sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 10.

Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Bolała ją głowa i szczypała ręka, ale to tylko dlatego, że podłączona była do kroplówki. Na palcu znajdował się klips, który pomagał kardiografowi w pomiarze rytmu jej serca. Lekki dyskomfort czuła też z tyłu głowy i kiedy podniosła rękę, żeby sprawdzić co ją uwiera, zdała sobie sprawę, że jest unieruchomiona. Spojrzała i zobaczyła, że ktoś ją trzyma za rękę. Osoba ta spała, ale kiedy poczuła poruszenie, otworzyła oczy.
- Sam… 
- Mamo…- szepnęła, nie mogła wydać z siebie dźwięku. Czuła jakby ktoś jej przejechał papierem ściernym po gardle. 
- Ciii… nic nie mów. Pójdę po lekarza- wstała- musisz puścić mi rękę. Za sekundę wrócę- Sam dalej nie puszczała- skarbie, nic ci nie będzie… Nie ma go tu… jesteś bezpieczna- ucałowała jej czoło i zniknęła. Dziewczyna rozglądała się po pomieszczeniu. Była to sala szpitalna. Ściany były zimne i nudne, a łóżko niewygodne. Wnioskowała, że była noc, skoro zza okna wpadało tylko światło lampy ulicznej. Po chwili do pomieszczenia weszły trzy osoby. Niespokojnie spojrzała w ich stronę, a serce przyspieszyło. Kiedy upewniła się, że nie ma wśród nich niebezpieczeństwa, wzięła głęboki oddech i po policzkach popłynęły jej łzy.
- Już spokojnie córciu… to tylko lekarz i pielęgniarka- kobieta zajęła miejsce tam gdzie wcześniej.
- Witam, jestem doktor James Grey- zaglądał jej w oczy specjalną, małą latarką, sprawdzając reakcję na bodźce- czy wie pani, gdzie jest?- pokiwała głową na tak- czy pamięta pani, czemu tutaj jest?- znów pokiwała głową i zerknęła na mamę, ta tylko pogłaskała jej dłoń. Lekarz w trakcie pytań sprawdzał inne reakcje, a starsza kobieta, asystowała mu. 
- Co…- odchrząknęła, dalej nie mogła się odezwać, więc szeptała- co z … Tonym?
- Skarbie, nie martw się teraz o to.
- Co z nim…
- Tony… - zerknęła na lekarza, który sprawdzał jej parametry życiowe- jest na intensywnej terapii, w poważnym stanie, może nie wyjść z tego… a nawet jeśli wyzdrowieje, to trafi do więzienia. Kiedy przywieziono cię do szpitala, okazało się, że masz na sobie dość dużo śladów po pobiciu, tych starszych, jeszcze niewygojonych. Z relacji świadków też wynika, że … - jej mina wyrażała ból i smutek. Nie mogła zrozumieć jak ktoś mógł skrzywdzić tak jej córkę-… że od dłuższego czasu robił tobie krzywdę. Ale to już się nie powtórzy skarbie…- głaskała jej głowę- ten drań nigdy więcej cię nie tknie. Oby coś mu się stało… -lekarz chrząknął- przepraszam.
- Pani Samantho, wyniki są lepsze. Może boleć głowa, miała pani wstrząśnienie mózgu. Założyliśmy kilka szwów z tyłu głowy z powodu rozcięcia. Może pani mieć problemy z gardłem od nacisku. Jeśli chodzi o niedotlenienie związane z podduszeniem, nie mam co się martwić, ale jutro zrobimy tomografię. Proszę się teraz wyspać, a jutro wrócę i jeszcze raz zrobimy badanie.
- Panie doktorze- kontynuowała matka- czy da się coś zrobić z … -spojrzała wymownie na drzwi.
- Postaram się przekazać policjantowi, że pacjentka nie jest w stanie odpowiedzieć na jego pytania. Dobranoc– on i pielęgniarka zniknęli. 
- Mamo…? Ile czasu byłam nieprzytomna?
- Kochanie, słyszałaś co doktor powiedział. Prześpij się, jutro porozmawiamy- ucałowała ją w czoło. A Sam zmęczona bólem głowy, zasnęła.


Obudziły ją promienie słońca, które przedzierały się przez okno na jej łózko. Zasłoniła się, a za jej reakcją poszła mama i zasłoniła żaluzje. 
- Wyspałaś się słońce? Jesteś głodna? Zawołać lekarza? 
- Pić… poproszę pić… -próbowała odkaszlnąć, ale dalej głos odmawiał posłuszeństwa. Dostała szklankę wody, usiadła i napiła się, wypiła wszystko. 
- Na pewno nie chcesz jeść?
- Nie… chce tylko wiedzieć kilka rzeczy.
- Dobrze, pytaj o co chcesz.
- Ile czasu tu leżę?
- Przedwczoraj w nocy wzięło cię pogotowie, cały wczorajszy dzień byłaś nieprzytomna no i obudziłaś się w nocy.
- Czy… on tu jest?
- Jest, piętro wyżej na intensywnej terapii. To, jak go zraniłaś sprawiło, że przecięłaś mu między innymi dwunastnicę, ma zapalenie otrzewnej i walczy o życie. Nie rozmawiajmy o nim… to potwór. 
- Kiedy ja będę mogła wyjść?
- Lekarze jeszcze nie wiedzą. Zrobią ci dziś resztę badań. 
- Kto wezwał pomoc?
- Sąsiedzi. Usłyszeli jak wali do twoich drzwi i wyzywa. Nie ryzykowali wyjściem, bo Tony był pijany. Policjanci jak weszli do mieszkania myśleli, że jest już za późno… -podciągnęła nosem- ale żyjesz. To jest najważniejsze. Kochanie… czemu nic nie mówiłaś… czemu dałaś się tak traktować... – dziewczyna nic nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami, odwróciła głowę i uroniła kilka łez. Nie umiała ich powstrzymać, więc po chwili szlochała w poduszkę.


