środa, 2 kwietnia 2014

EPILOG

Na pogrzebie nie zjawiło się wiele osób, chociaż cała kaplica była wypełniona. Zjawili się znajomi z uczelni, przyjaciele oraz bliscy. Ci ostatni siedzieli w pierwszych ławkach i nikt nic nie mówił. Jej nagła i tragiczna śmierć nie dotarła jeszcze do wszystkich. Część dalej nie mogła uwierzyć, że w urnie przed nimi, znajdują się prochy Samanthy Jones. 22-letniej inżynier dźwięku. Córki, przyjaciółki, dziewczyny. 


Matt siedział i patrzył się przed siebie. Od momentu kiedy z jej rodzicami był w krematorium, zrozumiał, że to prawda, że to ją pożera ogień, że jej już nie ma. Od tego momentu, nic do niego nie docierało, nie odbierał żadnych bodźców, nie jadł, nie spotykał się z najbliższymi. Ani razu nie zapłakał, bo ból po stracie był na tyle silny, że żadne łzy nie równały się z uczuciem pustki jaka go rozpierała. Pustki, żalu, złości i rozpaczy. 


Mama Sam cicho szlochała w chustkę, a ojciec obejmował ją. Ceremonia była krótka. Kilka osób podjęło się przemowy na jej cześć. Dave wspominał jaką była studentką i przyjaciółką. Ojciec opowiadał o czasach jak była małym dzieckiem i bawiła się garnkami jako perkusji. Mimo wzruszających słów, nie był w stanie kontynuować, gdyż wezbrał w nim się szloch i płacz.


Z tyłu, w ciemnym rogu stał Tony i mimo tego jakim człowiekiem był, nie był w stanie powstrzymać łez. Obok niego stało dwóch strażników. Miał jednodniową przepustkę z więzienia. Nie starał się zwrócić na siebie uwagi, jednak czuł, że powinien pożegnać się z nią i przeprosić.


Ku zdziwieniu na podeście przed wszystkimi stanął ponownie Dave.
- Rozmawiałem kiedyś z Sam o tym jak szybko opuszczają nas bliscy. Często niespodziewanie, a często nawet spodziewamy się tego, a dalej nie możemy przygotować się na to zdarzenie. Powiedziała mi kiedyś coś, co wziąłem za żart, ale obiecałem jej, że to zrobię. Utworzyła na swoim komputerze playlistę o nazwie „pogrzeb”. Uważała, że jeśli kiedyś zdarzy się niespodzianka…- wytarł oczy- to nie chce, żeby grała jej tandetna trąbka czy żeby było słuchać szloch zebranych. Więc wymyśliła, żeby bez zbędnych słów, zagrać coś co wybrała dawno temu. A ja właśnie tu jestem, żeby spełnić jej prośbę. To był jej ulubiony utwór- kliknął play w odtwarzaczu podłączonym do głośników i poleciało Avenged Sevenfold „I won’t see you tonight pt. 1”.


Kiedy schowano urnę do rodzinnego grobowca, ludzie zaczęli się rozchodzić. Na ławce przed tablicą z jej umieniem siedział Matt. Nie wiedział ile już tak siedział. Nie obchodziło go to. Za jego plecami kręcili się chłopacy z zespołu. Nie mogli go tak zostawić. Mimo próśb i gróźb nie poruszył się, nawet kiedy zaczął padać deszcz.
- Stary… przeziębisz się… nic nie da siedzenie tutaj- powiedział Brian. Matt nic nie odpowiedział- wiem co czujesz, wiem, że masz teraz dość wszystkich…
- Nic nie wiesz!!! Nic nie rozumiesz!!! To moja wina! MOJA! I twoja… - przejechał dłońmi po twarzy- gdybyśmy niczego nie namieszali, ona dalej mogłaby żyć w LA. Nie musiałaby się wyprowadzać…- jego głos złamał się, a w oczach zabłysły łzy.
- To nie nasza wina…
- Zejdź mi z oczu- Brian dalej stał, więc ten go lekko pchnął- odpierdolcie się ode mnie wszyscy!- wyminął ich i ruszył przed siebie.


Od pół roku nie powstało nic na ich kolejną płytę. Nie koncertowali, nie udzielali wywiadów, a fani przewidywali rozpad zespołu. Wokalista leżał całymi dniami w swoim domu, a przy zasłoniętych oknach, na zmianę puszczał „I won’t see you tonigth pt. 1” i piosenkę, przy której pierwszy raz Sam maczała palce na ich nową płytę. Przypominał sobie to zaangażowanie dziewczyny, jakie wkładała w ich pracę. Jak bardzo troszczyła się aby wszystkie dźwięki skupiały się w idealny utwór. Dopieszczała każdą milisekundę. Zależało jej na tym albumie, jakby był jej własnym. I wtedy do niego dotarło. W pewnym momencie Matt wstał i sięgnął po komórkę. Wybrał numer do managera zespołu i zadzwonił.
- Larry… słuchaj… potrzebne nam studio… będziemy nagrywać.



sobota, 29 marca 2014

Rozdział 12.

Siedziała na seminarium i starała skupić się na tym co mówi wykładowca. Całe szczęście ogłosił przerwę przed częścią praktyczną i nie musiała już się tak wysilać. Obiecała Mattowi, że zjedzą wspólnie lunch, póki jest okazja. Wyszła przed budynek z zamiarem zadzwonienia do niego, ale kiedy minęła drzwi zobaczyła te cudowne oczy, które uwielbiała. Podeszła bliżej i z zaskakującą nieśmiałością jak na siebie, delikatnie cmoknęła go w policzek. 
- Właśnie miałam do ciebie dzwonić.
- Pamiętałem, jak mówiłaś o której masz przerwę, więc postanowiłem sam cię odebrać. Wspólnie pojedziemy coś zjeść- obdarzył ją szerokim uśmiechem.
- Chętnie. W sumie tu niedaleko jest fajna knajpa. Serwują pyszne hamburgery.
- No to idziemy. Ale najpierw… - złapał ja delikatnie za szyję i przyciągnął bliżej siebie. Obdarzył ją słodkim i czułym pocałunkiem. Dopiero po chwili jego zwierzęca pasja przejęła kontrolę nad jej ustami i wdarł się zachłannie językiem. Musiała go trochę przystopować, ponieważ stali wśród całego tłumu studentów.
- Matt… nie chciałabym zrobić na środku chodnika. Cenie sobie prywatność w tej dziedzinie- pokarała go wesoło palcem i ruszyła w stronę wcześniej wspomnianej restauracji. Korzystając z okazji, całkiem niespodziewanie złapał ją za rękę. Udawał, że nie widzi jej zaskoczenia i wesoło maszerował obok niej. Spojrzała na dłonie- więc teraz jesteśmy tak jakby parą?
- No a nie?- jego radość nie schodziła z twarzy.
- Myślałam, że się będziemy na razie spokojnie spotykać.
- No i się spotykamy. Trzymamy się za ręce, całujemy. Czy tak nie robią pary?
- Nie wiem. Nie pamiętam kiedy ostatni raz z Tonym trzymaliśmy się za ręce- uśmiechnęła się smutno i za chwilę dotarli na miejsce. Zamówili to co chcieli i czekając na swoje przekąski, siedli do stolika- Matt, powiedz szczerze, jak ty to teraz widzisz?
- Nas?
- No tak… 
- Przyjeżdżasz tu co dwa tygodnie w weekendy na seminarium i wtedy mamy szansę się widzieć, rozmawiać, uprawiać cudowny seks, kochać się, pieprzyć, nazwij to jak chcesz. A poza tym będziesz łaskawie odbierać w końcu telefony ode mnie i może raz kiedyś wpadnę do ciebie. Wiesz, że jesteśmy w trakcie nagrywania, więc trudno będzie mi się wyrwać. Ciebie nie będę prosił o powrót bo wiem na ile jest ta cała praca ważna. Ale dla chcącego nic trudnego- znów się wyszczerzył. Przy takim uśmiechu trudno było się martwić o cokolwiek. Kiedy dostali swoje hamburgery, zajęli się nimi. Na rozmowy przyjdzie jeszcze pora.


Kiedy zajęcia na uczelni skończyły się, spędziła noc u niego. W przerwie między jednym a drugim stosunkiem, rozmawiali. Tak jak dawniej. Powoli zaczynała żałować, że wszystko potoczyło w taki sposób, który zmusił ją do przeprowadzki. Kiedy jutro skończy zajęcia, będzie musiała pojechać z powrotem na lotnisko i do San Francisco (nie czuje, że rymuje joł). Sielanka się skończy, a kolejne dwa tygodnie w oczekiwaniu na ponowne spotkanie Matta będą ciągnęły się uparcie długo. Mimo wszystko musiała stawić czoła rozłące i ponownie zając się pracą. 


Pożegnanie na lotnisku było nietypowe. Chociaż całkowicie niezaskakujące dla świeżych kochanków. Damska toaleta to może nie pierwszej jakości dyskretne miejsce, jednak szeroka kabina odpowiednio spełniała warunki do szybkiego numerku. Przy bramce poprawił jej jeszcze zwariowany kosmyk włosów, włożył go za ucho i czule ucałował.
- Zadzwoń jak dolecisz. Najlepiej na Skype. Może zabawimy się- posłał jej szelmowskie spojrzenie, a ta musiała skarcić go pacnięciem w ramię.
- Matt!!! Ty…. Ty… bezwstydniku!- Ale nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Dzięki niemu, cały weekend uśmiech nie schodził jej z twarzy. Uwielbiała ten stan. Z głośników usłyszała ogłoszenie, że zaczęto odprawę jej lotu, więc ostatni raz przytuliła się do niego. Wciągnęła nosem jego męski zapach i ucałowała w punk na jego ciele, który miała najbliżej ust- muszę iść…
- Uważaj na zakrętach i leć ostrożnie- głaskał jej plecy. Cmoknął ją w czubek głowy. Stali tak dłuższą chwilę, aż w końcu odczepiła się.
- Do zobaczenia na Skype- wysłała mu słodki uśmiech i za chwilę zniknęła wśród tłumu.


