czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 5

Tego wieczoru Sam była pewna, że Tony’ego nie ma w mieście. Wyjechał na Tattoo Festival do Nowego Jorku. Umówiła się z Brianem w pubie o wdzięcznej nazwie Unfaithful (tłum. niewierna). Stanęła przed wejściem przyglądając się migającemu napisowi i zastanawiając czy aby na pewno dobrze robi. Ostatecznie stwierdziła, że to tylko drink i nic przecież nie musi więcej znaczyć. Ubrana była w czarne, skórzane rurki, dżinsową, luźną koszulę rozpiętą przy dekolcie tak, że granatowa koronka jej stanika delikatnie wystawała. Na górę zarzuconą miała ramoneskę, a stopy przyodziała w płaskie motocyklówki. 

Weszła do środka, a oczy wszystkich skierowały się w jej stronę. Pub pełen był starych, długowłosych rockmanów, jedynie gitarzysta wyróżniał się w tłumie swoją ciemną czupryną. Okazało się, że jest jedyną kobietą w towarzystwie, ale nie zniechęciła się. Podeszła do baru, przy którym siedział On. 
- Urocze miejsce- powiedziała, rozglądając się i przyglądała szerokiej półce wypełnionej trupimi czaszkami.
- To chyba jedyne miejsce gdzie nikt nie wciska nosa w nie swoje sprawy- uśmiechnął się. Rzeczywiście, kiedy zajęła miejsce, każdy wrócił do swoich sprawunków.- Czego się napijesz?
- Może na razie wódkę z colą, dzięki.- mężczyzna zamówił dwa drinki i odwrócił się bardziej w jej stronę. Już chciał coś powiedzieć, ale go wyprzedziła.- Brian, szczerze… to czemu mnie tu zaprosiłeś? Wiesz, że mam chłopaka, a jeśli chciałeś spędzić po kumpelsku czas, to mogliśmy się spiknąć z wszystkimi. 
- Ja… - zakłopotał się- … nie sądziłem, że ty z nim tak na poważnie. Po tym co ci zrobił na ostatniej imprezie…
- To był incydent…
- No ale zgodziłaś się na spotkanie, więc…
- Jak ktoś kupuje mi alkohol to z reguły nie odmawiam- obdarzyła go szerokim uśmiechem.
- To do dna- on również wyszczerzył się i po chwili ich szklanki były puste. 

Nie skąpił na dziewczynę pieniędzy, a barman co chwilę dorabiał shoty, które zapijali drinkami. Brian miał godnego rywala, nie tylko w kwestii osobowości, ale i picia. Nieoceniony humor gitarzysty zrobił wrażenie na Sam, która przez cały czas śmiała się i zachwycała jego opowieściami. Koło północy, stojąc twardo na nogach, wyszli z pubu i śmiejąc się z kolejnego dowcipu mężczyzny, ruszyli w nieznanym kierunku. 

Przeszli sześć przecznic, kiedy nagle pchnął ją delikatnie w stronę ściany budynku obok i przygwoździł biodrami, żeby nie uciekała, jedną rękę opierał koło jej głowy, a drugą trzymał delikatnie jej kark i spojrzał na nią wzrokiem pełnym pożądania. Nie czekając na jej reakcje mocno wpił się w jej wargi penetrując językiem usta. O dziwo nie stawiała oporu i wyszła pocałunkiem mu naprzeciw. Dopiero kiedy się opamiętała, odepchnęła go mocno od siebie.
- Co ty kurwa robisz?!
- Ja… - szukał usprawiedliwienia, jednak nic racjonalnego nie przychodziło mu do głowy- … przepraszam.
- Ty to kurwa umiesz spierdolić…- ruszyła szybkim krokiem przed siebie. 
Długo nie czekając, pognał za nią i dogonił.
- Przecież sama tego chciałaś…
- No, najlepiej wykorzystać pijaną babę… - chciał jej coś sensownego odpowiedzieć, jednak zamiast tego potknął się o śmietnik, którego nie zauważył na drodze, zajęty dyskusją. Na jej reakcję nie trzeba było długo czekać. Od ataku śmiechu aż usiadła na chodniku, chowała twarz w dłonie i śmiała się w głos.
- Jesteś nienormalna- śmiał się z sam z siebie. 

Kiedy uspokoili się, wstali i ponownie ruszyli ulicą w tym samym kierunku co wcześniej. Sytuacja z pocałunkiem otrzeźwiła ich na tyle, że spoważnieli i długo rozmawiali i wymieniali się opiniami. Sam opowiedziała mu o tym jak to się stało, że wybrała kierunek studiów taki a nie inny. Opowiedziała również o swojej fascynacji tatuażami oraz jak poznała Tony’ego. Z jej relacji wydawało się, że nie był taki zawsze, a co więcej, pomógł wyciągnąć ją z problemów jakie miała z policją. Płacił jej również za studia, które jak się okazuje, nie są wcale takie tanie. Niektóre rodziny oszczędzają na szkoły dla dzieci od ich urodzenia. Lokata, na którą odkładali oszczędności rodzice Sam, została zajęta przez komornika, po tym jak jej ojciec wpadł w długi. Dłuższą część drogi spędzili na sprzeczce, który film Larsa von Triera jest bardziej sprośny. Czy "Idioci", czy może najnowszy "Nymphomaniac". Ostatecznie nie doszli do porozumienia, ale płynnie przeszli do dzielenia się opiniami na temat swoich ulubionych kategorii filmów pornograficznych.