Zapadła w kolejną drzemkę. Nic nie było w stanie wybudzić jej ze snu. Jej organizm musiał się zregenerować. Dopiero kiedy zaczęły pojawiać się koszmary, obudziła się z krzykiem. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłonie. Po chwili poczuła ciepłe ramiona dookoła siebie, próbujące ją uspokoić. Przestraszona krzyknęła i próbowała się uwolnić.
- Sam… Sam… to ja… Brian. Już spokojnie. Jestem tu, nic się nie bój- dalej ją tulił, ale kiedy usłyszała jego głos, wiedziała, że jest bezpieczna. Wtuliła się w niego i uspokajała oddech. Na całe szczęście kardiograf zniknął z jej sali, bo inaczej zleciałby się cały personel. 
- Przestraszyłeś mnie…- za nic w świecie nie chciała, żeby ją puszczał. Potrzebowała tej bliskości. 
- Nie chciałem. Przepraszam- pocałował ją w czubek głowy, tam gdzie sięgał ustami. Miała teraz okazję ponownie rozejrzeć się po sali. Przybyło kwiatów i był nawet jeden różowy balon z napisem „To dziewczynka!”.
- „To dziewczynka”?
- No bo… -zaśmiał się- innego w sklepie nie mieli. Chciałem coś w stylu „wracaj do zdrowia” ale było tylko to.
- Śliczny- w jej głosie było słychać rozbawienie- kwiaty też są śliczne. Dziękuję.
- Kwiaty od Matta. 
- Był tu?- była zaskoczona.
- Był… 
- Wróci?
- No… tak jakby nie bardzo. Jest w areszcie.
- Jak to w areszcie?- odsunęła się od niego, żeby spojrzeć mu w twarz.
- Byliśmy tu wczoraj. Dowiedzieliśmy się, że leżysz w szpitalu. Podsłuchaliśmy co policjant mówi twojej mamie i … Matt nagle zniknął. Okazało się, że pojechał piętro wyżej na Intensywną… i chciał zatłuc drania…
- O boże… 
- Całe szczęście, że nie udało mu się spełnić swojego zamiaru i odciągnęli go lekarze, bo inaczej na bank poszedłby siedzieć za morderstwo. Nie dziwie mu się z resztą. Powinien skończyć swój żywot…
- Co teraz z Mattem?
- Albo grzywna, albo miesiąc prac społecznych. Chyba, że sędzia się uprze i pójdzie odsiedzieć karę. Sam, powiedz mi… czemu nie wezwałaś pomocy jak walił do drzwi?
- Myślałam, że nie uda mu się wejść… i… stwierdziłam, że … nie ma sensu dzwonić na policję.
- Mogłaś zadzwonić do mnie… do Matta…
- Nie chciałam… 
- Czemu nie?
- To znaczyłoby, że wybrałam… a ja nie mogę… nie umiem… wasza przyjaźń jest znacznie cenniejsza. Ja wtargnęłam do studia jak burza…Nieważne… Powinieneś już iść. Dzięki, że przyszedłeś. 
- Nie chce iść.
- Idź już… proszę.

- Do jutra Sam… - pocałował ja w czoło i wyszedł.

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 9.

Na dworze został tylko Matt i Brian. Reszta dała im chwilę i wrócili do środka. 
- Nie spodziewałem się tego po tobie… myślałem, że przyjaciele tak się nie zachowują…- powiedział gitarzysta z wyraźnym żalem w oczach i głosie.
- To tylko seks…
- No tak… to do ciebie podobne. Ale cholera ja się z nią spotykam. Sam pchałeś ją w moje ramiona! 
- Nie tylko ja jestem bez winy…
- Oczywiście, ale to z tobą w obecnej chwili stoję i rozmawiam. Powiedz mi… wtedy kiedy wpadłem do niej z kawą, a ty wychodziłeś z jakimś „materiałem” … też z nią spałeś?
- Nie…
- Mów prawdę!
- Mówię ci! Zadzwoniła do mnie w nocy. 
- Po co… jeśli jej wtedy nie przeleciałeś…
- Nieważne…
- Ważne… jeśli chcesz mieć jeszcze przyjaciela…
- Miała koszmar… 
- I zadzwoniła właśnie do ciebie…
- No mówię ci przecież!- upierał się Matt.
- Skoro łączy was tylko seks…
- Tylko seks…
- Coś mi tu śmierdzi…
- Tylko seks… zero uczuć…- wzruszył ramionami.
- Jasne…- zamachnął się i przywalił mu w szczękę, do kompletu w drugą stronę niż Tony.
- A TO KURWA ZA CO?!
- Należało ci się…a jeśli ją jeszcze tkniesz… - powiedział spokojnie, ale nie dokończył, dając mu okazję do poruszenia wyobraźnią i wszedł do studia. Rozglądał się za Sam, szukając jej wzrokiem. 
- W łazience…- burknął basista i kontynuował zmianę strun w instrumencie.