Pierwszy dzień rozłąki. Drugi dzień rozłąki. Kolejne dni również ciągnęły się okropnie. Wieczorami nie mieli dużo siły na wspólne rozmowy. Każde z nich miało swoje obowiązki, które pod koniec dnia po prostu wykańczały. Nie rezygnowali z wieczornych rozmów, nawet jeśli miałoby to być tylko przywitanie i za moment pożegnanie. Obojgu zależało aby mimo wszystko mieć bliski kontakt.
Pewnego wieczoru musiała odmówić umówionej rozmowy, ponieważ razem z zespołem i znajomymi wybrali się do klubu, świętować zakończoną pierwszą część nagrywania. Wesoła i niewinna impreza przeniosła się do domu jednego z towarzystwa. 
- Ok, skoro już jesteśmy tutaj. Klasycznie czas na czarodziejską oranżadę. Kto się nie bawi, ten wie gdzie są drzwi- nikt nie wstał z poduszek, które leżały na podłodze dookoła małego, kawowego stolika. Gospodarz wyjął z szafki pudełko ze ślicznym kwiatowym wzorem. Kiedy je otworzył, łatwo było ujrzeć zawartość. Kokaina.- Mam ochotę tej nocy ujrzeć trochę magii.
- Nie gadaj tyle tylko szykuj- rozległy się niecierpliwe śmiechy. Sam delikatnie pociągnęła na bok swoją koleżankę Emmę i szeptała.
- Chyba jednak zrezygnuję…
- Oj Sam, nie bój się. Raz wciągniesz, prawie nic nie poczujesz. To tak jakbyś zjarała się ziołem. Wyluzujesz się, dobrze zabawisz.
- Tylko jeden raz…
- Pewnie!- entuzjazm dosłownie bił od niej.
Na okrągłej podstawce, która kręciła się niczym te w restauracjach z sushi, gospodarz pokreślił kilkanaście białych kresek, układających się w krótkie promienie. Swoją kartą kredytową poprawiał linie i spojrzał na Sam.
- Nowicjusze mają pierwszeństwo- obdarzył ją miłym uśmiechem i podał zwinięty,  jednodolarowy banknot. 
- Ale… - zerknęła na Emmę szukając pomocy.
- To proste, przykładasz banknot do nozdrza, pochylasz się i celujesz w linię- jak powiedziała, tak zrobiła. Połowę wciągnęła w jedną, a połowę w drugą dziurkę od nosa i od razu wręczyła jednodolarówkę koleżance- czaisz?
- Przykładam, wciągam… - powoli wykonała każdą czynność i wciągnęła, po pierwszym niuchu musiała wymasować sobie bok nosa, ponieważ nieznane uczucie powodowało dyskomfort. Za chwilę dokończyła kreskę i ponownie musiała potrzeć nozdrze. Niedługo później poczuła dziwny dreszcz przechodzący całe ciało. A po chwili wszystkie ciekawe historie, które opowiadali jej znajomi o spotkaniu z tym narkotykiem, działy się właśnie jej. Interesujące i fascynujące uczucie wewnątrz niej, próbowało się wydostać. A kiedy w końcu zawładnęło jej ciałem, poczuła się lekka jak pióro i wolna jak ptak. Czuła, że może latać. Czuła, że może wszystko. W międzyczasie reszta towarzystwa rozkoszowała się sobą, Sam sięgnęła po banknot i chciała wciągnąć kolejny raz. Emma zatrzymała jej rękę.
- Nie, nie. Pierwszy raz tylko jedna. Spokojnie. Jutro też jest dzień i pojutrze... Krok po kroku- uśmiechnęła się miło- a wiesz co jest w tym najważniejsze? Że nie będzie kaca- zaśmiała się i wróciła do rozmowy z kolegą.


Kiedy upragnione dwa tygodnie minęły, wysiadła z samolotu w Los Angeles i szybko ruszyła w stronę wyjścia by móc uściskać swojego ukochanego. Będzie mogła poczuć jego zapach oraz ciepło ciała. Stał z balonem, który unosił się nad jego głową. Kiedy podeszła, bez słowa objęła go w pasie.
- Hej…- słychać było ten zatroskany ton.
- Tęskniłam…
- Wiem, wiem… ja też. Kupiłem ci balona na powitanie- zaśmiał się chrypliwie- trochę tandetne, ale kwiaty by zwiędły- podał go jakiemuś przechodzącemu obok dzieciakowi- spokojny miałaś lot?
- Mhm… Matt? Jedźmy do ciebie… proszę… 
- Myślałem, że wcześniej zjemy coś.
- Zamówimy później pizzę. Chcę, żebyś mnie pieprzył. Żebyś zawładnął moim ciałem. W jakikolwiek sposób zechcesz. Tak mi tego brakuje…
- Więc będzie pizza- złapał ją za rękę, poszli na parking do jego auta i ruszył. Długo nie mogąc wytrzymać, siedząc obok rozpięła mu spodnie i sięgnęła do krocza. Delikatnie masowała.
- Cały lot myślałam o tym jak smakuje. Przypominałam sobie jego smak i fakturę. Chciałam czym prędzej mieć go w ustach- nie czekając dłużej, odpięła pas i pochyliła się koło kierownicy. Wzięła do ust rosnący członek i delikatnie ssała. A kiedy był duży i twardy jak skała, przyspieszyła. Usłyszała, że jego oddech przyspieszył i wydawał z siebie pojedyncze jęki.
- Musisz… cholera… musisz zwolnić tempo. Nie chce.. och… nie chce spowodować wypadku…- grzecznie zelżyła ssanie i poczekała, aż zatrzyma samochód. A kiedy czekali na światłach. Ponownie podkręcała ruchy i ostatecznie kiedy zatrzymał się na podjeździe, wylał się do jej ust. Przełknęła wszystko i podniosła się. Poprawiła mu spodnie i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się widząc jego reakcję na ten niespodziewany przypływ namiętności. Siedział z zamkniętymi oczami i odchyloną głową. Jego klatka piersiowa unosiła się szybko i opadała.
- Dasz radę wysiąść?- była całkowicie zadowolona z siebie.
- Moment… daj mi minutę.
- Będę czekać w mieszkaniu i zamówię pizzę. Nie śpiesz się- odpięła kluczyki do mieszkania od tych samochodowych i wysiadła. Wzięła torbę i poszła do środka. Zjawił się za nią dopiero po 10 minutach.
- Zamówiłaś?
- Mhm- uśmiechnęła się i pogłaskała jego policzek.
- Za ile będzie?
- Za jakieś pół godziny. Tak mówił pan przez telefon.
- Więc mamy pół godziny- złapał ją za rękę i zaprowadził do sypialni.


Te weekendy trwają zdecydowanie za krótko. Odejmując czas jaki musiała spędzać na uczelni, zostawało jej naprawdę niewiele, żeby cieszyć się towarzystwem Matta. Ostatecznie większość tego okresu i tak spędzali w sypialni, albo na blacie kuchennym, albo kanapie czy podłodze w łazience. W końcu nagadać mogą się na Skype. 


Nim się obejrzała, a od momentu wyprowadzki do San Francisco minęły 3 miesiące. Wszystko wyglądało tak samo. Co drugi weekend spędzała w LA z Mattem i na uczelni, a resztę czasu poświęcała na studio oraz wspólne czarowanie ze znajomymi. Zapowiadało się niewinnie. Emma krok po kroku tłumaczyła jej jak wygląda ich zabawa i pomagała dojść do takiego etapu, na jakim znajdowała się reszta. Oni robili to od dawna i nikt nigdy nie przegiął. W dobrych rękach nic jej się nie stanie.