Jak się później okazało, trafili pod budynek, w którym ona mieszkała. Wyciągając klucze, żeby otworzyć drzwi, jak na przekór wypadły jej z rąk. Oboje schylili się po nie zderzając głowami, na co wybuchli ponownym, nieopanowanym śmiechem. 
- Pozwól, że ci pomogę- podśmiewywał się i starając się trafić do dziurki chyba z dziesięć razy, w końcu udało mu się włożyć. Przekręcił zamek i otworzył jej wejście na klatkę.
- Dzięki za wieczór- uśmiechnęła się niewinnie.
- Następnym razem ty stawiasz. Nie wiedziałem, że jesteś takim wymagającym klientem- obdarzył ją uśmiechem.
- Ważne, żeby mocno kopało i paliło buzię. Czekaj… To będzie kolejny raz?
- Miałem taką nadzieję… - spojrzał niepewnie.
- Nawet jeśli mam chłopaka… tylko ty i ja?
- Dziś było fajnie… -zmarszczył brwi- … prawda?
- Tak, oczywiście. 
- No to ustalone- rozpromienił się.
- Dzięki jeszcze raz, dobrze było cię poznać… z tej lepszej strony- wyszczerzyła się i stanęła na palcach, żeby pocałować go w policzek. Kiedy odsuwała się niepotrzebnie spojrzała w jego oczy, a potem na usta, bo nie umiała się opanować. Coś w głębi jej brzucha kazało to zrobić. Pocałowała go delikatnie. Ich usta spotkały się w lekkim i niewinnym buziaku. Był na tyle krótki, że zanim Brian zdążył zareagować, ona nie czekając na odpowiedź, zamknęła za sobą drzwi.

Wbiegła na piętro i weszła do mieszkania. Zdążyła zdjąć kurtkę, kiedy zadzwonił jej telefon. Serce zabiło jej bardzo szybko i zerknęła na wyświetlacz. Ku jej uldze, nie był to gitarzysta. Patrzyła na ekran, gdzie wyświetlało się zdjęcie Matta ze studia, na którym stroi miny. Nie odebrała. Nie chciała teraz rozmawiać z kimkolwiek. Poszła wziąć prysznic, a kiedy czysta i ubrana w piżamę spojrzała ponownie na telefon, widniały informacje o nieodebranym połączeniu i wiadomości z tego samego numeru. Odblokowała ekran i przeczytała:

"Hej mała! Pewnie jeszcze bawisz się z Gatesem, uważaj, ostry z niego zawodnik. Daj znać czy przeżyłaś. A w razie czego chętnie przyjadę i znów ci pomogę. Te dwie ostatnie noce były wyjątkowe.

M."


wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 4.

- Matt…
- Co? Znów mam sobie iść? Znów mnie wyganiasz?
- Matt…
- No co… poznaje ten ton…
- Nie o to mi chodzi- wzburzyła się dziewczyna.
- Więc o co?
- Mam chłopaka…
- Ale potrzebujesz mnie. Tak przynajmniej twierdziłaś wcześniej. 
- Kiedy się bzykamy czuje się wyjątkowo, ok?- usiadła na łóżku, przeczesała potargane włosy i próbowała zlokalizować coś do okrycia. 
- Ale zaraz po, mnie wyrzucasz.
- Bo jeśli on tu znów przyjdzie…
- Nie boje się go.
- A powinieneś. – nie mogąc znaleźć nic odpowiedniego (a skarpetka spod łózka, którą wygrzebała nie zakryłaby jej nawet pośladka), zrezygnowała z dalszego poszukiwania i jak ją Bóg stworzył, udała się do łazienki. 

Stała oparta rękoma o umywalkę i patrzyła na siebie w odbiciu lustra. Nie wiedziała co powinna myśleć, o facecie w jej łóżku, Tonym i o tym jak powinna wybrnąć z całej sytuacji. 
W międzyczasie po kuchni krzątał się Matt i z łazienki mogła słyszeć charakterystyczny szum czajnika gotującego wodę. Na wieszaku obok ręczników, znalazła swoją uczelnianą bluzę z kapturem, która idealnie zakrywała jej łono. Przyszła do niego, usiadła przy stole i zerknęła na komputer. Była tam wiadomość od gitarzysty. Kiedy tylko ją przeczytała, zamknęła szybko urządzenie i spojrzała na prawie nagiego wokalistę. 
Miał na sobie obcisłe, czarne bokserki, w których uwypuklenie było bardzo widoczne. Wcześniej o tym nie myślała, ale faktycznie był bardzo dobrze wyposażony, co objawiało się lekkim, acz przyjemnym dyskomfortem w jej dolnych okolicach. Z zamyślenia wyrwał ją głos. 

