wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 7.

Stali tak dobre 15 minut, aż dziewczyna się uspokoiła. Weszli głębiej do części salonu i osunęli na kanapę. Matt opierał się o miękkie poduszki, a ona dalej zatopiona w jego ramiona, chowała głowę w pachnącej szyi mężczyzny.


- Powiesz mi teraz co się stało?- jego charakterystyczny głoś był jeszcze bardziej zachrypnięty. Miało to pewnie związek z późną godziną, o której normalnie jeszcze by spał.
- A mogę nic nie mówić?
- Sam… nie będę umiał ci pomóc, jeśli nie wyjaśnisz tego telefonu o 3 nad ranem.
- Miałam koszmar… -wyraźnie odetchnął.
- Nie odbierałaś wcześniej, nie odpisałaś na smsa… bałem się, że Brian ci coś zrobił. 
- Jejku! Nie… z nim było naprawdę cudownie. To trochę skomplikowane. Ale dobrze się bawiłam. Przepraszam, że wywołałam w tobie niepotrzebną panikę.
- No więc co to za koszmar? – wolał zmienić temat, niż znać szczegóły udanej randki. W końcu ostatecznie to zadzwoniła właśnie do niego, a nie gitarzysty.
- Śniło mi się … - znów schowała się bardziej w jego klatę- że Tony dowiedział się o nas… nas wszystkich… i … Matt, nie każ mi tego mówić…
- Skrzywdził cię…
- Tak.. ale inaczej niż zwykle- rozpłakała się.
- Już ciii… to był tylko sen… -tulił ją i lekko kiwał się na boki, żeby ją uspokoić.
- Muszę to jakoś rozwiązać… z nim… musi być jakieś wyjście…ale boję się…
- Jeśli jeszcze raz zrobi ci krzywdę… nie ręczę za siebie!
- Matt… nie doceniasz go…
- Nie obchodzi mnie to, czy koleś ma mocny prawy sierpowy. Sam, do cholery jasnej… nie można podnosić ręki na kobietę!
- Nie krzycz…
- Przepraszam, ale zrozum… to, w jakiej sytuacji jesteś… ja tego kompletnie nie rozumiem. Ok, boisz się, ale nie możesz do końca swoich dni drżeć na samą myśl, że zrobisz drobną rzecz, która będzie wbrew niemu i oberwiesz. 
- Jestem mu tyle winna…
- Co?
- Dał mi pieniądze za trzy lata mojej nauki… kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Nie stać mnie, żeby mu oddać.
- Cholera, Sam… dam ci te pieniądze, ale przestań się w końcu dręczyć. Wiesz co pomyślałem kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem?- brunetka podniosła lekko głowę, aby spojrzeć na niego swoimi czerwonymi od płaczu oczami- że jesteś ostrą babką, która nie da sobie w kaszę dmuchać. I taka była prawda… ostro rządziłaś w studiu… a teraz? Widzę kompletne przeciwieństwo tamtej dziewczyny. Serce mi ściska, kiedy zdaję sobie sprawę, że pod tamtą skorupą kryje się krucha dusza, tak krucha, że już tylko lekki pstryczek i może się rozpaść na tak drobne kawałki, że nie da rady skleić.
- Tony wraca wieczorem… -podciągnęła nosem- porozmawiam z nim, ale… błagam, nie zostawiaj mnie samej wtedy.
- Będę obok- pocałował ją kojąco w skroń.