Jednego wieczoru postanowiła odpuścić sobie zabawę, żeby spędzić więcej czasu z Mattem. Rozmowa przez komunikator to nie to samo co na żywo, ale musiało wystarczyć. Opowiadał jej o tym jak idzie im w studiu. Co nagrali i wysyłał jej dema piosenek. Ona zdawała relacje z jej dnia i planów na kolejne. 
- Za tydzień przylatuje i mam egzaminy. Trochę się denerwuje, bo zamiast poświęcić czas na naukę, siedzę od rana do wieczora w studiu. Jak obleję to, to będę musiała powtarzać semestr. Ne mogę ciągnąć od rodziców więcej pieniędzy. Dopiero co wyszli z długów, chcę m ulżyć.
- Zdasz. Przecież zajmujesz się tym na co dzień. Przelejesz na papier swoją praktykę i masz gwarantowane ukończenie studiów.
- To nie jest takie łatwe- westchnęła- po prostu czuję presję, żeby odciążyć ich…
- Jeśli oni nie będą mogli ci pomóc, to wiesz, że ja zawsze…
- Matt, nie możesz… nie chcę być tobie winna… 
- Nie byłabyś nic winna… po prostu to byłaby inwestycja w jednego z najlepszych dźwiękowców jakich znam. Twoi rodzice też tak uważają- uśmiechał się.
- Moi… skąd wiesz…?
- No… wydaje mi się, że tak by uważali- zaczynał się plątać.
- Matt…? Coś kręcisz…
- Oj zdaje ci się…
- Umiem poznać kiedy ktoś kłamie.
- Nie kłamię… ja … no ok, poznałem twoich rodziców.
- Kiedy- zmarszczyła brwi, próbując skojarzyć jakieś fakty.
- Chodzi o to…- westchnął i spojrzał niepewnie- że ja… te pieniądze na studia… 
- No powiedz wreszcie!
- To ja zapłaciłem za twoje studia.
- Jak… jak to?
- Brian raz rozmawiał z twoją mamą jak leżałaś w szpitalu. Wyszedł temat, że pewnie wywalą cię z uczelni, bo nie zapłacisz za ostatni semestr. Nie masz pieniędzy, rodzice też nie mają przez długi… I tak jakoś wyszło…
- Przecież wiesz, że nie chciałam tego- powiedziała przez zaciśnięte zęby- zamierzałeś w ogóle kiedyś mi to powiedzieć?!
- Tak… kiedyś na pewno… zależało mi na tym, żebyś skończyła te studia… a nie chciałaś przyjąć mojej pomocy wcześniej… jesteś czasem taka uparta.
- Sam jesteś uparty! Wiesz co o tym sądzę! Wiesz dlaczego nie mogłam pozbyć się Tony’ego! A teraz robisz mi to samo!
- Ale mnie się nie chcesz pozbyć… prawda? Jest nam dobrze… kochamy się…
- Ko…kochamy się…?- jej głos złagodniał, pierwszy raz użył tego słowa. Co prawda nie było ono bezpośrednio wyznaniem miłości, ale zawsze to jakaś forma uczucia.
- No kochamy… Ja kocham ciebie… Ty kochasz mnie… prawda?
- Czy ja…? Ja… Matt… - pocierała zmęczoną buzię dłońmi- pogadamy jutro… jest już późno…- spojrzała na niego czule, ale jednocześnie z żalem- dobranoc- wyłączyła się, zanim zdołał odpowiedzieć.


Siedziała na kanapie wpatrzona w monitor, na którym przed chwilą widziała jego twarz. Miała kompletnie mieszane uczucia. Z jednej strony była wściekła, że wtrąca się w jej sprawy. Z drugiej… wyznał jej miłość. Mieszanka tych uczuć była drażniąca. Była zbyt zmęczona, żeby przyjmować na siebie ten chwilowy ciężar. Chciała na chwilę uwolnić się od tego. Poczuć się lekka i wolna. Nie czekając chwili dłużej wstała, wzięła kluczyki od samochodu, portfel i wyszła z mieszkania. Skierowała auto w stronę parku Alta Plaza, o którym wcześniej usłyszała jak gospodarz wspólnych wieczorów ze znajomymi, wspominał Emmie, skąd bierze „czarodziejską oranżadę”. Kiedy dotarła na miejsce, dłuższy czas siedziała w samochodzie. Wyłączyła silnik i zbierała się na odwagę. W końcu wysiadła, rozejrzała. Było ciemno i nie wiedziała gdzie dokładnie powinna się udać. Z daleka zobaczyła jakąś postać i postanowiła iść za nią. Podejrzewała, że nie jest to najbezpieczniejsza okolica o tej porze, ale stwierdziła, że przyjdzie, dostanie tego co chce i wróci do mieszkania. Jakieś 50 metrów przed nią, na środku placu koło latarni zobaczyła dwóch postawnych mężczyzn podających sobie rękę, po czym jeden z nich odszedł. Wiedziała, że to jest to czego szukała. Nieśpiesznie podeszła do drugiego i starała wyglądać na jak bardziej wyluzowaną, chociaż w środku cała drżała.
- Hej… chciałam jedną…
- To nie jest bezpieczna okolica dla takiej ślicznej dziewczyny jak ty o tej porze…- rozglądał się.
- Wiem… chciałam tylko szybko załatwić co nieco i wracać- miętosiła w ręce banknot 50-dolarowy.
- Co załatwić? Słuchaj, nie wiem o co ci chodzi. Lepiej wracaj. Mówię poważnie. Kręcą się tutaj różne typy…
- Jedną działkę… serio tylko tyle…- zważała się nie zwracać uwagi na to co do niej mówi.
- Nie wiem o czym mówisz…-rozglądał się- jesteś z policji, tak? Ja serio nic nie mam…
- Co? Nie, nie… chciałam tylko… przepraszam. Byłam pewna, że masz…- już chciała odchodzić.
- Czekaj…- westchnął- przypadkiem mam jedną…- wyciągnął do niej rękę i znów się rozejrzał. Wziął od niej pieniądze i podał towar- ale lepiej zmykaj stąd. Najszybciej jak możesz.
- Dziękuję… serio… dziękuję…- uśmiechnęła się niepewnie i ruszyła aleją w drogę powrotną. 
Była niedaleko samochodu, kiedy niedaleko zobaczyła biegnącą, wysoką i postawną postać. Była pewna, że to jakiś biegacz, który nie mając czasu podczas dnia, woli uprawiać sport wieczorem. Ubrany był w dres i buty sportowe, więc nic nie wzbudziło jej podejrzeń. Kiedy jednak poczuła ostre pociągnięcie za ramie, odwróciła się i zobaczyła tego samego faceta z groźną miną i ostrym nożem w ręku.
- Dawaj kasę…- kompletnie wystraszona nie zareagowała- dawaj szmal, rozumiesz?!- próbował wyrwać jej z rąk portfel, jednak Sam była nieustępliwa i mocno go trzymała, nie miała już tam żadnych pieniędzy, ale wszystkie dokumenty. Kiedy w końcu udało mu się wyrwać swoją zdobycz, dźgnął ją trzykrotnie i uciekł. Od razu padła na ziemię trzymając się za brzuch. Spojrzała na ręce, które były całe we krwi. Nie wiedziała co się z nią dalej działo, bo przed oczami zobaczyła ciemność. Karma?

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 11.

Cały dzień miała zajęty badaniami. Lekarze chcieli się upewnić, że jest zdrowa i nic jej nie grozi. Sam cały czas martwiła się o Matta. Obwiniała się za to, że siedzi w areszcie. Poprosiła mamę o to, żeby nikt jej nie odwiedzał. Wiedziała, że gdyby nie to, Brian chętnie by przychodził, a ona nie mogła i nie powinna kontynuować tej znajomości. Tak samo jak z Mattem. Postanowiła przeprowadzić się do San Francisco i zaocznie kończyć studia. 


Dnia następnego jej mama przyniosła komputer, w którym mogła znaleźć ogłoszenie dotyczące mieszkania. Mogła też napisać podanie do uczelni o zmianę trybu nauczania. Jej życie się zmieni, wiedziała o tym. Ale za żadne skarby nie mogła porzucić swojej pasji, dlatego dzięki pomocy Dave’a zatrudniła się w małej wytwórni płytowej, w której dostała stanowisko inżyniera dźwięku. Wszystko idealnie. Pozostał tylko jeden problem. Jak zapłaci za studia? Został jej ostatni semestr, a nie zdoła opłacić go z pensji, jaką ewentualnie dostanie, szczególnie, że będzie musiała płacić czynsz. Miała tydzień, żeby podjąć decyzję, czy znajdzie pieniądze, czy będzie musiała zrezygnować. Pamiętała propozycję Matta, w której obiecał, że opłaci jej wszystko byleby odcięła się od Tony’ego. Ale skoro wyprowadza się z Los Angeles ze względu na całą trójkę mężczyzn, nie mogła czuć się związana przysługą któregokolwiek z nich. 


Pakowała swoje rzeczy, dziś wyszła ze szpitala. Nie cackała się. Chciała zająć się tym od razu. Miała znajomego zajmującego się przeprowadzkami, więc zaoferował się, że weźmie część jej pudeł, które nie zmieszczą się do Mini Coopera. Kiedy mieszkanie było już puste z jej osobistych rzeczy, usiadła na kanapie i trzymała telefon w ręku. Korciło ją, żeby zadzwonić. Ale obiecała sobie, że będzie twarda i nie da omotać się żadnemu mężczyźnie. Była na siebie wściekła, bo czuła w środku ból. Działała częściowo wbrew sobie. Połowa jej, chciała zostać i mieć ich nadal w pobliżu. Druga połowa, ta silniejsza, dumnie udawała, że oni nie mają znaczenia i ma inne, ważniejsze priorytety, które musi realizować. 


Oddała klucze właścicielowi mieszkania i zniosła walizkę. Ten zszedł za nią i od razu wywiesił informację, że mieszkanie jest do wynajęcia. Pożegnała się, wsadziła rzeczy do bagażnika i odjechała. Jej GPS wyznaczył trasę dokładnie do nowego miejsca. Włączyła głośno muzykę i starała nie zawracać głowy zbędnymi myślami. Jedyne co musiała wykombinować, to jak zdoła pożyczyć pieniądze z banku, przy tak niskich zarobkach. 