Pukanie do drzwi. Cisza. Ponowne pukanie. Znów cisza.
- Sam…
- Idź sobie…- podciągnęła nosem.
- Chcę tylko pogadać. Otwórz drzwi – mówił łagodnie.
- Nie powinnam w ogóle przyjeżdżać do tego studia… kiedykolwiek. 
- Sam, proszę… wpuść mnie- usłyszał przekręcony klucz i złapał za klamkę. Wszedł. Spojrzał w jej niebieskie oczy podkreślone jeszcze mocniej czerwienią spojówek od płaczu. Serce mu miękło. 
- Proszę… możesz mnie rugać. Nie mam gdzie uciec- siedziała na zamkniętym sedesie i wycierała nos.
- Nie chcę cię rugać. Chciałbym tylko dowiedzieć się o co chodzi… wydawało mi się, że w ostatnim czasie byliśmy blisko… że byliśmy ze sobą szczerzy.
- Bo byłam… to… to z Mattem- westchnęła- to tylko seks.
- On mówi to samo- odgarnął jej kosmyka z twarzy.
- Przepraszam… nie miało tak wyjść- podciągnęła nosem- naprawdę mi na tobie zależy. 
- Kiedy to się zaczęło?
- To, że mi na tobie zależy? Czy …
- Od kiedy sypiacie ze sobą?
- Od tej imprezy w The Brain.
- Wtedy kiedy Tony prawie co mnie nie rozkwasił? A ty poleciałaś wdzięcznie do Matta i jego fiuta?!
- N-nie mów tak…- schowała bardziej głowę miedzy ramiona, utkwiła wzrok w kolanach i poleciały jej gęste łzy. Kiedy podniósł głos przestraszyła się. Poczuła coś znajomego… to, co czuła kiedy Tony na nią wrzeszczał. Brian przyglądał się jej dłuższą chwilę, po czym zdał sobie sprawę, co wywołało w niej taką reakcję. Od razu kucnął przy niej i przytulił, lekko zadrżała.
- Jezu… Sam, przepraszam… przepraszam. Nie chciałem krzyczeć. Przepraszam- lulał ją delikatnie, tak jak dziecko- nie będę taki jak on… nigdy cię nie skrzywdzę… pozwól mi się kochać… tylko bądź ze mną szczera. Tylko o to cię proszę.
- Dobrze- chowała twarz w jego ramiona i uspokajała się- tylko mnie nie skrzywdź.
- Nigdy. Będę o ciebie dbał, zawsze- te słowa sprawiły, że odetchnęła i poczuła bezpiecznie u niego- tylko…
- Tylko?-spojrzała na niego niepewnie swoimi spuchniętymi oczami.
- Powiedz mi jedno… kiedy po naszym spotkaniu, zadzwoniłaś do niego po swoim koszmarze… czego oczekiwałaś? Czemu on, a nie ja… skoro i tak łączył cię z nim seks, nic więcej- na te słowa nie znała odpowiedzi, chciała coś odpowiedzieć, ale zapowietrzyła się. Bąknęła tylko słabe „yyy” i patrzyła niepewnie w jego oczy. On tylko posmerał jej policzek i pocałował w czoło- jak znajdziesz odpowiedź to daj znać- wstał- nie umiem dzielić się kobietą, a tym bardziej jej sercem- wyszedł.


Leżała u siebie w łóżku. Sama. Był późny wieczór. 5 minut temu wysłała smsa Dave’owi, że rezygnuje ze współpracy z zespołem, a on ciągle do niej wydzwaniał. Odrzucała połączenia, aż całkowicie wyłączyła telefon. Była kompletnie wykończona całym dniem, więc szybko udało jej się zasnąć. 