W takiej pozycji przespali aż do 10 rano. To była ich pierwsza noc, kiedy zatopieni w swoje ciała, potrzebowali tylko bliskości jaką dawało przytulanie, a nie seks. Obudził ich dźwięk komórki. Niechętnie wstała z jego kolan i poszła do sypialni, żeby odebrać.
- Tak?- zachrypiała, przecierając twarz dłonią, żeby się obudzić.
- Cześć, pomyślałem, że wpadnę z kawą i jakimś śniadaniem. Jestem ci coś winien po wczorajszym wieczorze- jego wesoły, ale jednocześnie niepewny głos rozbrzmiewał w słuchawce.
- Kawa?- wyglądała do salonu, po którym przechadzał się Matt- wiesz, ja niedługo wychodzę z mieszkania, muszę pójść do biblioteki. Może jutro- miała nadzieję, że małe kłamstwo pomoże jej zbyć Briana.
- Tylko na chwilę, jestem w tej kawiarni koło twojego bloku, więc 5 minut i jestem. Obiecuję, że nie zajmę dużo czasu. Do zobaczenia- pożegnał się i rozłączył, a jej twarz zlała się z białą ścianą.
- Matt… musisz już iść… - zaskoczony jej słowami wychylił się zza lodówki, z której wyjadał kabanosy- Brian będzie tu za moment z kawą.
- Świetnie, napiłbym się- uśmiechnął się, zadowolony ze swojego żartu.
- Nie… Matt, on nie może domyślić się, że… my… jesteśmy bliżej niż powinniśmy.
- Jasne… pewnie…- rozglądał się za swoją bluzą- sądziłem, że dokonałaś wyboru. W końcu to do mnie zadzwoniłaś w nocy… ale rozumiem, jestem tylko laleczką do wypłakiwania i bzyknięcia kiedy potrzeba…- jego ton całkowicie spoważniał. Wydawał się urażony.
- Matt… to nie tak.
- Więc jak…- nie zdołała odpowiedzieć. Zadzwonił domofon, więc wpuściła gitarzystę na klatkę. Zostały mu do pokonania 4 piętra- No więc…?
- To nie jest takie proste- przejechała dłońmi po twarzy, żeby jakoś się ogarnąć- myślisz, że mi łatwo? Pogadamy później. Mi naprawdę na tobie zależy, ale…-przerwał jej.
- Nie kończ- powiedział surowo, bez wyrazu. Na jego twarzy również trudno było doszukać się emocji. Podszedł do niej bliżej i nachylił nad uchem, brzmiał groźnie- nie bawi mnie zabawa w to wszystko i nie zamierzam tego tolerować, ale seks z tobą jest przyjemny, więc jeśli Brian się nie sprawdzi, wiesz gdzie mnie szukać. Nie masz co liczyć na więcej z mojej strony, ale jeśli skrzywdzisz go…- pukanie do drzwi, odsunął się zostawiając tylko ciepły oddech na jej policzku i otworzył, nałożył swoją wesołą maskę i uśmiechnął się do nowoprzybyłego, którego mina wyrażała kompletne zaskoczenie obecnością Matta- cześć, ja już uciekam – odwrócił się do Sam- dzięki za materiały, przejrzę je i dam ci znać wieczorem- wymyślił kłamstwo na pożegnanie i zniknął.
- Hej… wejdź. Kawa cudownie pachnie…- powiedziała.



Przy śniadaniu nie umiała się skupić. Jeszcze w nocy była pewna gdzie podziać swoje uczucia, jednak dzisiejszy poranek ją całkowicie otrzeźwił. Takiego wokalisty nie znała. Poza tym czuła, że jego słowa to nie tylko groźba, ale i coś więcej. Czuła, że go straciła, po tym jak była skłonna spławić Briana. Miał rację… w końcu to do niego od razu zadzwoniła w nocy. To właśnie jego wybrało jej serce. A teraz zniknął i nie ma na co liczyć. Patrzyła na Briana i wiedziała, że jest cudownym facetem. Dawno się tak dobrze nie bawiła jak wczoraj. Ale jej zachowanie na pożegnanie stawiało ją w dziwnej pozycji. Sama siebie nie rozumiała. Miała w sercu dwóch wspaniałych muzyków i nie wiedziała, którego wybrać. Chociaż Matt ułatwił jej wybór przed przybyciem drugiego. On był tylko od seksu, to z Brianem może porozmawiać o wszystkim. Miała ochotę walić głową o ścianę. Nie tak to wszystko sobie wyobrażała. A jeszcze został Tony…

6 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że zadzwoni po M. :( A przecież B. jest taaaki wspaniały i odpowiedzialny i pomocny i seksowny i najwspanialszy na świecie... Duże anakondy to nie wszystko! :D Niech ona zerwie z T. w końcu, proszę! Jak już M. tak łaskawie zaoferował jej pożyczkę^^ W ogóle coś mi się wydaje, że jego uczucia do S. są coraz silniejsze i nie chodzi tylko o sex. Oj bardzo, bardzo jestem ciekawa jak to wszystko się rozwinie. Mam nadzieję, że znajdziesz czas, żeby szybciutko napisać next:)
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I bardzo dobrze jej Matt powiedział! nie może być tak, że z jednym się pieprzy, przy drugim się śmieje, a trzeciego się boi.
    a ona ich tylko wodzi za nos i daje bezpodstawną nadzieję. ugh, Sam weź się może ogarnij, co?

    with love,
    z.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie muszę pisać komentarza, bo w stu procentach popieram zmorkę :)

      Usuń
    2. Ja się podpisuje pod tym co napisała Zmorcia. Ale dodam coś od siebie.
      Apel do Sam: WYBIERZ MATTA!!!

      Usuń
  3. Niech bierze dwóch, jeden w usta, drugi w nore i będzie wesoło :D

    OdpowiedzUsuń