wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 1.

-       Kurde! No nie wiem! Nie mam weny. Zostawmy to. Wyjedzmy gdzieś bo to nie ma sensu, żeby siedzieć tu już piątą godzinę. I tak teraz nic nie wymyślimy- pretensjonalnym tonem mówił wysoki, przystojny muzyk. Był cały wytatuowany, miał tunele w uszach i bliznę po kolczyku w wardze.

-       Właśnie, wrócimy tu za tydzień i może któryś z nas będzie miał pomysł- u ciemnowłosego dało się słyszeć zmęczenie.

-       Ale jak teraz tego nie zrobimy, to już raczej w ogóle. Matt! Zack! Dajcie spokój... wyjdźmy na papierosa i pogadamy za 15 minut, dobra? Nie chce wychodzić ze studia ze świadomością, że tego nie skończyliśmy- z nadzieją w głosie, namawiał kolegów Brian, główny gitarzysta.

Cały czas zamyślony siedział ich dobry znajomy, dźwiękowiec Dave. Dave był dużo starszym od chłopaków mężczyzną. Nie miał tylu tatuaży co oni, ani nie grzeszył wyglądem. Kiedy nie siedział z chłopakami w studiu, wykładał reżyserię dźwięku na Uniwersytecie Stanowym Kalifornii. Nie odezwał się ani słowem, aż w końcu energicznie wstał, sięgnął po telefon i wybiegając krzyknął aby zostali na miejscach bo musi coś załatwić. Prawie się posłuchali. Co prawda nie zbierali się do powrotu do domu, ale przemieścili się trochę dalej, a mianowicie przed budynek na papierosa, co by zaczerpnąć świeżego powietrza.

10 minut później dźwiękowiec wrócił do nich cały uradowany.

-       Uratuję wam tyłki. A raczej nie ja, tylko Sam- cały był podekscytowany

-       Sam? Kto to? – spytał znudzony Matt

-       Pewnie jakiś stary, tłusty i spocony koleś z klubu do którego lubisz chodzić?-zadrwił najniższy, Johnny, basista.

-       Właściwie to n... – nie dali mu dokończyć bo resztę prawdopodobnych opisów potencjalnego Sama przedstawiał każdy z osobna. Dave wrócił do środka z nadzieją, że może coś jeszcze wykombinuje z utworem.

Po kolejnych 15 minutach niespodziewanie na parkingu przed budynkiem studyjnym, głośno zapiszczały opony szybko hamującego Mini Coopera, z którego mimo zamkniętych szyb, słychać było włączony najgłośniej jak tylko się da utwór Slipknot - Duality. Z środka wysiadła szczupła, młoda brunetka o nienagannej figurze, którą maskowała za dużą męską koszulką, z wyciętym przez siebie dekoltem. Jej całe ramię spowite było w kolorowy tatuaż, który przestawiał ogród pełen kwiatów, a śnieżnobiałe zęby odbijały się aż z daleka. Skórzane legginsy krępowały trochę ruchy, szczególnie w ciepły, kalifornijski dzień. Zarzuciła z głowy na nos okulary i nie oglądając się nigdzie, podeszła do bagażnika i wyjęła ciężki futerał z elektryczną gitarą. W tym momencie zadzwoniła jej komórka i rzucając przekleństwami wyciągnęła ze skórzanej torebki urządzenie i odebrała. Zdawało się na dłuższą pogawędkę, więc od razu ruszyła w stronę studia, nie zważając na chłopaków stojących obok. Minęła ich i poczuła ulgę chłodu, który wydobywał się z klimatyzatora.

-       Widzieliście to...? – Zacky wyglądał na zaskoczonego

-       Nie „to“ tylko ... – Matt wziął oddech- Wow!

-       Miło byłoby jakby chociaż „cześć“ powiedziała- Brianowi nie spodobało się zachowanie młodej dziewczyny.

-       Rozmawiała przez telefon

-       No i co. Ale widziała nas.

-       Nieważne co powiedziała, czego nie. Kim do cholery ona jest? I co tu robi? To tak jakby nasze studio teraz, nie?

-       Może już nie – Johnny wydawał się być rozbawiony- nawet jeśli byłoby nasze, to ona nie wygląda na taką co nas puści

-       Ja tam idę, zobaczyć o co biega...- Matt jak powiedział, tak zrobił. Wszedł do środka, ale przy drzwiach głównego studia stał Dave i nie pozwalał wejść- co do chol...- został uciszony, wiec mówił szeptem- co to ma być?- Niedługo potem za jego plecami pojawili się pozostali muzycy. Chwile później zostali skarceni wzrokiem przez kobietę, która siedziała skupiona na fotelu przy konsoli i słuchała ich utworu.

-       Czemu ona słucha tego... to jest nieskończone! – na to zdanie, dźwięki piosenki zostały pogłośnione przez brunetkę, aby zademonstrować niezadowolenie z hałasu, jaki chłopacy robią.