- Powinnaś iść. To dobry facet. Czasem uparty, ale dobry.- skwitował nawet na nią nie patrząc, wyraźnie zajęty mieszaniem cukru w kubkach.
- Nie wiem o czym mówisz…
- Dobrze wiesz- podał jej herbatę i usiadł obok.
- Nie rozumiem. Dopiero co przespałeś się ze mną, a teraz wpychasz w ramiona Briana?
- Bo ja nie jestem od kochania, ale jeśli będziesz jeszcze kiedyś miała problem, to zawsze służę pomocą. 
- Miłość mnie nie interesuje.
- Powiedz mi w takim razie, po co jesteś ze swoim Tonym- jego imię wymawiał jakby z pogardą.
- Nie umiem się od niego uwolnić… - opuściła wzrok- a poza tym, to dobry facet… z reguły…
- No, dobry… zostawia ci też dobrze widoczne ślady swojej miłości na ciele.- na te słowa, rozpłakała się. Wstała wycierając oczy i przeszukiwała torebkę. Kiedy znalazła papierosy, odpaliła jednego i podeszła do okna, żeby dym wydostawał się na zewnątrz. Podciągnęła nosem i wytarła kolejne łzy- nie zrozum mnie źle Sam, ale co cię jeszcze trzyma przy nim?
- Ja… nie umiem się uwolnić. Starałam się przerwać tą znajomość, ale za każdym razem kończyło się tak samo. Więc postanowiłam jakoś z tym żyć…
- Jak możesz „jakoś z tym żyć”… to skurwysyn!
- Ty nic nie rozumiesz!
- Więc mi wytłumacz. Nie to, że mi nie pasuje jak po kłótni z nim dzwonisz do mnie żebym przyjechał cię przelecieć, ale cholera jak można godzić się na takie traktowanie?!
- Już nie jeden raz planowałam uciec stąd… - zapaliła kolejnego i wytarła mokre policzki- … ale pech chciał, że zawsze mnie przyłapał na pakowaniu, czy kupnie biletów lotniczych. Dosadnie „wytłumaczył” mi, że moje miejsce jest tutaj, a ja jego. Z resztą… tu mam uczelnię. Co mi po kilku siniakach, jak mogę skończyć najlepszy uniwersytet w stanach. Wtedy będę miała otwarte drzwi do każdej wytwórni… może wtedy uda mi się zniknąć.
- Sam… - wstał i podszedł do niej, wyjął papierosa z ręki i wyrzucił za okno. Przytulił ją, nie odsunęła się, a on głaskał jej plecy.
- Powinieneś serio iść…
- Nie zostawię cię w takim stanie.
- Przecież nie interesuje cię zaangażowanie.
- Kto mówi o angażowaniu się. Jestem człowiekiem. Mam uczucia. 

Kiedy dopili herbatę, poszli do łózka. Dziewczyna zasnęła szybko, czując się błogo w ciepłych ramionach, które dawały jej poczucie bezpieczeństwa. 
Nad ranem obudził ich dzwonek do drzwi. Sam przeciągnęła się i zaspana podeszła do wizjera i momentalnie rozbudziła się. Pobiegła do łózka i lekko szarpała Mattowi ramię.
- Obudź się… Matt.
- Co jest?
- Ciiii… To Tony, usłyszy cię.
- Sam! Otwórz mi! Wiem, że tam jesteś!
- Cholera…- panikowała- Matt, wstawaj…
- Zaraz mu wytłumaczę coś…- wstał jeszcze lekko śnięty. Walenie w drzwi narastało.
- Nie, Matt. Proszę cię… on może być niebezpieczny. Schowaj się do szafy… błagam…- próbowała go zatrzymać, ale jakkolwiek się zapierała, on był silniejszy. Kiedy doszli do drzwi, walenie ustało i za moment było słychać, że schodzi po schodach. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, ale serce waliło jej jak nigdy. Uderzyła go pięścią w klatę, jakkolwiek mocno by nie próbowała, na nim nie robiło to kompletnie wrażenia.- Czemu jesteś taki uparty?! Czemu siebie i mnie narażasz!
- Chciałem mu przekazać, żeby się odczepił od ciebie- patrzył na nią srogo.
- Nie pomyślałeś, że potem to MI by najbardziej się oberwało?! Czego nie zrozumiałeś z wczoraj, kiedy mówiłam, że on jest nieprzewidywalny?!
- Nie pomyślałem…
- Właśnie! Nie pomyślałeś… idź już...- powiedziała sucho, na co on bez słowa odwrócił się, ubrał i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami, na co Sam tylko podskoczyła. 
Kiedy trochę otrząsnęła się, ubrana zrobiła kawę. Sprzątnęła kubki z wczoraj i otworzyła komputer. Przed jej oczami ponownie pojawiła się wiadomość od Briana. Sięgnęła po papierosy, odpaliła ostatniego z paczki i patrząc się w monitor wypaliła połowę, po czym zabrała się za odpisywanie.

„Brian,
zdecydowanie od piwa wolę wódkę. Ty stawiasz. Tylko gdzie i kiedy? Daj znać.
Sam”

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 3.


Weszła jak gdyby nigdy nic do studia. Cały zespół miał zwrócone oczy w jej stronę.
- Hej Sam, razi cię słońce? Kac? Możesz już zdjąć okulary- żartował sobie najniższy z ekipy, Johnny. Na jego słowa nawet nie zareagowała. Odłożyła gitarę i wyszła na zewnątrz. 
- Znów ma swoje humorki? – odezwał się niezadowolony Brian. 
Do brunetki dołączył Zack, wyciągnął papierosy i użyczając zapalniczki od niej, odpalił jednego. 
- Wszystko w porządku?- odezwał się pierwszy.
- O co ci chodzi?- dmuchnęła mu dymem w twarz. 
- O tą wczorajszą sytuacje w klubie. A teraz… słuchaj, nigdy nie byłaś najmilsza, długo cię nie znamy ale nie wydaje mi się, że w tym momencie jesteś w najlepszym stanie. 
- A co ci do tego…?
- To mi do tego, że mój najlepszy przyjaciel oberwał za ciebie.
- Nie musiał się stawiać, ani w ogóle reagować.
- No tak… i ostatecznie to ty miałabyś skończyć z podbitym okiem?
- Chodzi mi o to, że Brian i tak chętnie by mnie wykopał ze studia, a wczoraj podłożył się za mnie Tony’emu.- zgasiła peta i wróciła do środka. 