Dokładnie 5 godzin i 34 minuty później zaparkowała przed całkiem wysokim apartamentowcem. Był to dość stary i wysłużony budynek. Jednak położony przy samym wybrzeżu z widokiem na ocean. Wzięła bagaże i weszła do środka, skierowała swoje kroki do windy i wjechała na 5 piętro. Kiedy weszła do środka jej oczom od razu rzuciła się pusta przestrzeń oświetlona przez wielkie okno, które zajmowało całą ścianę. Wyjrzała przez nie, a serce jej załomotało. Widok był przerażający, wielka wodna przestrzeń z małymi jachtami na horyzoncie wydawała się piękna, ale zarazem niebezpieczna. Kiedy w końcu oderwała się od widoków, poszła do potencjalnej sypialni, do której obiecała sobie kupić chociażby materac, żeby nie spać na ziemi. To miejsce miało potencjał na cudowne i przytulne wnętrze, tylko musiała je odpowiednio zagospodarować. Całość składała się z dwóch pokoi i jednej małej łazienki z prysznicem oraz wanną. Jedno z pomieszczeń wpasowywało się do jej wizji salonu, szczególnie, że posiadało aneks kuchenny. Idealne mieszkanie dla singielki- to jedna z pierwszych myśli jakie przyszły do głowy Sam. 


Koło godziny 2 nad ranem, wszystkie jej taboły z poprzedniego mieszkania zostały wniesione do jej nowego i zajęła się ich otwieraniem. Kiedy zdała sobie sprawę, że nie ma siły dzisiaj ich wypakowywać a przypomniała sobie, że dziś jeszcze nic nie jadła, postanowiła zamówić pizzę i pójść jutro na zakupy. Późna godzina sprzyjała prysznicowi i pójściu spać na karimacie do jogi.


Po dwóch tygodniach czuła, że już się rozgościła w nowym miejscu. Co prawda spała na samym materacu bez ramy łóżka, a większość jej rzeczy leżała na podłodze, ale nie miała czasu żeby coś z tym zrobić. Starała dawać z siebie wszystko w nowej pracy. Współpracowała z jakimś młodym zespołem, a raczej dwójką artystek (gitarzystką i wokalistką), która nie miała nigdy nic wspólnego z nagrywaniem. Wykorzystała ten fakt i postanowiła pomóc im pod względem producenckim, a nie tylko jako dźwiękowiec, który pilnuje nagrań i słucha ich rozkazów. Wytwórnia dała jej do tego wolną rękę. Dlatego właśnie lubiła przychodzić codziennie do pracy i nagrywać od rana do wieczora. Poza faktem, że może się temu poświęcić całkowicie bez myślenia o czymkolwiek innym, to miała na tyle dużą swobodę w pracy, że nie czuła się ograniczona przez szefostwo. Jakby nie patrzeć, to było to o czym zawsze marzyła. Dodatkowym, ułatwiającym faktem okazało się to, że siedziała w studiu z samymi kobietami, więc nie w głowie były jej amory ani inne sprawności fizyczne, wykonywane najczęściej w łóżku, którego przecież nie miała. Spędzone całe dnie na nagrywaniu, sprawiały, że kiedy wracała do domu, miała siłę jedynie na szybki prysznic i to, żeby jeszcze dojść do łózka i zamknąć oczy, obudzić się dnia kolejnego. 


Wiedziała również, że po swoim wyjeździe obaj mężczyźni, nie dadzą jej spokoju. Przez pierwszy tydzień telefony były notoryczne. Nie odbierała. Z maili dowiedziała się, że Matt został wypuszczony, a Tony wraca do zdrowia i jak tylko wyjdzie ze szpitala, trafi do więzienia. Kiedy smsy i wydzwanianie ustawało, odetchnęła z ulgą. Miała nadzieję, że tym sposobem, za maksymalnie kilka tygodni będzie miała całkowity spokój. 


Monotonia życia codziennego powoli zaczynała dobijać Sam. Nie miała dla siebie czasu i mimo, że uwielbiała swoją pracę bo to było rozwijanie swojego hobby, to nie miała czasu dla siebie. Z ulgą przyjęła prośbę dziewczyn z zespołu, które wyjeżdżały na jakieś wakacje z rodziną. Niestety zbiegło się to w czasie z powrotem do Los Angeles, gdzie odbywało się seminarium na uczelni oraz powinna stawić się na przesłuchaniu w związku z wtargnięciem Ex do mieszkania i jej ataku nożem. To drugie chciała mieć już z głowy. Jeśli chodzi o problem z płaceniem za uczelnię, rozwiązał się. Jej mama zaproponowała, że z powrotem może dorzucać się do czesnego, ponieważ ojciec Sam ponownie stanął na nogi i spłacili swoje długi. Wydawało jej się jednak to zbyt podejrzane, ale nie komentowała tego, ponieważ naprawdę chciała skończyć kierunek.


W piątkowy poranek zapakowała torbę i jechała na lotnisko, żeby oszczędzić sobie 5-godzinnej podróży, a być na miejscu w znacznie szybszym czasie. Z hali przylotów odebrał ją Dave. Ich relacje student/wykładowca były dość bliskie po tym jak wspólnie nagrywali dla chłopaków z zespołu. Zaprzyjaźnili się na tyle, że zaproponował jej weekendowy nocleg u siebie. Polubiła też jego żonę Bethy, którą poznała dwa lata wcześniej na małym koncercie, który organizowała. Rock’n’roll-owa babka chodziła cały czas w motocyklówkach i skórzanej kurtce. Na ten czas Sam mogła zająć pokój ich córki. Była wdzięczna za to, ponieważ z pensji dźwiękowca nie stać byłoby jej na hotel. Przeprowadzka z jednego miasta do drugiego porządnie dała jej w kość. 
Kiedy wyszła z posterunku policji po godzinnym przesłuchaniu, na schodach dostrzegła znaną posturę. Poznała od razu kto to był, więc cichaczem przeszła w drugą stronę i szybkim krokiem skierowała się w stronę, skąd przybyła. 
- Sam…?- usłyszała kroki za sobą, przyspieszyła- Sam, zatrzymaj się!- stanęła, odetchnęła i odwróciła się. 
- Brian… cześć…
- Hej… chciałem pogadać.
- Skąd wiedziałeś, że tu będę?
- Matt też miał dzisiaj przesłuchanie. Przyjechałem z nim.
- Dalej jest na posterunku?
- Tak… niby odwołali oskarżenie. Sam nie wiem czemu, w końcu zaatakował Tony’ego, ale no nie wnikam… cieszę się. 
- To dobrze… ja muszę iść. Na razie- odwróciła się i ruszyła dalej, nie zwracając uwagi na wołania.


Wieczorem mimo próśb i błagania o litość, Bethy zaciągnęła ją na koncert miejscowego zespołu. Nie przekonywały jej fakty, że jutro ma seminarium od godziny bardzo wczesnej ani to, że nie ma nastroju. Żona Dave’a potrafiła być bardzo uparta. Nie przywiązując uwagi do wyglądu, Sam ubrała starte dżinsy i rozciągnięty szary podkoszulek. Mimo wieczoru było bardzo ciepło, więc nie potrzebowała dodatkowego okrycia. Koło 21 zjawiły się pod klubem i weszły po znajomości omijając kolejkę. Usiadły w barze i zamówiły kojąco chłodne piwo. Były w trakcie ekscytującej dyskusji o konsolach muzycznych, kiedy nagle po ramieniu popukał ją ktoś. Kiedy odwróciła głowę o mało co nie zakrztusiła się trunkiem.
- Cześć, możemy porozmawiać?
- Matt… co ty tu robisz?
- Chciałem pogadać…
- Nie widzisz, że jestem zajęta?
- Sam… cholera po prostu chodź- powiedział ostrzej. Nie mając wyboru, wstała- dzięki Beth- złapał ją za rękę i pociągnął gdzieś, gdzie mogliby spokojnie porozmawiać. Znaleźli się na tyłach klubu.
- Znacie się?
- Pewnie, poznaliśmy się dzięki Dave’owi…
- Czyli ukartowałeś to z nią?
- A czy to ważne? Jesteś tu…- przybliżył się do niej niebezpiecznie blisko, musiała zadrzeć głowę do góry, żeby móc spojrzeć mu w oczy. Rytm jej serca przyspieszył mimo, że starała się kontrolować. 
- Nie bez powodu unikałam kontaktu z tobą czy Brianem…- odsunęła się o krok do tyłu.
- Nie rozumiem czemu- zrobił ponownie krok w jej kierunku.
- Dla was… - ponownie cofnęła się, jednak za plecami znalazła się ściana- wasza przyjaźń jest ważniejsza niż jakaś tam dziewczyna.
- Ze mną i Brianem wszystko dobrze. Porozmawialiśmy po męsku… Brian postanowił odstąpić. Dał nam błogosławieństwo.
- A czy ja mam coś na ten temat do powiedzenia?- oburzyła się.
- W tej chwili chyba już nie- cwano się uśmiechnął i znalazł się na tyle blisko, że dziewczyna nie miała drogi ucieczki. Czuła buchające od niego ciepło i gdyby ruszyła się o centymetr, zetknęliby się ciałami. W tym momencie jednak przeszły ją ciarki na myśl co stałoby się gdyby go dotknęła. Nie potrafiłaby się opanować przed jego urokiem, a musiała. Właśnie dlatego przeprowadziła się i uciekła od niego. 
- Matt… proszę cię. Chcę wrócić do środka- nie odrywała od niego oczu. Jego wzrok był hipnotyzujący. 
- Mi się wydaje, że jakbyś chciała, to już byś wróciła- przejechał delikatnie palcem po jej nagim ramieniu, przeszły ją dreszcze.
- Matt…- szepnęła.
- A co mi zrobisz jeśli cię pocałuję?- jego palec powędrował do jej ust żądnych jego smaku.
- Nie pozwolę… skończ to!- nie mogła poddać się jego urokowi. Wtedy jej wyjazd okazałby się klapą, tak by się czuła. Kiedy odgarnął jej kosmyk włosów z twarzy, lekko odepchnęła go i ruszyła w stronę baru, złapał ją mocniej za rękę i odwróciła się. Nie zdążyła nawet zareagować a już przyparł ją do ściany przyciskając biodrami i zatopił się miękkimi ustami w jej gorących wargach. Przez moment próbowała protestować, ale kiedy jego język wesoło wtargnął i zaczepił jej do wspólnej zabawy, uległa. Zarzuciła ręce na jego ramiona i włączyła się w pełen żaru pocałunek. Cicho jęknęła, kiedy jego miednica oparła się o nią mocniej. Mimowolnie zaczęła poruszać swoją, ocierając się o niego. Pragnęła go i on to wiedział. 
- I co…? Dalej uparcie twierdzisz, że mnie nie chcesz?- jego oczy błyszczały.
- Nie pierdol… - przyciągnęła go za szyje i tym razem ona inicjowała pocałunek pełen podniecenia.