Nagle wyrwało ją coś ze snu. Walenie do drzwi. Rozpoznawała je. Serce zaczęło jej szybciej bić. Nie wiedziała co ma robić. Powinna zadzwonić po pomoc.
- Ty dziwko! Otwieraj!- głos Tony’ego był trochę inny. Był pijany. – Taka szmata jak ty pożałuje… Wiem, że tam jesteś. Widziałem samochód! Pewnie znów obciągasz fiuta temu chujowi… Ja cię oduczę! Dawno nie nurkowałaś głową wodzie…- Przestał walić, a zaczął kopać. Stała przed wejściem, które tworzyło cienką granicę między nią, kompletnie bezbronną, a nim, pijanym i silnym, który nie zawaha się przed zrobieniem krzywdy.- Sam kurwa! I tak cię dorwę wywłoko!- drzwi drżały coraz bardziej, a zawiasy powoli odrywały się od ściany. Pobiegła na palcach do kuchni, rozglądała się po niej z nadzieją na cud. Wiedziała, że to i tak nic nie da, ale sięgnęła po nóż. Zawsze lepsze coś, niż puste ręce. Nie była w stanie zrobić mu krzywdy, ale żeby chociaż odwlec to co nieuniknione z jego strony, mogła zaryzykować. Nie byłą pewna jednak, czy to go jeszcze bardziej nie rozwścieczy. 
Głośny huk i drzwi opadły na ziemię. Tony wpadł do środka i rozglądał się, zobaczył jej cień w kuchni i za chwile tam się zjawił.
- Myślisz, że uda ci się bezkarnie mnie okłamywać?- powoli zbliżał się do niej- pamiętasz, co ostatnio się stało jak mnie oszukałaś?- bała się, ale pokiwała głową, przyznając, że pamięta- No powiedz…- milczała- POWIEDZ!
- Z-zaciągnąłeś mnie d-do łazienki…
- I…? –kolejny krok w jej stronę.
- Trzymałeś mnie z-za włosy…- ściskała nóż w spoconych dłoniach za plecami coraz mocniej.
- Mów dalej!
- Nalałeś w-wody do zlewu- odzywała się coraz ciszej- i…- przymknęła oczy na wspomnienie tamtego wydarzenia- i wsadziłeś moją głowę… nie mogłam oddychać…
- Dokładnie- jego głos złagodniał- a teraz zasłużyłaś sobie na coś gorszego… -dzielił ich tylko metr, zbliżył się odrobinę i pogłaskał jej policzek- Sam, Sam, Sam… co ja z tobą pocznę… ciągle tylko stresuje się przez ciebie. Dobrze wiesz, że stres źle na mnie wpływa- uderzył ją z liścia. Odchyliła głowę i zaciskała powoli powieki, spod który leciały łzy. Policzek poróżowiał, a on złapał ją za brodę, żeby spojrzała na niego- to na pewno nie boli cię tak bardzo jak mnie serce, kiedy znalazłem te bokserki koło twojego łóżka- popchnął ja do tylu i obiła się o szafkę, a na podłogę wypadł jej nóż- chciałaś się bronic?! Ze mną nie masz szans kochana… Nie udałoby ci się mnie nawet drasnąć- kipiał złością i znów uderzył ją w twarz, tylko z zaciśniętej pięści, potem kolejny i kolejny. Złapał ją za włosy i uderzył głową o szafkę, jeszcze raz i jeszcze raz. Szumiało jej. Pociągnął ją ponownie za kitkę i odchylił głowę. Złapał drugą ręką za szyje i ścisnął. Patrzył w oczy jak ta próbuje łapać powietrze- masz coś do powiedzenia?! Hę?!?!
- P- prz….-starała się coś wydusić- szam…-rozluźnił palce i mogła zaczerpnąć powietrza- przepraszam… przepraszam… przepraszam… błagam- zalewała się łzami.
- Oj mała, mała… nic się nie uczysz…- uderzył ją w brzuch i padła obolała na ziemię trzymając rękę w okolicach żołądka. Kucnął przy niej i patrzył na to jak cierpi- Nie powtórzysz więcej tego…powiedz to- pokiwała głową zgadzając się z nim- POWIEDZ!
- Nie p-powtórzę tego…- szlochała.
- Jakoś mało przekonująco to mówisz…- pchnął ją i leżała na ziemi, usiadł na niej okrakiem i znów zacisnął dłoń na jej gardle i szarpał. Obijał głową o podłogę. Była kompletnie bezbronna. Rękoma próbowała przerwać mu, szukała ratunku, aż natchnęła się na wcześniej upuszczony nóż. Szarpał nią na tyle mocno, że dwukrotnie odsunęła go od siebie, ale walczyła. Nie poddawała się, mając nadzieję na to, że uda jej się wyswobodzić chociaż na moment. Wiedziała, że jeśli nie podejmie próby, wszystko może skończyć się znacznie gorzej. Jedna szansa. Jedno pchnięcie. Zamachnęła się i resztką siły wbiła mu ostrze w brzuch. Spojrzał zaskoczony w dół. Jego wzrok wyrażał zdziwienie. Dopiero po chwili w jego mimice zdało się wyczytać ból. Mimo wszystko nie puszczał ręki z jej gardła, tą wolną wyjął zakrwawione ostrze a krew zaczęła lecieć ciurkiem na nią. Jedyne co dalej pamiętała to dźwięk syren policyjnych i tupot nóg wbiegających po klatce schodowej. Później straciła przytomność.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 8.