Cały dzień zachowywała się jakby wczorajszy wieczór nie miał miejsca. Za każdym razem kiedy Matt próbował porozmawiać z nią na osobności, zbywała go, a innym razem unikała, stawiając na swoją oschłą postawę.

Wieczorem, kiedy zbierali swój sprzęt, a część ludzi rozeszła się do swoich samochodów, wokalista w końcu zablokował przejście Sam i nie pozwolił, żeby ponownie go olała. 
- Możesz mi w końcu wyjaśnić o co chodzi?
- Z czym?
- Z wczoraj. Z tym co zaszło w twoim mieszkaniu.
- Nic nie zaszło. Po co dalej to roztrząsasz?
- Nie rozumiem cię kobieto. Jesteś zrobiona z lodu? Wczoraj wydawało mi się co innego… byłaś pełna żaru, ognia, a teraz…?
- Teraz jestem sobą.
- Nie wydaje mi się.
- Przepuść mnie…
- Wytłumacz mi to- nalegał mężczyzna. Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko przecisnąwszy się obok niego szła do auta. Złapał ją mocno za rękę.
- Ała! To boli! Zostaw mnie.
- Boli? Przecież lubisz jak się ciebie tak traktuje…- Nie zdążył powiedzieć nic innego, a na jego twarzy wylądowała otwarta dłoń Sam, a jego policzek przybrał kolor różu. Wyrwała mu się i wsiadła do samochodu. Odpaliła silnik i za chwile już jej nie było. 
- Stary, co to było? – Nagle u boku Matta pojawił się Dave. 
- Nieważne. Do jutra.– wyciągnął kluczyki do swojego pojazdu.
- (e)M, słuchaj. To bardzo spokojna i wesoła dziewczyna. Przynajmniej taka była. Jeśli się zachowuje tak, a nie inaczej, to najwyraźniej ma swoje powody. 
- Ona mnie już nie obchodzi. Ta cała płyta też. Jutro robię sobie wolne.- wsiadł i odjechał.

Dotarła do swojego mieszkania, odłożyła torebkę i skierowała się pod prysznic. Tego tak bardzo potrzebowała. Kiedy paradowała nago po kuchni robiąc herbatę oraz coś na ząb, na komputerze wyświetliła się nowa wiadomość mailowa. Z ciekawości zajrzała, chociaż bardziej spodziewała się spamu. Po zobaczeniu nadawcy, aż usiadła na krześle i otworzyła wiadomość. 

„Sam,
chciałbym zakopać topór wojenny. Sama tego nie ułatwiasz, ale wiem, że ja też mógłbym być bardziej ustępliwy. Mam nadzieję, że wszystko ok po wieczorze i jutro wrócimy do studia z lepszym nastrojem. Przyznam, że przez nasze nieporozumienie, moja gra idzie mi znacznie lepiej. Chyba dlatego, że wyżywam się na niej. Chciałbym powiedzieć „oby tak dalej”, ale dla dobra zespołu i płyty, lepiej będzie jak oboje wyjdziemy z tego cali. 
Brian”


„Brian,
nie wiem co masz na myśli, że tego nie ułatwiam. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale skoro do tej pory jeszcze nie zagryźliśmy się, to uwierz, że to jest lajtowa wersja moich relacji z ludźmi. Do jutra i powodzenia.
Sam”


„Sam,
Powodzenia?
Brian”


„Brian,
zdążyłam zauważyć, że jesteś nerwowym człowiekiem. Uważaj na zmarszczki, chociaż w obecnych czasach botoks jest dość popularnym lekiem na bruzdy na czole ;-) Ja sobie nie odpuszczę. Lubię doprowadzać ludzi do obłędu.
Sam”


„Sam,
Nie szkoda ci mnie? Co jak wyląduję w psychiatryku? Kto będzie twoją kolejną ofiarą?
Brian”


„Brian, 
ludzi do gnębienia znajdzie się cała masa. Chociaż przyznam, że w twoim przypadku jest to najprzyjemniejsze.
Sam”


„Sam,
Mam uznać to za komplement?
Brian”


„Brian,
uznaj to za co chcesz. Nie na co dzień znajduje godnego rywala.
Sam”


Zadzwonił dzwonek do jej mieszkania. Dalej uśmiechając się pod nosem, zarzuciła na ramiona krótki szlafrok z jedwabiu i zawiązała go w pasie. Otworzyła wrota, a za nimi stał Tony. 
- Co ty tu robisz…
- Ty dziwko… kim jest ten kutas co cię bronił? Odpowiadaj szmato. Znalazłaś sobie kogoś do posuwania na boku? Jesteś moja.. -wszedł do jej mieszkania o krok.
- Tony, proszę cię. Uspokój się… To tylko znajomy- jej postawa kompletnie odwróciła się. Z uszczypliwej i ostrej dziewczyny, nie umiała teraz podziać wzroku, który był pełen strachu. 
- Ostatni raz nic ciebie nie nauczył?- już podniósł rękę, a Sam odruchowo osłoniła głowę. Nie poczuła uderzenia. Śmiał się- no proszę… Samantha Jones… kuli ogonek przede mną…
- Tony, proszę cię…
- Uciekam mała- pochylił się i pocałował ją w czoło- do jutra.- wyszedł.