* * *


- Czemu to się musi zawsze tak kończyć…- odparła leżąc naga w łóżku Matta, u jego boku.

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 10.

Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Bolała ją głowa i szczypała ręka, ale to tylko dlatego, że podłączona była do kroplówki. Na palcu znajdował się klips, który pomagał kardiografowi w pomiarze rytmu jej serca. Lekki dyskomfort czuła też z tyłu głowy i kiedy podniosła rękę, żeby sprawdzić co ją uwiera, zdała sobie sprawę, że jest unieruchomiona. Spojrzała i zobaczyła, że ktoś ją trzyma za rękę. Osoba ta spała, ale kiedy poczuła poruszenie, otworzyła oczy.
- Sam… 
- Mamo…- szepnęła, nie mogła wydać z siebie dźwięku. Czuła jakby ktoś jej przejechał papierem ściernym po gardle. 
- Ciii… nic nie mów. Pójdę po lekarza- wstała- musisz puścić mi rękę. Za sekundę wrócę- Sam dalej nie puszczała- skarbie, nic ci nie będzie… Nie ma go tu… jesteś bezpieczna- ucałowała jej czoło i zniknęła. Dziewczyna rozglądała się po pomieszczeniu. Była to sala szpitalna. Ściany były zimne i nudne, a łóżko niewygodne. Wnioskowała, że była noc, skoro zza okna wpadało tylko światło lampy ulicznej. Po chwili do pomieszczenia weszły trzy osoby. Niespokojnie spojrzała w ich stronę, a serce przyspieszyło. Kiedy upewniła się, że nie ma wśród nich niebezpieczeństwa, wzięła głęboki oddech i po policzkach popłynęły jej łzy.
- Już spokojnie córciu… to tylko lekarz i pielęgniarka- kobieta zajęła miejsce tam gdzie wcześniej.
- Witam, jestem doktor James Grey- zaglądał jej w oczy specjalną, małą latarką, sprawdzając reakcję na bodźce- czy wie pani, gdzie jest?- pokiwała głową na tak- czy pamięta pani, czemu tutaj jest?- znów pokiwała głową i zerknęła na mamę, ta tylko pogłaskała jej dłoń. Lekarz w trakcie pytań sprawdzał inne reakcje, a starsza kobieta, asystowała mu. 
- Co…- odchrząknęła, dalej nie mogła się odezwać, więc szeptała- co z … Tonym?
- Skarbie, nie martw się teraz o to.
- Co z nim…
- Tony… - zerknęła na lekarza, który sprawdzał jej parametry życiowe- jest na intensywnej terapii, w poważnym stanie, może nie wyjść z tego… a nawet jeśli wyzdrowieje, to trafi do więzienia. Kiedy przywieziono cię do szpitala, okazało się, że masz na sobie dość dużo śladów po pobiciu, tych starszych, jeszcze niewygojonych. Z relacji świadków też wynika, że … - jej mina wyrażała ból i smutek. Nie mogła zrozumieć jak ktoś mógł skrzywdzić tak jej córkę-… że od dłuższego czasu robił tobie krzywdę. Ale to już się nie powtórzy skarbie…- głaskała jej głowę- ten drań nigdy więcej cię nie tknie. Oby coś mu się stało… -lekarz chrząknął- przepraszam.
- Pani Samantho, wyniki są lepsze. Może boleć głowa, miała pani wstrząśnienie mózgu. Założyliśmy kilka szwów z tyłu głowy z powodu rozcięcia. Może pani mieć problemy z gardłem od nacisku. Jeśli chodzi o niedotlenienie związane z podduszeniem, nie mam co się martwić, ale jutro zrobimy tomografię. Proszę się teraz wyspać, a jutro wrócę i jeszcze raz zrobimy badanie.
- Panie doktorze- kontynuowała matka- czy da się coś zrobić z … -spojrzała wymownie na drzwi.
- Postaram się przekazać policjantowi, że pacjentka nie jest w stanie odpowiedzieć na jego pytania. Dobranoc– on i pielęgniarka zniknęli. 
- Mamo…? Ile czasu byłam nieprzytomna?
- Kochanie, słyszałaś co doktor powiedział. Prześpij się, jutro porozmawiamy- ucałowała ją w czoło. A Sam zmęczona bólem głowy, zasnęła.


Obudziły ją promienie słońca, które przedzierały się przez okno na jej łózko. Zasłoniła się, a za jej reakcją poszła mama i zasłoniła żaluzje. 
- Wyspałaś się słońce? Jesteś głodna? Zawołać lekarza? 
- Pić… poproszę pić… -próbowała odkaszlnąć, ale dalej głos odmawiał posłuszeństwa. Dostała szklankę wody, usiadła i napiła się, wypiła wszystko. 
- Na pewno nie chcesz jeść?
- Nie… chce tylko wiedzieć kilka rzeczy.
- Dobrze, pytaj o co chcesz.
- Ile czasu tu leżę?
- Przedwczoraj w nocy wzięło cię pogotowie, cały wczorajszy dzień byłaś nieprzytomna no i obudziłaś się w nocy.
- Czy… on tu jest?
- Jest, piętro wyżej na intensywnej terapii. To, jak go zraniłaś sprawiło, że przecięłaś mu między innymi dwunastnicę, ma zapalenie otrzewnej i walczy o życie. Nie rozmawiajmy o nim… to potwór. 
- Kiedy ja będę mogła wyjść?
- Lekarze jeszcze nie wiedzą. Zrobią ci dziś resztę badań. 
- Kto wezwał pomoc?
- Sąsiedzi. Usłyszeli jak wali do twoich drzwi i wyzywa. Nie ryzykowali wyjściem, bo Tony był pijany. Policjanci jak weszli do mieszkania myśleli, że jest już za późno… -podciągnęła nosem- ale żyjesz. To jest najważniejsze. Kochanie… czemu nic nie mówiłaś… czemu dałaś się tak traktować... – dziewczyna nic nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami, odwróciła głowę i uroniła kilka łez. Nie umiała ich powstrzymać, więc po chwili szlochała w poduszkę.


Zapadła w kolejną drzemkę. Nic nie było w stanie wybudzić jej ze snu. Jej organizm musiał się zregenerować. Dopiero kiedy zaczęły pojawiać się koszmary, obudziła się z krzykiem. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłonie. Po chwili poczuła ciepłe ramiona dookoła siebie, próbujące ją uspokoić. Przestraszona krzyknęła i próbowała się uwolnić.
- Sam… Sam… to ja… Brian. Już spokojnie. Jestem tu, nic się nie bój- dalej ją tulił, ale kiedy usłyszała jego głos, wiedziała, że jest bezpieczna. Wtuliła się w niego i uspokajała oddech. Na całe szczęście kardiograf zniknął z jej sali, bo inaczej zleciałby się cały personel. 
- Przestraszyłeś mnie…- za nic w świecie nie chciała, żeby ją puszczał. Potrzebowała tej bliskości. 
- Nie chciałem. Przepraszam- pocałował ją w czubek głowy, tam gdzie sięgał ustami. Miała teraz okazję ponownie rozejrzeć się po sali. Przybyło kwiatów i był nawet jeden różowy balon z napisem „To dziewczynka!”.
- „To dziewczynka”?
- No bo… -zaśmiał się- innego w sklepie nie mieli. Chciałem coś w stylu „wracaj do zdrowia” ale było tylko to.
- Śliczny- w jej głosie było słychać rozbawienie- kwiaty też są śliczne. Dziękuję.
- Kwiaty od Matta. 
- Był tu?- była zaskoczona.
- Był… 
- Wróci?
- No… tak jakby nie bardzo. Jest w areszcie.
- Jak to w areszcie?- odsunęła się od niego, żeby spojrzeć mu w twarz.
- Byliśmy tu wczoraj. Dowiedzieliśmy się, że leżysz w szpitalu. Podsłuchaliśmy co policjant mówi twojej mamie i … Matt nagle zniknął. Okazało się, że pojechał piętro wyżej na Intensywną… i chciał zatłuc drania…
- O boże… 
- Całe szczęście, że nie udało mu się spełnić swojego zamiaru i odciągnęli go lekarze, bo inaczej na bank poszedłby siedzieć za morderstwo. Nie dziwie mu się z resztą. Powinien skończyć swój żywot…
- Co teraz z Mattem?
- Albo grzywna, albo miesiąc prac społecznych. Chyba, że sędzia się uprze i pójdzie odsiedzieć karę. Sam, powiedz mi… czemu nie wezwałaś pomocy jak walił do drzwi?
- Myślałam, że nie uda mu się wejść… i… stwierdziłam, że … nie ma sensu dzwonić na policję.
- Mogłaś zadzwonić do mnie… do Matta…
- Nie chciałam… 
- Czemu nie?
- To znaczyłoby, że wybrałam… a ja nie mogę… nie umiem… wasza przyjaźń jest znacznie cenniejsza. Ja wtargnęłam do studia jak burza…Nieważne… Powinieneś już iść. Dzięki, że przyszedłeś. 
- Nie chce iść.
- Idź już… proszę.