Matt był dżentelmenem. Mimo tego, co zaszło między nim a Sam, nie okazywał złowrogiego podejścia kiedy cała ekipa siedziała w studiu i nagrywała. Na całe szczęście ona i Brian mieli wiele okazji by się spotkać i rozwijać przyjaźń. Tony wiecznie „zapracowany” kolejnymi tatuażami swoich stałych klientek, umożliwiał jej tym randkowanie z gitarzystą. Nie doszło między nimi do niczego więcej poza namiętnymi pocałunkami na pożegnanie. Nie pozwalała na to. Czuła, że to nie fair w stosunku do wokalisty, za co beształa się. W końcu olał ją. Jego strata.
Tego wieczoru ani Tony, ani Brian nie mieli czasu, żeby się spotkać. Postanowiła posiedzieć w swoim łóżku, z kubkiem herbaty i ciekawymi filmami, które obiecała sobie nadrobić. Nie dane było jej nawet rozpocząć pierwszego, kiedy usłyszała domofon. Odłożyła kubek i poszła sprawić kto to.
- To ja. Wpuścisz mnie?- Zdziwiła się, że Matt przyszedł do niej. W końcu wyznaczył granicę, więc nie ma pojęcia czego chciał.
Kiedy wpuściła go do mieszkania, przez chwile patrzyli na siebie. W powietrzu czuć było napięcie. Ale tym razem nie wrogie czy nerwowe, tylko seksualne.
- Słucham… z czym do mnie przyszedłeś?- on widocznie rozglądał się po mieszkaniu.
- Przeszkodziłem ci w czymś?
- Chciałam obejrzeć film… czegoś szukasz? Nikogo tu nie…- nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ niespodziewanie przylgnął do jej ust swoimi i zachłannie ją całował. Nie miała czasu zareagować, a ten przygwoździł ją do ściany i nie przerywał pocałunku. W końcu ocknęła się i lekko go odepchnęła- Matt…! - patrzyła mu w oczy. Była zła. Ale za moment, złość ustąpiła pożądaniu. Przyciągnęła go za koszulkę i tym razem ona wpiła się w jego duże i miękkie wargi. 
Przez kolejne nie wiadomo ile czasu, stali tak i dawali upust swojej namiętności. Nie przerywając ruszyli do sypialni zrzucając z siebie kolejne części garderoby. Wylądowali nadzy na łóżku. Pochylał się nad nią i obcałowywał jej szyję, tworząc ścieżkę przez dekolt, zagłębienie między piersiami, aż do paska krótko przyciętych włosów łonowych. Zerknął na nią z dołu. Podpierała się na łokciach, zaglądając za nim, a jej klatka piersiowa unosiła się rytmicznie czekając na jego dalszy ruch. Cwanie uśmiechnął się do niej i po chwili zatopił językiem w jej ciepłej i wilgotnej szparce. Odpowiedziała cichym jękiem, a głowa mimowolnie odchyliła się do tyłu. Liznął ją jeszcze raz sprawdzając reakcję, po czym sprawnie kontynuował. Zdążyła wysapać jego imię, kiedy wsadził w nią dwa palce potęgując doznanie. Zacisnęła pięści na kołdrze i ponownie wydała dźwięk, który znaczył, że zdecydowanie robi jej dobrze. Prowadząc nieustannie ten sam rytm językiem, sprawił, że bardzo szybko wzniosła się na wyżyny. Orgazm dosięgnął jej intensywnie i cała zadrżała wyrywając się spod jego nacisku, ale nieustępliwie trzymał ją za biodra i kontynuował. 
- Matt!!!- ponownie jej ciało przeszedł dreszcz przyjemności i spełnienia, więc dał jej spokój. Ustami tworzył kolejną ścieżkę aż do piersi i roztkliwiał się nad smakiem jej sterczących sutków. Pociągnęła go za włosy, żeby na nią spojrzał- pieprz mnie… tak jak lubię…- jej błysk w oku nie pozwolił mu nie spełnić jej życzenia. W momencie wypełnił ją sobą po brzegi. Z jej gardła wydobył się krzyk, a on poruszał biodrami coraz szybciej i coraz mocniej- tak… och, tak! … Mocniej… mocniej… och tak… tak…- Nie umiała się opanować. Nie była fanką wymuszonych jęków godowych, ale jego sprawność i to jak umiał zapanować nad jej ciałem oraz przyjemnością, poprzez odpowiednie stymulowanie jej kobiecości, sprawiało, że odgłosy samowolnie wydobywały się z niej. To był szybki i intensywny numerek. Ich ciała ocierały się o siebie. Byli lepcy oraz zdyszani, jakby przebiegli kilkudziesięciokilimetrowy maraton. Kończyli w pozycji na pieska. Trzymał ją silnie za biodra i obijał biodrami o jej pośladki, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk seksu- ciała o ciało. Wbijał się swoją męskością w jej podniecone i pulsujące wnętrze, a kiedy czuł, że zbliża się do finału, dał jej klapsa, aby spotęgować doznania dziewczyny. Momentalnie doszła miażdżąc w dłoniach ramę łóżka, której się trzymała, a jej drżenie pociągnęło za sobą jego rozkosz. Czuła ciepło rozlewające się w niej i padła wykończona na poduszki.
- Pieprze wszystko co powiedziałem wcześniej… tęskniłem…- odwróciła głowę i cmoknęła go czule dalej łapiąc powietrze. Nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Znów miała dylemat. Znów żyła między trójką facetów, a z dwójki musiała zrezygnować. Wbrew pozorom, to nie było takie proste.- Sam… powiedz coś…
- Nie… nie mówmy nic. Nie rozmawiajmy. Nie teraz… teraz jest mi tak dobrze…- smerała jego policzek.
- dobrze…-odpowiedział łagodnie.
Zasnęli. Wpleceni w swoje ciała, ukojeni swoją obecnością.

Obudziła się kolo 10.50. Zerknęła na zegarek i w mig się obudziła.
- Matt… wstawaj… obudź się! No już! - szturała jego ramię. Otworzył leniwie oczy, rozejrzał się i uśmiechnął na jej widok.- Matt za 10 minut powinniśmy być w studiu…a sam dojazd zajmuje 30- wstała i pobiegła do łazienki wziąć prysznic. On zjawił się ubrany obok kabiny, wystawiła mokrą głowę- widzimy się na miejscu?
- Mhm- obdarzył ją czułym i soczystym pocałunkiem- na razie mała- uśmiechnął się i zniknął.

10 minut później biegała po mieszkaniu ubierając się, co nie było łatwe, kiedy w tym samym czasie czesała włosy i myła zęby oraz szykowała kanapkę na drogę. W końcu wzięła kluczyki do samochodu i zatrzaskując drzwi zbiegła na dół i do auta.

Na miejscu okazało się, że część zespołu pracuje już od 8. Postawiła na stole masę kaw, które kupiła po drodze, w ramach przeprosin za spóźnienie. Cały czas czuła wzrok na sobie. Jak zerknęła na Briana, to ten uśmiechał się słodko, jak na Matta, to ten udawał, że nie patrzył. Jak to profesjonaliści, umieli rozdzielić pracę od przyjemności i porzucając wszelkie amory, skupiali się na nagraniu.

Po lunchu zrobili sobie obowiązkową przerwę na papierosa czy jak kto wolał- dotlenienie. Nagle na parkingu koło innych samochodów zaparkował czarny Jeep. Ze środka wysiadł Tony, na nosie miał okulary aviatorki, a w ręku trzymał ciemny materiał. Szybkim krokiem szedł w ich kierunku. Im był bliżej, tym bardziej dało się rozpoznać wściekłość jaka z niego buchała. Obawiając się tego samego, dwoje muzyków stanęło na jego drodze zasłaniając Sam, od której dzieliły go metry.
- Zejść mi z drogi...- warknął.- Sam...- bezskutecznie próbował przebić się przez zaporę.
- T-Tony... co ty tu robisz... -jej głos był niewyraźny.
- Filmy będę oglądać... tak... niezłe te filmy musiały być wieczorem, skoro to znajduję koło twojego łóżka...- rzucił w nią tym, co przed chwilą trzymał w dłoni. Rozłożyła materiał i poznała czarne bokserki Matta. Wytrzeszczyła oczy i spojrzała przerażona na kochanka. Sekundę później wokalista trzymał się za szczękę badając ból jaki odczuwał po uderzeniu, a pozostali muzycy przytrzymywali nowo przybyłego, który ewidentnie wpadł w furię.- Ty skurwysynie! Pieprzysz mi dziewczynę!- wyrywał się, ale kiedy zrozumiał, że nie ma szans, odpuścił. Spojrzał na Sam- pożałujesz... nie tego oczekiwałem po tobie... jesteś zwykłą szmatą... małą dziwką. Kto jeszcze ją tu obracał? Hę...? Proszę bardzo... skoro tak chętnie rozkłada nogi...- zmiażdżył ją wzrokiem, wrócił do samochodu i odjechał wywołując lekkie zamieszanie na ulicy wciskając się w ruch.
- Sam...? - Brian spojrzał na nią z żalem.
- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój! - do jej oczy cisnęły się łzy i za chwile zniknęła w studiu.