Kiedy przekręciła klucz w drzwiach, opuściła się o nich i rozpłakała. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie potrafiła uwolnić się od niego. Za każdym razem jak przeciwstawiała mu się, obrywała od niego. Najgorsze, że zawsze potrafił tak ją pobić, że nikt nie zauważał śladów. Wyjątkiem była ich ostatnia kłótnia, po której przy każdym oddechu, jej żebra odzywały się bólem.

Po jakimś czasie, kiedy uspokoiła się, wybrała numer w komórce.
- Halo?- odezwał się głos po drugiej stronie.
- Cześć. To ja… - westchnęła- przyjedziesz do mnie?
- Coś się stało? – osoba po drugiej stronie wydała się momentalnie zaniepokojona.
- Przyjedź, proszę. Przepraszam za wcześniej…
- Będę niedługo.

Połączenie zostało przerwane. Uprzątnęła w kuchni i siedząc na kanapie piła herbatę. Po 20 minutach zadzwonił dzwonek do jej drzwi. Zanim je otworzyła, zajrzała przez wizjer. Upewniwszy się, że to osoba, na którą czeka, wpuściła ją.
- Nie brzmiałaś dobrze przez telefon- zauważył Matt.
- Tony mnie odwiedził. Pomóż mi proszę…
- Coś ci znów zrobił?!
- Nie… nie. Ale boje się go… Matt, pocałuj mnie…
- Słucham?- wydawał się kompletnie zaskoczony.
- Tak jak wczoraj. Proszę… Potrzebuję tego.
- Sam… - podszedł bliżej i złapał delikatnie jej brodę. 
- Chcę poczuć to co wczoraj… pomóż mi.- Po tych słowach ich usta złączyły się w pocałunku. Leniwym, czułym i jednocześnie słodkim. 

Matt napierając biodrami na jej ciało, przesuwał się w stronę sypialni. Nie odrywał ust od niej. Jego emocje zmieniły się momentalnie, z wrogich na pełne potrzeby, żeby się nią zaopiekować. Jednym ze sposobów wyrażenia swoich uczuć, był seks. Nie byle jaki. Nie wystarczyło dążyć do spełnienia, ale do wyrażenia tego co płynie w środku umysłu, zanim dojdzie się na szczyt. Oboje długo kotłowali się w pościeli. Nie znali siebie tak dobrze, więc ten czas poświęcili na poznawaniu wrażliwych elementów na ciele kochanka. 

W międzyczasie na pocztę doszła odpowiedź.
„Sam,
prawdziwy rywal nie odmówi piwa. Co ty na to, żeby gdzieś wspólnie wyjść?
Brian”

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 2.

Następnego ranka, koło godziny 8 rano, chłopacy zostali zaskoczeni przez siedzącą już od jakiegoś czasu w studiu Sam.

-       Czy ty kiedyś śpisz?

-       W porównaniu do was nie imprezuję co noc, więc mam czas na sen. Niektórzy przekładają obowiązki nad przyjemności- ani razu nie spojrzała na nich, a wzrok miała wklejony w monitory.

Na to co słyszał, Brian z lekką irytacją postawił głośniej gitarę na ziemi. Od samego początku denerwowała go ta mała.

-       Dzień dobry-wszedł radosny Dave- widzę, że zabieracie się do razu do pracy. Cudownie- zacierał ręce, spojrzał po minach chłopaków i zrozumiał, że w ciągu tej jednej minuty od ich przybycia, już doszło do spięcia. Nie próbował tego zmieniać, wiedział, że Sam wie co robi i mimo trochę niemiłej atmosfery, efekt końcowy będzie świetny.

Mimo lekko napiętej sytuacji, praca szła im wspaniale. Mieli już prawie skończony jeden kawałek. Popołudniu, kobieta musiała załatwić pewną sprawę w mieście, więc opuściła ich. Oni w tym czasie zamówili pizzę i siedząc wspólnie, rozmawiali.

-       Mam dylemat. Ona jest okropna. Dosłownie!

-       Odzywa się do nas takim tonem, że gdyby była facetem, to normalnie bym ją... no!

-       Tylko, że jest też świetnym muzykiem. Ma ucho i spójrzcie jaki efekt mamy do tej pory.

-       Skoro jej nazwisko ma być z tyłu płyty, to niech będzie chociaż milsza dla nas! Albo w ogóle podziękujmy jej za współprace. To ma być WSPÓŁPRACA, a nie jakiś terror, który wprowadza. Bo tak się czuję!

-       Ona nie chce, żeby jej nazwisko pojawiło się na płycie – szybko zaczął bronić jej Dave.

-       Jak nie... to po co to robi? Nie mów, że jest dobrą duszyczką, ma dobre serduszko –mówił z przekorą Brian.

-       No po części nie. Ona po prostu to lubi i nie zależy jej na jakichś wyróżnieniach.

-       No to żaden problem... możemy w takim razie jej podziękować za współpracę i problem z głowy. Kto jest za, ręka do góry- gitarzysta podniósł rękę jako jedyny- nie wierze... co jest z wami?!

-       No bo... czemu mamy rezygnować z niej, dlatego, że ty nie możesz się z nią dogadać.

-       Jak to tylko ja?! A wy?

-       No bo jakbyś czasem trzymał język za zębami to by od razu było milej.

-       No bez jaj... wracam do domu. Pa!– wyciągnął kluczyki z kieszeni.

-       Nie zapomnij o dzisiejszej imprezie w The Brain- krzyknął za nim Matt.