- Do jutra Sam… - pocałował ja w czoło i wyszedł.

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 9.

Na dworze został tylko Matt i Brian. Reszta dała im chwilę i wrócili do środka. 
- Nie spodziewałem się tego po tobie… myślałem, że przyjaciele tak się nie zachowują…- powiedział gitarzysta z wyraźnym żalem w oczach i głosie.
- To tylko seks…
- No tak… to do ciebie podobne. Ale cholera ja się z nią spotykam. Sam pchałeś ją w moje ramiona! 
- Nie tylko ja jestem bez winy…
- Oczywiście, ale to z tobą w obecnej chwili stoję i rozmawiam. Powiedz mi… wtedy kiedy wpadłem do niej z kawą, a ty wychodziłeś z jakimś „materiałem” … też z nią spałeś?
- Nie…
- Mów prawdę!
- Mówię ci! Zadzwoniła do mnie w nocy. 
- Po co… jeśli jej wtedy nie przeleciałeś…
- Nieważne…
- Ważne… jeśli chcesz mieć jeszcze przyjaciela…
- Miała koszmar… 
- I zadzwoniła właśnie do ciebie…
- No mówię ci przecież!- upierał się Matt.
- Skoro łączy was tylko seks…
- Tylko seks…
- Coś mi tu śmierdzi…
- Tylko seks… zero uczuć…- wzruszył ramionami.
- Jasne…- zamachnął się i przywalił mu w szczękę, do kompletu w drugą stronę niż Tony.
- A TO KURWA ZA CO?!
- Należało ci się…a jeśli ją jeszcze tkniesz… - powiedział spokojnie, ale nie dokończył, dając mu okazję do poruszenia wyobraźnią i wszedł do studia. Rozglądał się za Sam, szukając jej wzrokiem. 
- W łazience…- burknął basista i kontynuował zmianę strun w instrumencie.


Pukanie do drzwi. Cisza. Ponowne pukanie. Znów cisza.
- Sam…
- Idź sobie…- podciągnęła nosem.
- Chcę tylko pogadać. Otwórz drzwi – mówił łagodnie.
- Nie powinnam w ogóle przyjeżdżać do tego studia… kiedykolwiek. 
- Sam, proszę… wpuść mnie- usłyszał przekręcony klucz i złapał za klamkę. Wszedł. Spojrzał w jej niebieskie oczy podkreślone jeszcze mocniej czerwienią spojówek od płaczu. Serce mu miękło. 
- Proszę… możesz mnie rugać. Nie mam gdzie uciec- siedziała na zamkniętym sedesie i wycierała nos.
- Nie chcę cię rugać. Chciałbym tylko dowiedzieć się o co chodzi… wydawało mi się, że w ostatnim czasie byliśmy blisko… że byliśmy ze sobą szczerzy.
- Bo byłam… to… to z Mattem- westchnęła- to tylko seks.
- On mówi to samo- odgarnął jej kosmyka z twarzy.
- Przepraszam… nie miało tak wyjść- podciągnęła nosem- naprawdę mi na tobie zależy. 
- Kiedy to się zaczęło?
- To, że mi na tobie zależy? Czy …
- Od kiedy sypiacie ze sobą?
- Od tej imprezy w The Brain.
- Wtedy kiedy Tony prawie co mnie nie rozkwasił? A ty poleciałaś wdzięcznie do Matta i jego fiuta?!
- N-nie mów tak…- schowała bardziej głowę miedzy ramiona, utkwiła wzrok w kolanach i poleciały jej gęste łzy. Kiedy podniósł głos przestraszyła się. Poczuła coś znajomego… to, co czuła kiedy Tony na nią wrzeszczał. Brian przyglądał się jej dłuższą chwilę, po czym zdał sobie sprawę, co wywołało w niej taką reakcję. Od razu kucnął przy niej i przytulił, lekko zadrżała.
- Jezu… Sam, przepraszam… przepraszam. Nie chciałem krzyczeć. Przepraszam- lulał ją delikatnie, tak jak dziecko- nie będę taki jak on… nigdy cię nie skrzywdzę… pozwól mi się kochać… tylko bądź ze mną szczera. Tylko o to cię proszę.
- Dobrze- chowała twarz w jego ramiona i uspokajała się- tylko mnie nie skrzywdź.
- Nigdy. Będę o ciebie dbał, zawsze- te słowa sprawiły, że odetchnęła i poczuła bezpiecznie u niego- tylko…
- Tylko?-spojrzała na niego niepewnie swoimi spuchniętymi oczami.
- Powiedz mi jedno… kiedy po naszym spotkaniu, zadzwoniłaś do niego po swoim koszmarze… czego oczekiwałaś? Czemu on, a nie ja… skoro i tak łączył cię z nim seks, nic więcej- na te słowa nie znała odpowiedzi, chciała coś odpowiedzieć, ale zapowietrzyła się. Bąknęła tylko słabe „yyy” i patrzyła niepewnie w jego oczy. On tylko posmerał jej policzek i pocałował w czoło- jak znajdziesz odpowiedź to daj znać- wstał- nie umiem dzielić się kobietą, a tym bardziej jej sercem- wyszedł.


Leżała u siebie w łóżku. Sama. Był późny wieczór. 5 minut temu wysłała smsa Dave’owi, że rezygnuje ze współpracy z zespołem, a on ciągle do niej wydzwaniał. Odrzucała połączenia, aż całkowicie wyłączyła telefon. Była kompletnie wykończona całym dniem, więc szybko udało jej się zasnąć. 


Nagle wyrwało ją coś ze snu. Walenie do drzwi. Rozpoznawała je. Serce zaczęło jej szybciej bić. Nie wiedziała co ma robić. Powinna zadzwonić po pomoc.
- Ty dziwko! Otwieraj!- głos Tony’ego był trochę inny. Był pijany. – Taka szmata jak ty pożałuje… Wiem, że tam jesteś. Widziałem samochód! Pewnie znów obciągasz fiuta temu chujowi… Ja cię oduczę! Dawno nie nurkowałaś głową wodzie…- Przestał walić, a zaczął kopać. Stała przed wejściem, które tworzyło cienką granicę między nią, kompletnie bezbronną, a nim, pijanym i silnym, który nie zawaha się przed zrobieniem krzywdy.- Sam kurwa! I tak cię dorwę wywłoko!- drzwi drżały coraz bardziej, a zawiasy powoli odrywały się od ściany. Pobiegła na palcach do kuchni, rozglądała się po niej z nadzieją na cud. Wiedziała, że to i tak nic nie da, ale sięgnęła po nóż. Zawsze lepsze coś, niż puste ręce. Nie była w stanie zrobić mu krzywdy, ale żeby chociaż odwlec to co nieuniknione z jego strony, mogła zaryzykować. Nie byłą pewna jednak, czy to go jeszcze bardziej nie rozwścieczy. 
Głośny huk i drzwi opadły na ziemię. Tony wpadł do środka i rozglądał się, zobaczył jej cień w kuchni i za chwile tam się zjawił.
- Myślisz, że uda ci się bezkarnie mnie okłamywać?- powoli zbliżał się do niej- pamiętasz, co ostatnio się stało jak mnie oszukałaś?- bała się, ale pokiwała głową, przyznając, że pamięta- No powiedz…- milczała- POWIEDZ!
- Z-zaciągnąłeś mnie d-do łazienki…
- I…? –kolejny krok w jej stronę.
- Trzymałeś mnie z-za włosy…- ściskała nóż w spoconych dłoniach za plecami coraz mocniej.
- Mów dalej!
- Nalałeś w-wody do zlewu- odzywała się coraz ciszej- i…- przymknęła oczy na wspomnienie tamtego wydarzenia- i wsadziłeś moją głowę… nie mogłam oddychać…
- Dokładnie- jego głos złagodniał- a teraz zasłużyłaś sobie na coś gorszego… -dzielił ich tylko metr, zbliżył się odrobinę i pogłaskał jej policzek- Sam, Sam, Sam… co ja z tobą pocznę… ciągle tylko stresuje się przez ciebie. Dobrze wiesz, że stres źle na mnie wpływa- uderzył ją z liścia. Odchyliła głowę i zaciskała powoli powieki, spod który leciały łzy. Policzek poróżowiał, a on złapał ją za brodę, żeby spojrzała na niego- to na pewno nie boli cię tak bardzo jak mnie serce, kiedy znalazłem te bokserki koło twojego łóżka- popchnął ja do tylu i obiła się o szafkę, a na podłogę wypadł jej nóż- chciałaś się bronic?! Ze mną nie masz szans kochana… Nie udałoby ci się mnie nawet drasnąć- kipiał złością i znów uderzył ją w twarz, tylko z zaciśniętej pięści, potem kolejny i kolejny. Złapał ją za włosy i uderzył głową o szafkę, jeszcze raz i jeszcze raz. Szumiało jej. Pociągnął ją ponownie za kitkę i odchylił głowę. Złapał drugą ręką za szyje i ścisnął. Patrzył w oczy jak ta próbuje łapać powietrze- masz coś do powiedzenia?! Hę?!?!
- P- prz….-starała się coś wydusić- szam…-rozluźnił palce i mogła zaczerpnąć powietrza- przepraszam… przepraszam… przepraszam… błagam- zalewała się łzami.
- Oj mała, mała… nic się nie uczysz…- uderzył ją w brzuch i padła obolała na ziemię trzymając rękę w okolicach żołądka. Kucnął przy niej i patrzył na to jak cierpi- Nie powtórzysz więcej tego…powiedz to- pokiwała głową zgadzając się z nim- POWIEDZ!
- Nie p-powtórzę tego…- szlochała.
- Jakoś mało przekonująco to mówisz…- pchnął ją i leżała na ziemi, usiadł na niej okrakiem i znów zacisnął dłoń na jej gardle i szarpał. Obijał głową o podłogę. Była kompletnie bezbronna. Rękoma próbowała przerwać mu, szukała ratunku, aż natchnęła się na wcześniej upuszczony nóż. Szarpał nią na tyle mocno, że dwukrotnie odsunęła go od siebie, ale walczyła. Nie poddawała się, mając nadzieję na to, że uda jej się wyswobodzić chociaż na moment. Wiedziała, że jeśli nie podejmie próby, wszystko może skończyć się znacznie gorzej. Jedna szansa. Jedno pchnięcie. Zamachnęła się i resztką siły wbiła mu ostrze w brzuch. Spojrzał zaskoczony w dół. Jego wzrok wyrażał zdziwienie. Dopiero po chwili w jego mimice zdało się wyczytać ból. Mimo wszystko nie puszczał ręki z jej gardła, tą wolną wyjął zakrwawione ostrze a krew zaczęła lecieć ciurkiem na nią. Jedyne co dalej pamiętała to dźwięk syren policyjnych i tupot nóg wbiegających po klatce schodowej. Później straciła przytomność.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 8.