Przed wejściem panowała cisza. Nikt nic nie mówił. Nikt nie wiedział jak zareagować na zaistniałą sytuację. Tylko dwóch mężczyzn patrzyło się gniewnie w drugiego. 



wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 7.

Stali tak dobre 15 minut, aż dziewczyna się uspokoiła. Weszli głębiej do części salonu i osunęli na kanapę. Matt opierał się o miękkie poduszki, a ona dalej zatopiona w jego ramiona, chowała głowę w pachnącej szyi mężczyzny.


- Powiesz mi teraz co się stało?- jego charakterystyczny głoś był jeszcze bardziej zachrypnięty. Miało to pewnie związek z późną godziną, o której normalnie jeszcze by spał.
- A mogę nic nie mówić?
- Sam… nie będę umiał ci pomóc, jeśli nie wyjaśnisz tego telefonu o 3 nad ranem.
- Miałam koszmar… -wyraźnie odetchnął.
- Nie odbierałaś wcześniej, nie odpisałaś na smsa… bałem się, że Brian ci coś zrobił. 
- Jejku! Nie… z nim było naprawdę cudownie. To trochę skomplikowane. Ale dobrze się bawiłam. Przepraszam, że wywołałam w tobie niepotrzebną panikę.
- No więc co to za koszmar? – wolał zmienić temat, niż znać szczegóły udanej randki. W końcu ostatecznie to zadzwoniła właśnie do niego, a nie gitarzysty.
- Śniło mi się … - znów schowała się bardziej w jego klatę- że Tony dowiedział się o nas… nas wszystkich… i … Matt, nie każ mi tego mówić…
- Skrzywdził cię…
- Tak.. ale inaczej niż zwykle- rozpłakała się.
- Już ciii… to był tylko sen… -tulił ją i lekko kiwał się na boki, żeby ją uspokoić.
- Muszę to jakoś rozwiązać… z nim… musi być jakieś wyjście…ale boję się…
- Jeśli jeszcze raz zrobi ci krzywdę… nie ręczę za siebie!
- Matt… nie doceniasz go…
- Nie obchodzi mnie to, czy koleś ma mocny prawy sierpowy. Sam, do cholery jasnej… nie można podnosić ręki na kobietę!
- Nie krzycz…
- Przepraszam, ale zrozum… to, w jakiej sytuacji jesteś… ja tego kompletnie nie rozumiem. Ok, boisz się, ale nie możesz do końca swoich dni drżeć na samą myśl, że zrobisz drobną rzecz, która będzie wbrew niemu i oberwiesz. 
- Jestem mu tyle winna…
- Co?
- Dał mi pieniądze za trzy lata mojej nauki… kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Nie stać mnie, żeby mu oddać.
- Cholera, Sam… dam ci te pieniądze, ale przestań się w końcu dręczyć. Wiesz co pomyślałem kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem?- brunetka podniosła lekko głowę, aby spojrzeć na niego swoimi czerwonymi od płaczu oczami- że jesteś ostrą babką, która nie da sobie w kaszę dmuchać. I taka była prawda… ostro rządziłaś w studiu… a teraz? Widzę kompletne przeciwieństwo tamtej dziewczyny. Serce mi ściska, kiedy zdaję sobie sprawę, że pod tamtą skorupą kryje się krucha dusza, tak krucha, że już tylko lekki pstryczek i może się rozpaść na tak drobne kawałki, że nie da rady skleić.
- Tony wraca wieczorem… -podciągnęła nosem- porozmawiam z nim, ale… błagam, nie zostawiaj mnie samej wtedy.
- Będę obok- pocałował ją kojąco w skroń.