-       Będę... –wsiadł w samochód i ruszył.

Dla zespołu wieczór zapowiadał się bardzo przyjemnie. Picie ze znajomymi w klubie, plus koncert świetnie zapowiadającego się, młodego zespołu z ich miasta rodzinnego. Kiedy wszyscy zebrali się na miejscu, muzyka rozbrzmiewała już od jakiegoś czasu.

-       Patrzcie! Czy to nie Sam?- próbując przekrzyczeć dźwięki gitar, zauważył Johnny. Z daleka widać było stojącą przy barze dziewczynę, która rozmawiając z jakimiś ludźmi bardzo się śmiała i uśmiechała.

-       Czyli jednak potrafi. Już się bałem, że może miała jakieś porażenie nerwowe twarzy i nie potrafi przybrać przyjaznej miny- szyderczo zauważył główny gitarzysta.

-       Ale jesteś na nią cięty... O! Matt! Jesteś mi winny 50$- zauważył Zacky.

-       Za co?

-       Mówiłeś, że na pewno nie ma faceta, bo kto mógłby wytrzymać z nią. A teraz spójrz w jej kierunku jeszcze raz- wszyscy ponownie się na nią popatrzyli. Od tyłu obejmował ją przystojny, wysoki mężczyzna z krótkimi włosami. Był prawie cały wytatuowany. Dziewczyna w tym momencie obróciła się do niego, dotykając lekko jego policzka, pocałowała go.

-       Z nim też coś musi być nie tak, skoro godzi się na jej humorki. Idę do baru, chcecie coś?-zobaczył, że każdy ma co pić, więc poszedł sam. Za jednym razem wypił 3 drinki, a potem kolejnego już sączył. Stał obok migdalącej się wcześniej wspomnianej pary- jesteście obrzydliwi- był lekko podpity- poszlibyście gdzieś do hotelu, łazienki, a nie tak przy wszystkich – czknął.

-       Co ciebie to obchodzi?-zareagowała Sam- zajmij się swoim drinkiem- wróciła do tulenia mężczyzny.

Koncert trwał, a Brian pił coraz więcej. W pewnym momencie słychać było jakąś szarpaninę.

-       Ty dziwko! Nie będziesz mi wypominać ile już wypiłem!- donośny głos wysokiego faceta, zdawał się być blisko. Zaciekawiony gitarzysta wyglądał za ludzi, a tam odbywała się nieprzyjemna scena, gdzie Tony (chłopak Sam) trzymał mocno za ramiona dziewczynę i potrząsał nią.

-       Zostaw mnie... jesteś pijany- próbowała się uwolnić. Hałas jaki powodował koncert, był tak głośny, że nikt poza Brianem tego nie widział- Ała, to boli! Tony! Uspokój się proszę…

-       Nie rozkazuj mi!- mimo, że ledwo trzymał się na nogach, to nadal nie tracił siły. Kiedy ta jeszcze chciała coś powiedzieć, strzelił ją w twarz.

-       Zostaw ją!- w obronie postawił się muzyk.

-       A ty czego chcesz? Tez chcesz dostać?- odepchnął kobietę i startował do Briana.

-       Po prostu masz ją zostawić!- ustawił się twardo na ziemi, jakby czekał na pierwszy cios. Te słowa zwróciły uwagę tłumu, który stał najbliżej.

-       Nie mów mi co mam robić!- Tony oddał pierwszy cios, który rozpoczął bójkę nie do przerwania. Sam nie wiedziała co ma zrobić stała obok i próbowała przerwać to, ale nie była na tyle silna. Inni mężczyźni również próbowali, lecz zero skutku, dopiero kiedy cały zespół zainterweniował, udało się ich rozdzielić. Partner dziewczyny został zabrany przez znajomych z klubu, a Brian tkwił jeszcze w nim wzrok, był wkurzony.

Sam siedziała przy barze sama i trzymałą tylko woreczek z lodem przy policzku, który dostała od barmana.

-       Wszystko ok?- podszedł do niej Matt.

-       Tak jak najbardziej. Tony znów się zalał, uderzył mnie i jeszcze na dodatek pobił się z Brianem. Na prawdę wszystko super...

-       Znów się zalał? To znaczy... – zanim skończył, odsłoniła przed nim swój bok, który był koloru fioletowo- zielonego. Wokalista nie wiedział co powiedzieć.

-       Nieważne, zapomnij o tym... –wstała i podeszła do Briana, przyłożyła mu woreczek do skroni- tobie się bardziej przyda- i ruszyła w stronę wyjścia. Za nią pobiegł Matt. Kiedy wyszedł z klubu, nie widział jej. Lał bardzo gęsty deszcz. W końcu przyuważył pewne zarysy i pobiegł w tamtą stronę.

-       Sam! czekaj! Gdzie idziesz?

-       Do domu…

-       Może weźmiesz taxowkę, przecież leje.

-       To niedaleko, nie opłaca się- szła dalej, spojrzała za stojącym wokalistą- idziesz czy nie?- na te słowa mężczyzna ruszył i oboje niedługo później stali już w klatce, ociekając. Sam znalazła klucze i otworzyła drzwi do domu, mieszkała w uroczej kawalerce, wszędzie na ścianach wisiało pełno zdjęć i  starych instrumentów- rozbierz się, bo się przeziębisz, wrzucę ciuchy do suszarki.