Matt był dżentelmenem. Mimo tego, co zaszło między nim a Sam, nie okazywał złowrogiego podejścia kiedy cała ekipa siedziała w studiu i nagrywała. Na całe szczęście ona i Brian mieli wiele okazji by się spotkać i rozwijać przyjaźń. Tony wiecznie „zapracowany” kolejnymi tatuażami swoich stałych klientek, umożliwiał jej tym randkowanie z gitarzystą. Nie doszło między nimi do niczego więcej poza namiętnymi pocałunkami na pożegnanie. Nie pozwalała na to. Czuła, że to nie fair w stosunku do wokalisty, za co beształa się. W końcu olał ją. Jego strata.
Tego wieczoru ani Tony, ani Brian nie mieli czasu, żeby się spotkać. Postanowiła posiedzieć w swoim łóżku, z kubkiem herbaty i ciekawymi filmami, które obiecała sobie nadrobić. Nie dane było jej nawet rozpocząć pierwszego, kiedy usłyszała domofon. Odłożyła kubek i poszła sprawić kto to.
- To ja. Wpuścisz mnie?- Zdziwiła się, że Matt przyszedł do niej. W końcu wyznaczył granicę, więc nie ma pojęcia czego chciał.
Kiedy wpuściła go do mieszkania, przez chwile patrzyli na siebie. W powietrzu czuć było napięcie. Ale tym razem nie wrogie czy nerwowe, tylko seksualne.
- Słucham… z czym do mnie przyszedłeś?- on widocznie rozglądał się po mieszkaniu.
- Przeszkodziłem ci w czymś?
- Chciałam obejrzeć film… czegoś szukasz? Nikogo tu nie…- nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ niespodziewanie przylgnął do jej ust swoimi i zachłannie ją całował. Nie miała czasu zareagować, a ten przygwoździł ją do ściany i nie przerywał pocałunku. W końcu ocknęła się i lekko go odepchnęła- Matt…! - patrzyła mu w oczy. Była zła. Ale za moment, złość ustąpiła pożądaniu. Przyciągnęła go za koszulkę i tym razem ona wpiła się w jego duże i miękkie wargi. 
Przez kolejne nie wiadomo ile czasu, stali tak i dawali upust swojej namiętności. Nie przerywając ruszyli do sypialni zrzucając z siebie kolejne części garderoby. Wylądowali nadzy na łóżku. Pochylał się nad nią i obcałowywał jej szyję, tworząc ścieżkę przez dekolt, zagłębienie między piersiami, aż do paska krótko przyciętych włosów łonowych. Zerknął na nią z dołu. Podpierała się na łokciach, zaglądając za nim, a jej klatka piersiowa unosiła się rytmicznie czekając na jego dalszy ruch. Cwanie uśmiechnął się do niej i po chwili zatopił językiem w jej ciepłej i wilgotnej szparce. Odpowiedziała cichym jękiem, a głowa mimowolnie odchyliła się do tyłu. Liznął ją jeszcze raz sprawdzając reakcję, po czym sprawnie kontynuował. Zdążyła wysapać jego imię, kiedy wsadził w nią dwa palce potęgując doznanie. Zacisnęła pięści na kołdrze i ponownie wydała dźwięk, który znaczył, że zdecydowanie robi jej dobrze. Prowadząc nieustannie ten sam rytm językiem, sprawił, że bardzo szybko wzniosła się na wyżyny. Orgazm dosięgnął jej intensywnie i cała zadrżała wyrywając się spod jego nacisku, ale nieustępliwie trzymał ją za biodra i kontynuował. 
- Matt!!!- ponownie jej ciało przeszedł dreszcz przyjemności i spełnienia, więc dał jej spokój. Ustami tworzył kolejną ścieżkę aż do piersi i roztkliwiał się nad smakiem jej sterczących sutków. Pociągnęła go za włosy, żeby na nią spojrzał- pieprz mnie… tak jak lubię…- jej błysk w oku nie pozwolił mu nie spełnić jej życzenia. W momencie wypełnił ją sobą po brzegi. Z jej gardła wydobył się krzyk, a on poruszał biodrami coraz szybciej i coraz mocniej- tak… och, tak! … Mocniej… mocniej… och tak… tak…- Nie umiała się opanować. Nie była fanką wymuszonych jęków godowych, ale jego sprawność i to jak umiał zapanować nad jej ciałem oraz przyjemnością, poprzez odpowiednie stymulowanie jej kobiecości, sprawiało, że odgłosy samowolnie wydobywały się z niej. To był szybki i intensywny numerek. Ich ciała ocierały się o siebie. Byli lepcy oraz zdyszani, jakby przebiegli kilkudziesięciokilimetrowy maraton. Kończyli w pozycji na pieska. Trzymał ją silnie za biodra i obijał biodrami o jej pośladki, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk seksu- ciała o ciało. Wbijał się swoją męskością w jej podniecone i pulsujące wnętrze, a kiedy czuł, że zbliża się do finału, dał jej klapsa, aby spotęgować doznania dziewczyny. Momentalnie doszła miażdżąc w dłoniach ramę łóżka, której się trzymała, a jej drżenie pociągnęło za sobą jego rozkosz. Czuła ciepło rozlewające się w niej i padła wykończona na poduszki.
- Pieprze wszystko co powiedziałem wcześniej… tęskniłem…- odwróciła głowę i cmoknęła go czule dalej łapiąc powietrze. Nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Znów miała dylemat. Znów żyła między trójką facetów, a z dwójki musiała zrezygnować. Wbrew pozorom, to nie było takie proste.- Sam… powiedz coś…
- Nie… nie mówmy nic. Nie rozmawiajmy. Nie teraz… teraz jest mi tak dobrze…- smerała jego policzek.
- dobrze…-odpowiedział łagodnie.
Zasnęli. Wpleceni w swoje ciała, ukojeni swoją obecnością.

Obudziła się kolo 10.50. Zerknęła na zegarek i w mig się obudziła.
- Matt… wstawaj… obudź się! No już! - szturała jego ramię. Otworzył leniwie oczy, rozejrzał się i uśmiechnął na jej widok.- Matt za 10 minut powinniśmy być w studiu…a sam dojazd zajmuje 30- wstała i pobiegła do łazienki wziąć prysznic. On zjawił się ubrany obok kabiny, wystawiła mokrą głowę- widzimy się na miejscu?
- Mhm- obdarzył ją czułym i soczystym pocałunkiem- na razie mała- uśmiechnął się i zniknął.

10 minut później biegała po mieszkaniu ubierając się, co nie było łatwe, kiedy w tym samym czasie czesała włosy i myła zęby oraz szykowała kanapkę na drogę. W końcu wzięła kluczyki do samochodu i zatrzaskując drzwi zbiegła na dół i do auta.

Na miejscu okazało się, że część zespołu pracuje już od 8. Postawiła na stole masę kaw, które kupiła po drodze, w ramach przeprosin za spóźnienie. Cały czas czuła wzrok na sobie. Jak zerknęła na Briana, to ten uśmiechał się słodko, jak na Matta, to ten udawał, że nie patrzył. Jak to profesjonaliści, umieli rozdzielić pracę od przyjemności i porzucając wszelkie amory, skupiali się na nagraniu.