W takiej pozycji przespali aż do 10 rano. To była ich pierwsza noc, kiedy zatopieni w swoje ciała, potrzebowali tylko bliskości jaką dawało przytulanie, a nie seks. Obudził ich dźwięk komórki. Niechętnie wstała z jego kolan i poszła do sypialni, żeby odebrać.
- Tak?- zachrypiała, przecierając twarz dłonią, żeby się obudzić.
- Cześć, pomyślałem, że wpadnę z kawą i jakimś śniadaniem. Jestem ci coś winien po wczorajszym wieczorze- jego wesoły, ale jednocześnie niepewny głos rozbrzmiewał w słuchawce.
- Kawa?- wyglądała do salonu, po którym przechadzał się Matt- wiesz, ja niedługo wychodzę z mieszkania, muszę pójść do biblioteki. Może jutro- miała nadzieję, że małe kłamstwo pomoże jej zbyć Briana.
- Tylko na chwilę, jestem w tej kawiarni koło twojego bloku, więc 5 minut i jestem. Obiecuję, że nie zajmę dużo czasu. Do zobaczenia- pożegnał się i rozłączył, a jej twarz zlała się z białą ścianą.
- Matt… musisz już iść… - zaskoczony jej słowami wychylił się zza lodówki, z której wyjadał kabanosy- Brian będzie tu za moment z kawą.
- Świetnie, napiłbym się- uśmiechnął się, zadowolony ze swojego żartu.
- Nie… Matt, on nie może domyślić się, że… my… jesteśmy bliżej niż powinniśmy.
- Jasne… pewnie…- rozglądał się za swoją bluzą- sądziłem, że dokonałaś wyboru. W końcu to do mnie zadzwoniłaś w nocy… ale rozumiem, jestem tylko laleczką do wypłakiwania i bzyknięcia kiedy potrzeba…- jego ton całkowicie spoważniał. Wydawał się urażony.
- Matt… to nie tak.
- Więc jak…- nie zdołała odpowiedzieć. Zadzwonił domofon, więc wpuściła gitarzystę na klatkę. Zostały mu do pokonania 4 piętra- No więc…?
- To nie jest takie proste- przejechała dłońmi po twarzy, żeby jakoś się ogarnąć- myślisz, że mi łatwo? Pogadamy później. Mi naprawdę na tobie zależy, ale…-przerwał jej.
- Nie kończ- powiedział surowo, bez wyrazu. Na jego twarzy również trudno było doszukać się emocji. Podszedł do niej bliżej i nachylił nad uchem, brzmiał groźnie- nie bawi mnie zabawa w to wszystko i nie zamierzam tego tolerować, ale seks z tobą jest przyjemny, więc jeśli Brian się nie sprawdzi, wiesz gdzie mnie szukać. Nie masz co liczyć na więcej z mojej strony, ale jeśli skrzywdzisz go…- pukanie do drzwi, odsunął się zostawiając tylko ciepły oddech na jej policzku i otworzył, nałożył swoją wesołą maskę i uśmiechnął się do nowoprzybyłego, którego mina wyrażała kompletne zaskoczenie obecnością Matta- cześć, ja już uciekam – odwrócił się do Sam- dzięki za materiały, przejrzę je i dam ci znać wieczorem- wymyślił kłamstwo na pożegnanie i zniknął.
- Hej… wejdź. Kawa cudownie pachnie…- powiedziała.



Przy śniadaniu nie umiała się skupić. Jeszcze w nocy była pewna gdzie podziać swoje uczucia, jednak dzisiejszy poranek ją całkowicie otrzeźwił. Takiego wokalisty nie znała. Poza tym czuła, że jego słowa to nie tylko groźba, ale i coś więcej. Czuła, że go straciła, po tym jak była skłonna spławić Briana. Miał rację… w końcu to do niego od razu zadzwoniła w nocy. To właśnie jego wybrało jej serce. A teraz zniknął i nie ma na co liczyć. Patrzyła na Briana i wiedziała, że jest cudownym facetem. Dawno się tak dobrze nie bawiła jak wczoraj. Ale jej zachowanie na pożegnanie stawiało ją w dziwnej pozycji. Sama siebie nie rozumiała. Miała w sercu dwóch wspaniałych muzyków i nie wiedziała, którego wybrać. Chociaż Matt ułatwił jej wybór przed przybyciem drugiego. On był tylko od seksu, to z Brianem może porozmawiać o wszystkim. Miała ochotę walić głową o ścianę. Nie tak to wszystko sobie wyobrażała. A jeszcze został Tony…

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 6.

*sześć lat później*

- nie uwierzysz co mnie dzisiaj spotkało w pracy. Przyszła jakaś młoda dziewczyna, Alex czy jakoś tak i mówi, że chce załatwić orkiestrę na pogrzeb… to pierwsza dziwna rzecz. A druga to piosenka… Polka Trisch Trasch Johanna Straussa…

*sześć lat wcześniej*

Sam nie odpisała na wiadomość od Matta. Urok Briana jeszcze na nią działał, więc trudno było jej się skupić na wiadomości zwrotnej. Wpakowała się pod kołdrę i próbowała zasnąć, aby nie męczyły ją myśli o którymkolwiek z mężczyzn obecnych w jej życiu. Zdała sobie sprawę, że jest ich teraz troje. Okłamuje Briana i Tony’ego, a wmawiała sobie, że wokalisty nie będzie brała na poważnie. Mimo to, do tej pory to z nim była wyjątkowo szczera, tak samo jak tylko z nim sypiała. 

Nagle przebiegła ją okropna myśl, przez którą na ciele pojawiły się ciarki. Co będzie jak o wszystkim dowie się jej obecny chłopak. Schowała twarz w poduszkę i jęknęła rozdarta. To wszystko było za trudne. Wiedziała jakie będą konsekwencje, jeśli wyda się jej romans… i to nie tylko jeden. Zdawała sobie sprawę, że nie powinna być z Tonym. Był to bardzo toksyczny związek. Nie uprawiali seksu od pół roku, a Sam domyślała się, że on wcale nie był jej wierny. Uwielbiał flirtować z klientkami. Twierdził, że taka więź jest ważna kiedy tatuażysta tworzy na czyjejś skórze. Dziwnym trafem, nie robił tego z facetami. Cóż… w kolejce na jego fotel czekały głównie panie. Innym powodem, dla którego nie może pożegnać się z nim na zawsze jest fakt, że jest mu coś winna. Przez kilka lat jej nauki na uniwersytecie, wykładał na nią niemałe pieniądze, a spłacać dług będzie pewnie do końca swoich dni… które pewnie i tak są policzone, skoro (bądźmy szczerzy) Tony jest damskim bokserem. Takiego ruchu z jej strony nie wybaczy.