Dave pociągnął za sobą muzyków trochę dalej.

-       Ona pomoże nam z tym utworem, a może i kolejnymi, które przerwaliście. To jest moja najlepsza studentka. Za rok kończy naukę, a do tej pory wie więcej niż jakikolwiek inny dźwiękowiec jakiego ja znam.

-       Jest niemiła. Nie wydaje mi się, że będzie nam się dobrze współpracować- odparł Brian

-       Oj poznacie ją bliżej to ją pokochacie- uspokajał

-       Nie wydaje mi się- spoglądał na nią gitarzysta- a poza tym, co z tym Samem, który miał nam pomóc...?

-       To jest Sam.

-       CO?!- wszyscy wybuchli nagle wielkim zdziwieniem- przecież to miał być wielki, tłusty koleś, a nie...- nagle Matt rozejrzał się, muzyka przestała grać- co tu tak cicho?

-       Nie mogę pracować kiedy tak stoicie i jeszcze przeszkadzacie! – jej głos mimo złości, był bardzo kobiecy i dźwięczny- Miałam pomóc, super, przyjechałam, olałam egzamin, tylko po to, bo Dave zadzwonił i poprosił. Mogłabym teraz zdać najważniejszy przedmiot na uczelni, ale siedzę tutaj! ...-nastała cisza- to jest ten moment, w którym wychodzicie...-miała morderczy wzrok, który nie przyjmował odmowy. Oczywiście, żaden nie zaryzykował i opuścili studio, nawet Dave.

-       Dobra, wytłumacz o co chodzi- domagał się wyjaśnień Zacky

-       Musiałem to zrobić. Potrzebowaliśmy tego. Uwierzcie, praca z nią to czysta przyjemność.

-       Nie wątpię, zawsze lubiłem być tyrany i besztany przez kobiety... –dalej drwił z całej sytuacji Brian- nawet jeśli mamy współpracować, to chyba tez tam powinniśmy być, co? – przed studiem odbywała się żywa dyskusja co do tego, czy pomysł najstarszego z grona był dobry.

Natomiast w środku się działo, ale nawet po dwóch godzinach muzycy bali się zajrzeć do środka, czy aby wszystko na pewno ok. W końcu z wnętrza wyszła jakby inna postać. Spięte wysoko włosy, z okularami korekcyjnymi na nosie, zupełnie zmiękczyły wizerunek Sam. Oparła się o ścianę koło progu, który przed chwilą przekroczyła, wyciągnęła papierosa z opakowania i zapaliła, przymknęła oczy i zaciągnęła się. Kiedy tylko wypuściła dym z płuc, miejsce fajki w jej ustach zajął palec, który mocno krwawił.

-       Sam! co się stało? – z niepokojem odezwał się Dave

-       To tylko od gitary...

-       Jakiej?- wypalił Brian

-       Nie martw się, nie twojej...- z przekąsem odezwała się do niego.

-       I... –przerwał wcześniejszą ciszę dźwiękowiec- i co? – nawet nie musiał dokładnie tłumaczyć o co mu chodziło.

-       Jak spalę to wejdziemy do środka, zobaczymy. – nikt się nie odzywał, ton głosu dziewczyny nadal przyprawiał o dreszcze. 5 minut później wszyscy weszli do studia. Puściła im to co udało jej się pozmieniać, usiadła z boku i czekała z zamkniętymi oczami.

Kiedy cała piosenka przeleciała, nadal miała zamknięte oczy. Czekała na ich reakcje.

-       To jest... niesamowite! Wcześniej tak nie brzmiało- jako pierwszy, zadowolony odezwał się Dave.

-       To kwestia tylko kilku suwaczków- spokojnie odpowiedziała

-       A gdzie tu dodałaś gitarę... nic nie zmieniłaś – nie odpuszczał gitarzysta

-       W tle... nie słychać jej, ale zmianę czujesz... – wstała i sięgnęła po swoją torbę i futerał

-       Ej serio... z tym możemy ruszyć do przodu!- niedowierzał Matt

-       Mhm... w takim razie do jutra- ruszyła do wyjścia

-       Gdzie się tak śpieszysz?- pytał dźwiękowiec

-       Na egzamin

-       Mówiłaś, że cię ominął i tak

-       Dramatyzowałam- mimo, że jej usta nie drgnęły, to w oczach można było zobaczyć lekki uśmiech. Po chwili już jej nie było.

-       Ona jest...-zaczął basista

-       ...niemożliwa- dokończył wokalista

-       Dobra chłopcy! Do pracy! Niech będzie z nas dumna jutro jak wróci- zadowolony z siebie Dave, usiadł z powrotem do konsoli

-       Ona dumna? O co wam chodzi! Mówicie teraz o niej jak o nie wiadomo kim...- obrażony Brian wyszedł ze studia zapalić, zdołał tylko zobaczyć wzrok odjeżdżającej z parkingu Sam. Wiadomo już było, że nie zostaną przyjaciółmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz