyć jakieś fakty.
- Chodzi o to…- westchnął i spojrzał niepewnie- że ja… te pieniądze na studia…
- No powiedz wreszcie!
- To ja zapłaciłem za twoje studia.
- Jak… jak to?
- Brian raz rozmawiał z twoją mamą jak leżałaś w szpitalu. Wyszedł temat, że pewnie wywalą cię z uczelni, bo nie zapłacisz za ostatni semestr. Nie masz pieniędzy, rodzice też nie mają przez długi… I tak jakoś wyszło…
- Przecież wiesz, że nie chciałam tego- powiedziała przez zaciśnięte zęby- zamierzałeś w ogóle kiedyś mi to powiedzieć?!
- Tak… kiedyś na pewno… zależało mi na tym, żebyś skończyła te studia… a nie chciałaś przyjąć mojej pomocy wcześniej… jesteś czasem taka uparta.
- Sam jesteś uparty! Wiesz co o tym sądzę! Wiesz dlaczego nie mogłam pozbyć się Tony’ego! A teraz robisz mi to samo!
- Ale mnie się nie chcesz pozbyć… prawda? Jest nam dobrze… kochamy się…
- Ko…kochamy się…?- jej głos złagodniał, pierwszy raz użył tego słowa. Co prawda nie było ono bezpośrednio wyznaniem miłości, ale zawsze to jakaś forma uczucia.
- No kochamy… Ja kocham ciebie… Ty kochasz mnie… prawda?
- Czy ja…? Ja… Matt… - pocierała zmęczoną buzię dłońmi- pogadamy jutro… jest już późno…- spojrzała na niego czule, ale jednocześnie z żalem- dobranoc- wyłączyła się, zanim zdołał odpowiedzieć.
Siedziała na kanapie wpatrzona w monitor, na którym przed chwilą widziała jego twarz. Miała kompletnie mieszane uczucia. Z jednej strony była wściekła, że wtrąca się w jej sprawy. Z drugiej… wyznał jej miłość. Mieszanka tych uczuć była drażniąca. Była zbyt zmęczona, żeby przyjmować na siebie ten chwilowy ciężar. Chciała na chwilę uwolnić się od tego. Poczuć się lekka i wolna. Nie czekając chwili dłużej wstała, wzięła kluczyki od samochodu, portfel i wyszła z mieszkania. Skierowała auto w stronę parku Alta Plaza, o którym wcześniej usłyszała jak gospodarz wspólnych wieczorów ze znajomymi, wspominał Emmie, skąd bierze „czarodziejską oranżadę”. Kiedy dotarła na miejsce, dłuższy czas siedziała w samochodzie. Wyłączyła silnik i zbierała się na odwagę. W końcu wysiadła, rozejrzała. Było ciemno i nie wiedziała gdzie dokładnie powinna się udać. Z daleka zobaczyła jakąś postać i postanowiła iść za nią. Podejrzewała, że nie jest to najbezpieczniejsza okolica o tej porze, ale stwierdziła, że przyjdzie, dostanie tego co chce i wróci do mieszkania. Jakieś 50 metrów przed nią, na środku placu koło latarni zobaczyła dwóch postawnych mężczyzn podających sobie rękę, po czym jeden z nich odszedł. Wiedziała, że to jest to czego szukała. Nieśpiesznie podeszła do drugiego i starała wyglądać na jak bardziej wyluzowaną, chociaż w środku cała drżała.
- Hej… chciałam jedną…
- To nie jest bezpieczna okolica dla takiej ślicznej dziewczyny jak ty o tej porze…- rozglądał się.
- Wiem… chciałam tylko szybko załatwić co nieco i wracać- miętosiła w ręce banknot 50-dolarowy.
- Co załatwić? Słuchaj, nie wiem o co ci chodzi. Lepiej wracaj. Mówię poważnie. Kręcą się tutaj różne typy…
- Jedną działkę… serio tylko tyle…- zważała się nie zwracać uwagi na to co do niej mówi.
- Nie wiem o czym mówisz…-rozglądał się- jesteś z policji, tak? Ja serio nic nie mam…
- Co? Nie, nie… chciałam tylko… przepraszam. Byłam pewna, że masz…- już chciała odchodzić.
- Czekaj…- westchnął- przypadkiem mam jedną…- wyciągnął do niej rękę i znów się rozejrzał. Wziął od niej pieniądze i podał towar- ale lepiej zmykaj stąd. Najszybciej jak możesz.
- Dziękuję… serio… dziękuję…- uśmiechnęła się niepewnie i ruszyła aleją w drogę powrotną.
Była niedaleko samochodu, kiedy niedaleko zobaczyła biegnącą, wysoką i postawną postać. Była pewna, że to jakiś biegacz, który nie mając czasu podczas dnia, woli uprawiać sport wieczorem. Ubrany był w dres i buty sportowe, więc nic nie wzbudziło jej podejrzeń. Kiedy jednak poczuła ostre pociągnięcie za ramie, odwróciła się i zobaczyła tego samego faceta z groźną miną i ostrym nożem w ręku.
- Dawaj kasę…- kompletnie wystraszona nie zareagowała- dawaj szmal, rozumiesz?!- próbował wyrwać jej z rąk portfel, jednak Sam była nieustępliwa i mocno go trzymała, nie miała już tam żadnych pieniędzy, ale wszystkie dokumenty. Kiedy w końcu udało mu się wyrwać swoją zdobycz, dźgnął ją trzykrotnie i uciekł. Od razu padła na ziemię trzymając się za brzuch. Spojrzała na ręce, które były całe we krwi. Nie wiedziała co się z nią dalej działo, bo przed oczami zobaczyła ciemność. Karma?