Wzięła od Matta ubrania, z których kapało  i poszła włączyć suszenie w pralce. Swoje też tam dołożyła. Wróciła do niego w trakcie zakładania na koronkowy stanik jakiejś luźnej koszulki. Podała mu męskie spodnie i t-shirt.

-       Czemu pozwalasz się tak kaleczyć...?- chcąc uniknąć tematu pocałowała go, długo i namiętnie.

Na chwilę odczepiła się od niego. Popatrzyła jeszcze w jego zielone oczy, aż kolejny raz ich usta się zetknęły. Dziewczyna rzuciła ubrania na ziemię i wodziła rękoma po jego gołej klacie. To samo robił Matt. Chwilę później wylądowali na rozłożonej i nigdy niechowanej kanapie.

Poł godziny później oboje leżeli nadzy na plecach przykryci kołdrą, patrząc się w sufit. Milczenie przerwał dźwięk pralki oznaczający koniec suszenia.

-       Powinieneś już iść...

-       Ale...

-       Idź już...- z powrotem jej suchy ton wrócił. Mężczyzna już bez słowa, wstał, założył bokserki, wyciągnął swoje ciuchy, założył je. Niedługo później słychać było tylko dźwięk zamykających się drzwi.

Rozdział 1.

-       Kurde! No nie wiem! Nie mam weny. Zostawmy to. Wyjedzmy gdzieś bo to nie ma sensu, żeby siedzieć tu już piątą godzinę. I tak teraz nic nie wymyślimy- pretensjonalnym tonem mówił wysoki, przystojny muzyk. Był cały wytatuowany, miał tunele w uszach i bliznę po kolczyku w wardze.

-       Właśnie, wrócimy tu za tydzień i może któryś z nas będzie miał pomysł- u ciemnowłosego dało się słyszeć zmęczenie.

-       Ale jak teraz tego nie zrobimy, to już raczej w ogóle. Matt! Zack! Dajcie spokój... wyjdźmy na papierosa i pogadamy za 15 minut, dobra? Nie chce wychodzić ze studia ze świadomością, że tego nie skończyliśmy- z nadzieją w głosie, namawiał kolegów Brian, główny gitarzysta.

Cały czas zamyślony siedział ich dobry znajomy, dźwiękowiec Dave. Dave był dużo starszym od chłopaków mężczyzną. Nie miał tylu tatuaży co oni, ani nie grzeszył wyglądem. Kiedy nie siedział z chłopakami w studiu, wykładał reżyserię dźwięku na Uniwersytecie Stanowym Kalifornii. Nie odezwał się ani słowem, aż w końcu energicznie wstał, sięgnął po telefon i wybiegając krzyknął aby zostali na miejscach bo musi coś załatwić. Prawie się posłuchali. Co prawda nie zbierali się do powrotu do domu, ale przemieścili się trochę dalej, a mianowicie przed budynek na papierosa, co by zaczerpnąć świeżego powietrza.

10 minut później dźwiękowiec wrócił do nich cały uradowany.

-       Uratuję wam tyłki. A raczej nie ja, tylko Sam- cały był podekscytowany

-       Sam? Kto to? – spytał znudzony Matt

-       Pewnie jakiś stary, tłusty i spocony koleś z klubu do którego lubisz chodzić?-zadrwił najniższy, Johnny, basista.

-       Właściwie to n... – nie dali mu dokończyć bo resztę prawdopodobnych opisów potencjalnego Sama przedstawiał każdy z osobna. Dave wrócił do środka z nadzieją, że może coś jeszcze wykombinuje z utworem.

Po kolejnych 15 minutach niespodziewanie na parkingu przed budynkiem studyjnym, głośno zapiszczały opony szybko hamującego Mini Coopera, z którego mimo zamkniętych szyb, słychać było włączony najgłośniej jak tylko się da utwór Slipknot - Duality. Z środka wysiadła szczupła, młoda brunetka o nienagannej figurze, którą maskowała za dużą męską koszulką, z wyciętym przez siebie dekoltem. Jej całe ramię spowite było w kolorowy tatuaż, który przestawiał ogród pełen kwiatów, a śnieżnobiałe zęby odbijały się aż z daleka. Skórzane legginsy krępowały trochę ruchy, szczególnie w ciepły, kalifornijski dzień. Zarzuciła z głowy na nos okulary i nie oglądając się nigdzie, podeszła do bagażnika i wyjęła ciężki futerał z elektryczną gitarą. W tym momencie zadzwoniła jej komórka i rzucając przekleństwami wyciągnęła ze skórzanej torebki urządzenie i odebrała. Zdawało się na dłuższą pogawędkę, więc od razu ruszyła w stronę studia, nie zważając na chłopaków stojących obok. Minęła ich i poczuła ulgę chłodu, który wydobywał się z klimatyzatora.

-       Widzieliście to...? – Zacky wyglądał na zaskoczonego

-       Nie „to“ tylko ... – Matt wziął oddech- Wow!

-       Miło byłoby jakby chociaż „cześć“ powiedziała- Brianowi nie spodobało się zachowanie młodej dziewczyny.

-       Rozmawiała przez telefon

-       No i co. Ale widziała nas.

-       Nieważne co powiedziała, czego nie. Kim do cholery ona jest? I co tu robi? To tak jakby nasze studio teraz, nie?

