sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 10.

Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Bolała ją głowa i szczypała ręka, ale to tylko dlatego, że podłączona była do kroplówki. Na palcu znajdował się klips, który pomagał kardiografowi w pomiarze rytmu jej serca. Lekki dyskomfort czuła też z tyłu głowy i kiedy podniosła rękę, żeby sprawdzić co ją uwiera, zdała sobie sprawę, że jest unieruchomiona. Spojrzała i zobaczyła, że ktoś ją trzyma za rękę. Osoba ta spała, ale kiedy poczuła poruszenie, otworzyła oczy.
- Sam… 
- Mamo…- szepnęła, nie mogła wydać z siebie dźwięku. Czuła jakby ktoś jej przejechał papierem ściernym po gardle. 
- Ciii… nic nie mów. Pójdę po lekarza- wstała- musisz puścić mi rękę. Za sekundę wrócę- Sam dalej nie puszczała- skarbie, nic ci nie będzie… Nie ma go tu… jesteś bezpieczna- ucałowała jej czoło i zniknęła. Dziewczyna rozglądała się po pomieszczeniu. Była to sala szpitalna. Ściany były zimne i nudne, a łóżko niewygodne. Wnioskowała, że była noc, skoro zza okna wpadało tylko światło lampy ulicznej. Po chwili do pomieszczenia weszły trzy osoby. Niespokojnie spojrzała w ich stronę, a serce przyspieszyło. Kiedy upewniła się, że nie ma wśród nich niebezpieczeństwa, wzięła głęboki oddech i po policzkach popłynęły jej łzy.
- Już spokojnie córciu… to tylko lekarz i pielęgniarka- kobieta zajęła miejsce tam gdzie wcześniej.
- Witam, jestem doktor James Grey- zaglądał jej w oczy specjalną, małą latarką, sprawdzając reakcję na bodźce- czy wie pani, gdzie jest?- pokiwała głową na tak- czy pamięta pani, czemu tutaj jest?- znów pokiwała głową i zerknęła na mamę, ta tylko pogłaskała jej dłoń. Lekarz w trakcie pytań sprawdzał inne reakcje, a starsza kobieta, asystowała mu. 
- Co…- odchrząknęła, dalej nie mogła się odezwać, więc szeptała- co z … Tonym?
- Skarbie, nie martw się teraz o to.
- Co z nim…
- Tony… - zerknęła na lekarza, który sprawdzał jej parametry życiowe- jest na intensywnej terapii, w poważnym stanie, może nie wyjść z tego… a nawet jeśli wyzdrowieje, to trafi do więzienia. Kiedy przywieziono cię do szpitala, okazało się, że masz na sobie dość dużo śladów po pobiciu, tych starszych, jeszcze niewygojonych. Z relacji świadków też wynika, że … - jej mina wyrażała ból i smutek. Nie mogła zrozumieć jak ktoś mógł skrzywdzić tak jej córkę-… że od dłuższego czasu robił tobie krzywdę. Ale to już się nie powtórzy skarbie…- głaskała jej głowę- ten drań nigdy więcej cię nie tknie. Oby coś mu się stało… -lekarz chrząknął- przepraszam.
- Pani Samantho, wyniki są lepsze. Może boleć głowa, miała pani wstrząśnienie mózgu. Założyliśmy kilka szwów z tyłu głowy z powodu rozcięcia. Może pani mieć problemy z gardłem od nacisku. Jeśli chodzi o niedotlenienie związane z podduszeniem, nie mam co się martwić, ale jutro zrobimy tomografię. Proszę się teraz wyspać, a jutro wrócę i jeszcze raz zrobimy badanie.
- Panie doktorze- kontynuowała matka- czy da się coś zrobić z … -spojrzała wymownie na drzwi.
- Postaram się przekazać policjantowi, że pacjentka nie jest w stanie odpowiedzieć na jego pytania. Dobranoc– on i pielęgniarka zniknęli. 
- Mamo…? Ile czasu byłam nieprzytomna?
- Kochanie, słyszałaś co doktor powiedział. Prześpij się, jutro porozmawiamy- ucałowała ją w czoło. A Sam zmęczona bólem głowy, zasnęła.


Obudziły ją promienie słońca, które przedzierały się przez okno na jej łózko. Zasłoniła się, a za jej reakcją poszła mama i zasłoniła żaluzje. 
- Wyspałaś się słońce? Jesteś głodna? Zawołać lekarza? 
- Pić… poproszę pić… -próbowała odkaszlnąć, ale dalej głos odmawiał posłuszeństwa. Dostała szklankę wody, usiadła i napiła się, wypiła wszystko. 
- Na pewno nie chcesz jeść?
- Nie… chce tylko wiedzieć kilka rzeczy.
- Dobrze, pytaj o co chcesz.
- Ile czasu tu leżę?
- Przedwczoraj w nocy wzięło cię pogotowie, cały wczorajszy dzień byłaś nieprzytomna no i obudziłaś się w nocy.
- Czy… on tu jest?
- Jest, piętro wyżej na intensywnej terapii. To, jak go zraniłaś sprawiło, że przecięłaś mu między innymi dwunastnicę, ma zapalenie otrzewnej i walczy o życie. Nie rozmawiajmy o nim… to potwór. 
- Kiedy ja będę mogła wyjść?
- Lekarze jeszcze nie wiedzą. Zrobią ci dziś resztę badań. 
- Kto wezwał pomoc?
- Sąsiedzi. Usłyszeli jak wali do twoich drzwi i wyzywa. Nie ryzykowali wyjściem, bo Tony był pijany. Policjanci jak weszli do mieszkania myśleli, że jest już za późno… -podciągnęła nosem- ale żyjesz. To jest najważniejsze. Kochanie… czemu nic nie mówiłaś… czemu dałaś się tak traktować... – dziewczyna nic nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami, odwróciła głowę i uroniła kilka łez. Nie umiała ich powstrzymać, więc po chwili szlochała w poduszkę.