Obudziło ją słońce wpadające przez okno, a kiedy odwróciła się, żeby się przeciągnąć, poczuła coś ciepłego na drugiej połowie łóżka. Momentalnie otworzyła oczy i krzyknęła.
- Cześć mała, mam nadzieje, że się wyspałaś- zamruczał niskim głosem mężczyzna.
- Tony… co ty tu robisz?
- Nie takiej reakcji się spodziewałem- smerał palcem jej policzek.
- Jak wszedłeś?
- Nie zamknęłaś drzwi kotku. Ktoś mógł się wkraść i ci coś zrobić- widać w jego oczach było troskę.
- Z-zapomniałam…- na co pochylił się i czule pocałował jej miękkie usta.- Nie miałeś wrócić dopiero jutro?
- Miałem, ale stwierdziłem, że tęsknię i chce cię znów zobaczyć- tym razem pocałował ją w szyję.- Tak słodko spałaś.
- Tony… może zrobię śniadanie?
- Nie jestem głodny- wymruczał- przynajmniej jeśli chodzi o jedzenie- jeździł dłonią po jej biodrze i pośladku, całując jej dekolt.
- Może kawę… 
- Piłem- po czym dalej kontynuował to co robił, ale dodatkowo zjechał dłonią po jej brzuchu i włożył dłoń w jej matki, dotykając tym samym czułego guziczka. Delikatnie pieścił i płynnymi ruchami drażnił się z jej podnieceniem. Minutę później, była bez bielizny.
- Tony… dopiero co się obudziłam… nie czuję się świeża…- delikatnie próbowała zaprzeć się rękoma o jego klatkę piersiową i odepchnąć.
- Mała, dla mnie zawsze jesteś cudowna- złapał jej górne kończyny i jedną ręką przygwoździł nad jej głową. Drugą zaś, powoli głaskał od pośladka, przez talię, aż po jej piersi, odsłaniając przy okazji koszulkę, w której spała. Zacmokał smutno kiedy zobaczył jej posiniaczone żebra.- Nieładnie to wygląda- pochylił się i próbował pocałunkami zmyć ślady, które zostały jej po ostatnim wybuchu gniewu.- Nigdy- pocałunek- więcej- pocałunek- nie zrobię- pocałunek- ci –pocałunek- krzywdy.- Podniósł się i spojrzał jej głęboko w oczy. Jego wzrok, czuły, smutny i kochający, dosłownie przepraszał ją i błagał o wybaczenie.- Kocham cię… jesteś moim wszystkim… całym światem…- pochylił się i zatopił w jej ustach. Nie protestowała, jakże by mogła. Jego język zgrabnie zapraszał do współpracy. Po chwili odczepił się i ponownie na nią spojrzał- nawet jeśli ty mnie zdradzasz mała dziwko- powiedział to w taki sposób jakby ponownie wyznawał jej miłość, ale treść tej wypowiedzi była pełna pogardy. Czuła to.
- Ja…nie… Tony- próbowała się wydostać spod niego, ale ręce dalej miała uwięzione nad głową.
- Nie wywiniesz mi się. Dostaniesz to na co zasługujesz. Przecież wiesz, że cię kocham, a ty tego kompletnie nie doceniasz…- wolną dłonią złapał jej szyję i ścisnął. Ledwo mogła wciągnąć powietrze.
- Proszę cię… - wysapała, a po jej policzkach leciały łzy. Krzyknęła, kiedy poczuła jak z całej siły wbija się w nią swoim przyrodzeniem. Nie umiała powstrzymać szlochu- Tony… błagam…
- To cię może nauczy wierności…- znów pchnął w nią mocno, a z każdym kolejnym ruchem jej krzyki stawały się słabsze. Wynikało to z braku powietrza, które otrzymywała resztkami, kiedy ten trzymał jej gardło. Pieprzył ją ile miał mocy w biodrach. Jego siła była wprost proporcjonalna do jego masy. Był wysoki, dobrze zbudowany, znacznie większy od Sam. Nie miała szans uciec. Czekała aż to się skończy, albo aż straci przytomność z braku powietrza. Kiedy poczuła, że jego nasienie rozlało się w jej wnętrzu, odetchnęła z ulgą zaczerpując powietrza. Przygniatał ją całym ciałem, łapiąc oddech, który znacznie przyspieszył kiedy dawał upust swojej złości i podnieceniu.- Sam… moja mała… ja to robię bo cię kocham… - pocałował ją czule, to było zupełnie inne doznanie, niż ostatnie 5 minut gwałtu. Ponownie złapał jej gardło i ścisnął. Obie ręce miała już oswobodzone, więc mimo braku siły, starała się odciągnąć jego palce, które owinął wokół jej szyi. Nie dawała rady, dusiła się- pamiętaj… jeśli dowiem się, że ktoś cię tknął… to….


Obudziła się łapiąc ciężko oddech. Była cała zalana potem. Kiedy zrozumiała co jej się śniło i to jak wszystko wydawało się takie realne, nie umiała powstrzymać płaczu. Znosiła się szlochem. Za oknem było jeszcze ciemno. Schowała twarz w poduszkę i starała się uspokoić. Kiedy jej oddech był w miarę wyrównany, sięgnęła po komórkę i wykręciła numer. Czekając na sygnał podeszła szybko do drzwi i sprawdziła czy je zamknęła wieczorem. Zamknęła. W tym momencie potrzebowała bliskości. Kogoś, kto otoczy ją ramieniem i przytuli, żeby mogła się uspokoić. Nie wiedziała dlaczego akurat On przyszedł jej pierwszy na myśl. Ale zdawała sobie sprawę, że jeśli nie usłyszy jego głosu, to jej serce będzie dalej waliło w szalonym tempie. Zostało jej już tylko czekać aż zapuka do jej drzwi i będzie mogła ukoić się jego ciepłem, które od niego biło. Kiedy usłyszała kroki na schodach, zerknęła przez wizjer i otworzyła czując, że zalewa ją fala ulgi. Nie czekając na reakcję mężczyzny, wtuliła się w niego.
- Dziękuję, że jesteś…