Po lunchu zrobili sobie obowiązkową przerwę na papierosa czy jak kto wolał- dotlenienie. Nagle na parkingu koło innych samochodów zaparkował czarny Jeep. Ze środka wysiadł Tony, na nosie miał okulary aviatorki, a w ręku trzymał ciemny materiał. Szybkim krokiem szedł w ich kierunku. Im był bliżej, tym bardziej dało się rozpoznać wściekłość jaka z niego buchała. Obawiając się tego samego, dwoje muzyków stanęło na jego drodze zasłaniając Sam, od której dzieliły go metry.
- Zejść mi z drogi...- warknął.- Sam...- bezskutecznie próbował przebić się przez zaporę.
- T-Tony... co ty tu robisz... -jej głos był niewyraźny.
- Filmy będę oglądać... tak... niezłe te filmy musiały być wieczorem, skoro to znajduję koło twojego łóżka...- rzucił w nią tym, co przed chwilą trzymał w dłoni. Rozłożyła materiał i poznała czarne bokserki Matta. Wytrzeszczyła oczy i spojrzała przerażona na kochanka. Sekundę później wokalista trzymał się za szczękę badając ból jaki odczuwał po uderzeniu, a pozostali muzycy przytrzymywali nowo przybyłego, który ewidentnie wpadł w furię.- Ty skurwysynie! Pieprzysz mi dziewczynę!- wyrywał się, ale kiedy zrozumiał, że nie ma szans, odpuścił. Spojrzał na Sam- pożałujesz... nie tego oczekiwałem po tobie... jesteś zwykłą szmatą... małą dziwką. Kto jeszcze ją tu obracał? Hę...? Proszę bardzo... skoro tak chętnie rozkłada nogi...- zmiażdżył ją wzrokiem, wrócił do samochodu i odjechał wywołując lekkie zamieszanie na ulicy wciskając się w ruch.
- Sam...? - Brian spojrzał na nią z żalem.
- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój! - do jej oczy cisnęły się łzy i za chwile zniknęła w studiu.

Przed wejściem panowała cisza. Nikt nic nie mówił. Nikt nie wiedział jak zareagować na zaistniałą sytuację. Tylko dwóch mężczyzn patrzyło się gniewnie w drugiego. 



wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 7.

Stali tak dobre 15 minut, aż dziewczyna się uspokoiła. Weszli głębiej do części salonu i osunęli na kanapę. Matt opierał się o miękkie poduszki, a ona dalej zatopiona w jego ramiona, chowała głowę w pachnącej szyi mężczyzny.


- Powiesz mi teraz co się stało?- jego charakterystyczny głoś był jeszcze bardziej zachrypnięty. Miało to pewnie związek z późną godziną, o której normalnie jeszcze by spał.
- A mogę nic nie mówić?
- Sam… nie będę umiał ci pomóc, jeśli nie wyjaśnisz tego telefonu o 3 nad ranem.
- Miałam koszmar… -wyraźnie odetchnął.
- Nie odbierałaś wcześniej, nie odpisałaś na smsa… bałem się, że Brian ci coś zrobił. 
- Jejku! Nie… z nim było naprawdę cudownie. To trochę skomplikowane. Ale dobrze się bawiłam. Przepraszam, że wywołałam w tobie niepotrzebną panikę.
- No więc co to za koszmar? – wolał zmienić temat, niż znać szczegóły udanej randki. W końcu ostatecznie to zadzwoniła właśnie do niego, a nie gitarzysty.
- Śniło mi się … - znów schowała się bardziej w jego klatę- że Tony dowiedział się o nas… nas wszystkich… i … Matt, nie każ mi tego mówić…
- Skrzywdził cię…
- Tak.. ale inaczej niż zwykle- rozpłakała się.
- Już ciii… to był tylko sen… -tulił ją i lekko kiwał się na boki, żeby ją uspokoić.
- Muszę to jakoś rozwiązać… z nim… musi być jakieś wyjście…ale boję się…
- Jeśli jeszcze raz zrobi ci krzywdę… nie ręczę za siebie!
- Matt… nie doceniasz go…
- Nie obchodzi mnie to, czy koleś ma mocny prawy sierpowy. Sam, do cholery jasnej… nie można podnosić ręki na kobietę!
- Nie krzycz…
- Przepraszam, ale zrozum… to, w jakiej sytuacji jesteś… ja tego kompletnie nie rozumiem. Ok, boisz się, ale nie możesz do końca swoich dni drżeć na samą myśl, że zrobisz drobną rzecz, która będzie wbrew niemu i oberwiesz. 
- Jestem mu tyle winna…
- Co?
- Dał mi pieniądze za trzy lata mojej nauki… kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Nie stać mnie, żeby mu oddać.
- Cholera, Sam… dam ci te pieniądze, ale przestań się w końcu dręczyć. Wiesz co pomyślałem kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem?- brunetka podniosła lekko głowę, aby spojrzeć na niego swoimi czerwonymi od płaczu oczami- że jesteś ostrą babką, która nie da sobie w kaszę dmuchać. I taka była prawda… ostro rządziłaś w studiu… a teraz? Widzę kompletne przeciwieństwo tamtej dziewczyny. Serce mi ściska, kiedy zdaję sobie sprawę, że pod tamtą skorupą kryje się krucha dusza, tak krucha, że już tylko lekki pstryczek i może się rozpaść na tak drobne kawałki, że nie da rady skleić.
- Tony wraca wieczorem… -podciągnęła nosem- porozmawiam z nim, ale… błagam, nie zostawiaj mnie samej wtedy.
- Będę obok- pocałował ją kojąco w skroń.


W takiej pozycji przespali aż do 10 rano. To była ich pierwsza noc, kiedy zatopieni w swoje ciała, potrzebowali tylko bliskości jaką dawało przytulanie, a nie seks. Obudził ich dźwięk komórki. Niechętnie wstała z jego kolan i poszła do sypialni, żeby odebrać.
- Tak?- zachrypiała, przecierając twarz dłonią, żeby się obudzić.
- Cześć, pomyślałem, że wpadnę z kawą i jakimś śniadaniem. Jestem ci coś winien po wczorajszym wieczorze- jego wesoły, ale jednocześnie niepewny głos rozbrzmiewał w słuchawce.
- Kawa?- wyglądała do salonu, po którym przechadzał się Matt- wiesz, ja niedługo wychodzę z mieszkania, muszę pójść do biblioteki. Może jutro- miała nadzieję, że małe kłamstwo pomoże jej zbyć Briana.
- Tylko na chwilę, jestem w tej kawiarni koło twojego bloku, więc 5 minut i jestem. Obiecuję, że nie zajmę dużo czasu. Do zobaczenia- pożegnał się i rozłączył, a jej twarz zlała się z białą ścianą.
- Matt… musisz już iść… - zaskoczony jej słowami wychylił się zza lodówki, z której wyjadał kabanosy- Brian będzie tu za moment z kawą.
- Świetnie, napiłbym się- uśmiechnął się, zadowolony ze swojego żartu.
- Nie… Matt, on nie może domyślić się, że… my… jesteśmy bliżej niż powinniśmy.
- Jasne… pewnie…- rozglądał się za swoją bluzą- sądziłem, że dokonałaś wyboru. W końcu to do mnie zadzwoniłaś w nocy… ale rozumiem, jestem tylko laleczką do wypłakiwania i bzyknięcia kiedy potrzeba…- jego ton całkowicie spoważniał. Wydawał się urażony.
- Matt… to nie tak.
- Więc jak…- nie zdołała odpowiedzieć. Zadzwonił domofon, więc wpuściła gitarzystę na klatkę. Zostały mu do pokonania 4 piętra- No więc…?
- To nie jest takie proste- przejechała dłońmi po twarzy, żeby jakoś się ogarnąć- myślisz, że mi łatwo? Pogadamy później. Mi naprawdę na tobie zależy, ale…-przerwał jej.
- Nie kończ- powiedział surowo, bez wyrazu. Na jego twarzy również trudno było doszukać się emocji. Podszedł do niej bliżej i nachylił nad uchem, brzmiał groźnie- nie bawi mnie zabawa w to wszystko i nie zamierzam tego tolerować, ale seks z tobą jest przyjemny, więc jeśli Brian się nie sprawdzi, wiesz gdzie mnie szukać. Nie masz co liczyć na więcej z mojej strony, ale jeśli skrzywdzisz go…- pukanie do drzwi, odsunął się zostawiając tylko ciepły oddech na jej policzku i otworzył, nałożył swoją wesołą maskę i uśmiechnął się do nowoprzybyłego, którego mina wyrażała kompletne zaskoczenie obecnością Matta- cześć, ja już uciekam – odwrócił się do Sam- dzięki za materiały, przejrzę je i dam ci znać wieczorem- wymyślił kłamstwo na pożegnanie i zniknął.
- Hej… wejdź. Kawa cudownie pachnie…- powiedziała.



Przy śniadaniu nie umiała się skupić. Jeszcze w nocy była pewna gdzie podziać swoje uczucia, jednak dzisiejszy poranek ją całkowicie otrzeźwił. Takiego wokalisty nie znała. Poza tym czuła, że jego słowa to nie tylko groźba, ale i coś więcej. Czuła, że go straciła, po tym jak była skłonna spławić Briana. Miał rację… w końcu to do niego od razu zadzwoniła w nocy. To właśnie jego wybrało jej serce. A teraz zniknął i nie ma na co liczyć. Patrzyła na Briana i wiedziała, że jest cudownym facetem. Dawno się tak dobrze nie bawiła jak wczoraj. Ale jej zachowanie na pożegnanie stawiało ją w dziwnej pozycji. Sama siebie nie rozumiała. Miała w sercu dwóch wspaniałych muzyków i nie wiedziała, którego wybrać. Chociaż Matt ułatwił jej wybór przed przybyciem drugiego. On był tylko od seksu, to z Brianem może porozmawiać o wszystkim. Miała ochotę walić głową o ścianę. Nie tak to wszystko sobie wyobrażała. A jeszcze został Tony…