Zapadła w kolejną drzemkę. Nic nie było w stanie wybudzić jej ze snu. Jej organizm musiał się zregenerować. Dopiero kiedy zaczęły pojawiać się koszmary, obudziła się z krzykiem. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłonie. Po chwili poczuła ciepłe ramiona dookoła siebie, próbujące ją uspokoić. Przestraszona krzyknęła i próbowała się uwolnić.
- Sam… Sam… to ja… Brian. Już spokojnie. Jestem tu, nic się nie bój- dalej ją tulił, ale kiedy usłyszała jego głos, wiedziała, że jest bezpieczna. Wtuliła się w niego i uspokajała oddech. Na całe szczęście kardiograf zniknął z jej sali, bo inaczej zleciałby się cały personel. 
- Przestraszyłeś mnie…- za nic w świecie nie chciała, żeby ją puszczał. Potrzebowała tej bliskości. 
- Nie chciałem. Przepraszam- pocałował ją w czubek głowy, tam gdzie sięgał ustami. Miała teraz okazję ponownie rozejrzeć się po sali. Przybyło kwiatów i był nawet jeden różowy balon z napisem „To dziewczynka!”.
- „To dziewczynka”?
- No bo… -zaśmiał się- innego w sklepie nie mieli. Chciałem coś w stylu „wracaj do zdrowia” ale było tylko to.
- Śliczny- w jej głosie było słychać rozbawienie- kwiaty też są śliczne. Dziękuję.
- Kwiaty od Matta. 
- Był tu?- była zaskoczona.
- Był… 
- Wróci?
- No… tak jakby nie bardzo. Jest w areszcie.
- Jak to w areszcie?- odsunęła się od niego, żeby spojrzeć mu w twarz.
- Byliśmy tu wczoraj. Dowiedzieliśmy się, że leżysz w szpitalu. Podsłuchaliśmy co policjant mówi twojej mamie i … Matt nagle zniknął. Okazało się, że pojechał piętro wyżej na Intensywną… i chciał zatłuc drania…
- O boże… 
- Całe szczęście, że nie udało mu się spełnić swojego zamiaru i odciągnęli go lekarze, bo inaczej na bank poszedłby siedzieć za morderstwo. Nie dziwie mu się z resztą. Powinien skończyć swój żywot…
- Co teraz z Mattem?
- Albo grzywna, albo miesiąc prac społecznych. Chyba, że sędzia się uprze i pójdzie odsiedzieć karę. Sam, powiedz mi… czemu nie wezwałaś pomocy jak walił do drzwi?
- Myślałam, że nie uda mu się wejść… i… stwierdziłam, że … nie ma sensu dzwonić na policję.
- Mogłaś zadzwonić do mnie… do Matta…
- Nie chciałam… 
- Czemu nie?
- To znaczyłoby, że wybrałam… a ja nie mogę… nie umiem… wasza przyjaźń jest znacznie cenniejsza. Ja wtargnęłam do studia jak burza…Nieważne… Powinieneś już iść. Dzięki, że przyszedłeś. 
- Nie chce iść.
- Idź już… proszę.

- Do jutra Sam… - pocałował ja w czoło i wyszedł.

4 komentarze:

  1. Toooony ja tam sama przyjdę i Cię zadźgam więc nie ciesz się... Wstrętny mały kutas -.-
    Co ta S. zrobiła? Mieć przy sobie takiego wspaniałego B. i kazać mu iść? Dobra, to jednoznacznie wskazuje, że bliżej jej do M. i to z nim będzie. Tylko spróbuj zrobić tak, że nie będzie z żadnym, to inaczej pogadamy... :D
    Gratulacje z okazji 10 odcinka!!! Do 100 zostało Ci już tylko 90, zaczynam odliczanie^^
    Buziole, Pat:)
    PS: nadal liczę na szatana jadącego na tęczowym jednorożcu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaja jakieś kończyć w takim momencie?

    Kurwa jasne, że ma wybrać Matta ( jaka ze mnie w tym momencie hipokrytka tak BTW). Jedno wielkie yyyyyyyyyyyyyyyyyy mam teraz.
    Czemu tak mało? Ok ona leży w szpitalu, Bri jej suszy głowę.
    Aha, motyw z kwiatami i podpisem mnie rozwalił. :)

    lovee, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dziwię się Mattowi ... który koleś nie chciałby zatłuc tego drania?
    Bri ... kochany, jak zawsze, łzy mi stanęły w oczach jak powiedziała, że nie umie wybrać pomiędzy nimi ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajne opowiadanie, czekam na dalszy rozwój ;)

    OdpowiedzUsuń