-       Może już nie – Johnny wydawał się być rozbawiony- nawet jeśli byłoby nasze, to ona nie wygląda na taką co nas puści

-       Ja tam idę, zobaczyć o co biega...- Matt jak powiedział, tak zrobił. Wszedł do środka, ale przy drzwiach głównego studia stał Dave i nie pozwalał wejść- co do chol...- został uciszony, wiec mówił szeptem- co to ma być?- Niedługo potem za jego plecami pojawili się pozostali muzycy. Chwile później zostali skarceni wzrokiem przez kobietę, która siedziała skupiona na fotelu przy konsoli i słuchała ich utworu.

-       Czemu ona słucha tego... to jest nieskończone! – na to zdanie, dźwięki piosenki zostały pogłośnione przez brunetkę, aby zademonstrować niezadowolenie z hałasu, jaki chłopacy robią.

Dave pociągnął za sobą muzyków trochę dalej.

-       Ona pomoże nam z tym utworem, a może i kolejnymi, które przerwaliście. To jest moja najlepsza studentka. Za rok kończy naukę, a do tej pory wie więcej niż jakikolwiek inny dźwiękowiec jakiego ja znam.

-       Jest niemiła. Nie wydaje mi się, że będzie nam się dobrze współpracować- odparł Brian

-       Oj poznacie ją bliżej to ją pokochacie- uspokajał

-       Nie wydaje mi się- spoglądał na nią gitarzysta- a poza tym, co z tym Samem, który miał nam pomóc...?

-       To jest Sam.

-       CO?!- wszyscy wybuchli nagle wielkim zdziwieniem- przecież to miał być wielki, tłusty koleś, a nie...- nagle Matt rozejrzał się, muzyka przestała grać- co tu tak cicho?

-       Nie mogę pracować kiedy tak stoicie i jeszcze przeszkadzacie! – jej głos mimo złości, był bardzo kobiecy i dźwięczny- Miałam pomóc, super, przyjechałam, olałam egzamin, tylko po to, bo Dave zadzwonił i poprosił. Mogłabym teraz zdać najważniejszy przedmiot na uczelni, ale siedzę tutaj! ...-nastała cisza- to jest ten moment, w którym wychodzicie...-miała morderczy wzrok, który nie przyjmował odmowy. Oczywiście, żaden nie zaryzykował i opuścili studio, nawet Dave.

-       Dobra, wytłumacz o co chodzi- domagał się wyjaśnień Zacky

-       Musiałem to zrobić. Potrzebowaliśmy tego. Uwierzcie, praca z nią to czysta przyjemność.

-       Nie wątpię, zawsze lubiłem być tyrany i besztany przez kobiety... –dalej drwił z całej sytuacji Brian- nawet jeśli mamy współpracować, to chyba tez tam powinniśmy być, co? – przed studiem odbywała się żywa dyskusja co do tego, czy pomysł najstarszego z grona był dobry.

Natomiast w środku się działo, ale nawet po dwóch godzinach muzycy bali się zajrzeć do środka, czy aby wszystko na pewno ok. W końcu z wnętrza wyszła jakby inna postać. Spięte wysoko włosy, z okularami korekcyjnymi na nosie, zupełnie zmiękczyły wizerunek Sam. Oparła się o ścianę koło progu, który przed chwilą przekroczyła, wyciągnęła papierosa z opakowania i zapaliła, przymknęła oczy i zaciągnęła się. Kiedy tylko wypuściła dym z płuc, miejsce fajki w jej ustach zajął palec, który mocno krwawił.

-       Sam! co się stało? – z niepokojem odezwał się Dave

-       To tylko od gitary...

-       Jakiej?- wypalił Brian

-       Nie martw się, nie twojej...- z przekąsem odezwała się do niego.

-       I... –przerwał wcześniejszą ciszę dźwiękowiec- i co? – nawet nie musiał dokładnie tłumaczyć o co mu chodziło.

-       Jak spalę to wejdziemy do środka, zobaczymy. – nikt się nie odzywał, ton głosu dziewczyny nadal przyprawiał o dreszcze. 5 minut później wszyscy weszli do studia. Puściła im to co udało jej się pozmieniać, usiadła z boku i czekała z zamkniętymi oczami.

Kiedy cała piosenka przeleciała, nadal miała zamknięte oczy. Czekała na ich reakcje.

-       To jest... niesamowite! Wcześniej tak nie brzmiało- jako pierwszy, zadowolony odezwał się Dave.

-       To kwestia tylko kilku suwaczków- spokojnie odpowiedziała

-       A gdzie tu dodałaś gitarę... nic nie zmieniłaś – nie odpuszczał gitarzysta

-       W tle... nie słychać jej, ale zmianę czujesz... – wstała i sięgnęła po swoją torbę i futerał

-       Ej serio... z tym możemy ruszyć do przodu!- niedowierzał Matt

-       Mhm... w takim razie do jutra- ruszyła do wyjścia

-       Gdzie się tak śpieszysz?- pytał dźwiękowiec

-       Na egzamin

-       Mówiłaś, że cię ominął i tak

-       Dramatyzowałam- mimo, że jej usta nie drgnęły, to w oczach można było zobaczyć lekki uśmiech. Po chwili już jej nie było.

-       Ona jest...-zaczął basista

-       ...niemożliwa- dokończył wokalista

-       Dobra chłopcy! Do pracy! Niech będzie z nas dumna jutro jak wróci- zadowolony z siebie Dave, usiadł z powrotem do konsoli

-       Ona dumna? O co wam chodzi! Mówicie teraz o niej jak o nie wiadomo kim...- obrażony Brian wyszedł ze studia zapalić, zdołał tylko zobaczyć wzrok odjeżdżającej z parkingu Sam. Wiadomo już było, że nie zostaną przyjaciółmi.